poniedziałek, 23 listopada 2015

Rozdział 16.

      - To co teraz? Obiad? - stała nad małym Pique i czekała na jakąś odpowiedź chociażby w postaci małego ruchu głową, nie musiała jednak długo tego robić, bo po krótkim zastanowieniu się chłopczyka czy faktycznie jest głodny zaczął krzyczeć, że ma ochotę na racuchy z jabłkami, co dla Isabelle było niemalże jak rozkaz. Złapała go za rękę i krótką chwilę później stali już w kuchni.
      - Gdzie macie mąkę? - przykucnęła nad Milanem jednak jego odpowiedzią było zwykłe poruszenie ramionami na znak, że nie wie. - No to suuper...
Coś im przerwało, był to dzwonek do drzwi.
      - Zaczekaj tu na ciocię, dobrze? - dała mu buziaka w czółko i podbiegła do nich, a następnie je otworzyła. Przed jej oczami ukazały się sylwetki: Mascherano, Xaviego, Suareza, Claudio, Messiego, Gerarda, Iniesty, Alby i Sergiego, którzy stali przed nią szeroko się uśmiechając.
      - Geri?
      - Tak? - cały czas uśmiech nie schodził mu z twarzy.
      - Powiedz mi jedno. - oparła się o ścianę, a on czekał na pytanie, zresztą jak reszta zebranych, którzy pragnę przypomnieć nadal stali na dworze. - Dlaczego po prostu nie wszedłeś skoro to twój dom?
      - Faktycznie... - podrapał się po głowie, a cała reszta popadła w niepohamowany napad śmiechu wraz z Argentynką.
Chłopcy nie mogli sobie darować i od razu po wejściu do domu odpalili Fifę po czym zaczęli namawiać robiącą w kuchni obiad Isabelle, aby zaczęła grać z nimi. Jasne jest to, że dziewczyna od razu odmówiła, ponieważ jak nie patrzeć to nadal była w pracy, ale ten fakt mało obchodził piłkarzy i oczywiście siłą zaciągnęli ją do salonu i wcisnęli jej joystick do rąk. Żeby nie mogła uciec Claudio mocno się do niej przytulił, co bardzo rozśmieszyło Isabelle.
      - Chłopaki mówiłam wam, darujcie se. Milan jest głodny i muszę mu zrobić obiad, nie mam czasu na takie rzeczy. - powiedziała próbując oderwać się z rąk bramkarza jednak na marne.
      - Milan, chcesz jeść czy patrzeć jak będziemy grać z ciocią w piłkę? - Zapytał szeroko uśmiechający się Leo.
      - Piłka, piłka, piłka!!
      - No widzisz, grasz. - Podsumował słowa chłopca Andrés.
      - Zagram, ale niech on mnie puści. - Wskazała palcem na Claudio, który dalej zawzięcie przytulał się do dziewczyny.
      - Ty myślisz, że on się do ciebie przytula po to żeby cię przytrzymać? Kobieto on korzysta puki Neymara nie ma. - Zaśmiał się głośno Mascherano.
     - Niby czemu? To, że jestem z Neyem nie oznacza, że jestem nietykalna. Jesteśmy jak rodzina, nie widzę w tym nic złego.
      - No on uważa inaczej. - Wtrącił cicho Alba.
      - Siedź cicho. - Skarcił go Suarez.
      - Nie, niech nie siedzi cicho. O co chodzi?
      - No bo kiedy zaczęliście chodzić to Ney mówi, że jesteś tylko jego i, że jak się do ciebie zbliżymy to nie będzie się liczyć to, że się przyjaźnimy.
      - Że co? Powtórz, czy ja się przesłyszałam?
      - Jordi powiedział, że odkąd... - nie dokończył Pique, bo oberwał od dziewczyny po uchu.
      - Ona słyszała głupku! - Krzyknął na obrońcę nie dowierzając z jego głupoty Iniesta.
      - Haha, kocham was chłopaki.
      - My ciebie też. - krzyknęli wszyscy razem i rzucili się na nią.
      - A z Neymarem sobie jeszcze pogadam.
      - Ale to potem. Teraz jesteś nasza i tylko nasza! - Pocałował ją w policzek Alba i wybrał sobie i jej skład do grania.
      - Ej, dlaczego ty Barcelona?! Codziennie tam grasz! - oburzyła się dziewczyna widząc, że mężczyzna wybrał sobie "Dumę Katalonii", a jej bez żadnego pytania przypisał "Królewskich", co się jej nie spodobało, ponieważ jak możecie się domyślać Isabelle Alehandra Mendoza nie była sympatyczką tego klubu. Na jej pytanie Alba odpowiedział, uwaga cytuję: "Bo tak", na te słowa Argentynka zaczęła się kłócić i chwilę później zaczęli się "bić", a wszyscy zebrani śmiali się z ich poczynań, jednak wyróżnić musiał się Pique, który nigdy nie rozstaje się ze swoim telefonem, z czego skorzystał i zaczął ich nagrywać i robić zdjęcia. No po co im paparazzi skoro już jednego mają na wyłączność? Oczywiste było to, że parę minut później wstawił wszystko na swojego instagrama i facebooka z dopiskiem: "Zakochańcy". Teraz tylko nasuwa się jedno znaczące pytanie: Czy przez głupotę Geriego mogą być problemy?



*
Krótki i mega dużo dialogów,
mam nadzieję, że to jakoś nie przeszkadza.
Przyznam, że mam tyle pomysłów, ale ciężko mi się za to zabrać.
Szkoła zaczyna mnie przytłaczać...
Czekam na święta żeby nadrobić rozdziały!
Na szczęście już tak niewiele do nich.

środa, 18 listopada 2015

Rozdział 15.

      - Dziękuję Wam, że zostaliście. On oczywiście nie zaproponował żeby razem z Davim zostali albo żebym ja poszła do nich. - podkręciła głową Isabelle.
      - Wiesz jaki on jest. - Poklepała ją po ramieniu Kolumbijka. - Przecież on jeszcze nie dorósł. Już Lucca jest bardziej przytomny umysłowo, no bo spójrz: to dzięki niemu Neymar otworzył się znowu przed wszystkimi, to dzięki niemu się pogodziliście i kto wie... Może dzięki niemu doczekacie się potomka, widać, że powoli do tego dąży, a jak
 na razie wszystkie jego akcje kończyły się dla niego powodzeniem.
      - Weź nawet tak nie mów. Ja nie wiem czy jestem gotowa. Przecież ja mam tylko 22 lata. Na razie to ja o pracy myślę, a nie dziecku... Właśnie! - pstryknęła palcami. - Nie widzieliście może jakiś ogłoszeń?
      - Coś konkretnego? - Zapytał przez pewien czas milczący Pique.
      - Chyba nie, mogę robić wszystko, no nie wiem opiekunka, sprzątaczka ktokolwiek.
      - Na pewno stać cię na coś więcej niż tylko sprzątaczka.  - Dopowiedziała Kolumbijka.
      - No nie wiem... To widzieliście coś?
      - Noo ostatnio coś widziałam. - odpowiedziała "pani Pique" znacząco patrząc na Gerarda. Isabelle patrzyła na nich nie wiedząc o co jej chodzi. - Wiesz.. szukamy opiekunki dla Milana, bo ja teraz nagrywam nową płytę, a Gerardowi już od następnego tygodnia rozpoczynają się treningi, no i nie będziemy mieli co zrobić z małym. - wytłumaczyła wszystko Isabel.
      - Trzeba było mówić! Od razu bym wam pomogła! No, ale bezinteresownie. To trochę głupie, że właśni przyjaciele będą mi płacić...
      - Oj weź przestań głupoty gadać! - wyskoczyła na nią Barcelońska "3". - Zaczynasz jutro. - dopowiedział i pocałował ją w policzek.
      - Kocham Was.
      - My ciebie też. - powiedzieli w tym samym momencie i przytulili się do dziewczyny.
Wreszcie wszystko zaczynało schodzić na dobrą drogę. Isabelle pogodziła się z Neymarem i tworzą wręcz przykładną parę, Davi będzie mógł zostać u Juniora na stałe i a nóż stworzą razem z Isą rodzinę i malec doprowadzi do tego, że para wreszcie zdecyduje się na potomka? Anastasia ma się dobrze z Marciem i zanosi się na to, że będą ze sobą długo, a kto wie, może to już miłość na zawsze? Jednak... może jest za kolorowo? Przecież w życiu nic nie trwa wiecznie, a już w szczególności szczęście... Może to już ten moment kiedy wszystko w ich życiu stopniowo zacznie się walić? A może jednak tu będzie inaczej i już na zawsze zapanuje spokój? Tego nie możemy być pewni... 

*

Nadszedł najbardziej wyczekiwany moment dla Bartry i, że pozwolę sobie to tak ująć: najstraszniejszy moment dla Anastasii. Ich auto właśnie zatrzymało się przed domem rodzinnym Państwa Bartra.
Kobieta spojrzała na mężczyznę z miną: "Błagam wracajmy". Jednak na nic się jej to zdało, ponieważ chłopak wyszedł z auta nic nie mówiąc, obszedł je dookoła i otworzył drzwi Marii Mendozie, w jego stronę skierowała jedynie ciche "dziękuję" i udała się za nim. Już w bramie widać było mamę jej wybranka, a mianowicie panią Montse Aregall, która zaczęła do nich machać.
     
- Marc! Słońce moje! Wreszcie przyjechaliście. - podeszła do niego i zamknęła go w pełnym matczynej miłości i tęsknoty uścisku, on odpowiedział jedynie skrępowanym "hej" i obrócił się w stronę swojej "damy"
      - A to mamo jest Anastasia Mariia Mendoza, kobieta, która skradła moje serce i nie chce go oddać. - powiedział dumnie patrząc się na swoją ukochaną i pocałował delikatnie w usta, co bardzo ją rozluźniło.
      - Dzień dobry. - uśmiechnęła się do Pani Montse i przytuliła ją lekko.

      - Dzień dobry, kochana. - uśmiechnęła się kobieta. - Marc mi tyle o tobie opowiadał, jesteś jeszcze piękniejsza niż na tym zdjęciu co mi wysłał. - dziewczyna na te słowa lekko się zarumieniła i jednocześnie uspokoiła. Teraz karciła się w myślach za to, że bała się tego spotkania, ponieważ jego mama była zaskakująco miła. Zaprosiła ich do środka gdzie czekali już na nich Josep Bartra czyli ojciec Marca i jego brat Eric, którzy tak samo jak Montse przywitali się z nią ciepło i serdecznie.
W kuchni stał już stół z kolacją, do którego jak strzała wystrzelił Marc, Anastasia popatrzyła pytająco na jego mamę i zaczęła się cicho śmiać.
      - Tak, on tak zawsze. - odpowiedział Eric na jeszcze nie zadane przez kobietę pytanie i puścił jej oczko, po czym reszta rodziny dołączyła do jedzącego już Bartry.
      - Wiesz, ale kiedy ja ci gotowałam to się tak nie cieszyłeś. - popatrzyła na niego z poważną miną. 
      - Bo ten.. Noo.. - mówił z pełną buzią co rozśmieszyło wszystkich zebranych. Już od dawna w tym domu nie było aż tak rozluźnionej atmosfery, nie kłóciłabym się gdyby ktoś powiedział, że to dzięki starszej z sióstr. 
Po skończonym posiłku Anastasia udała się do pokoju Marca, w którym mieli nocować, a mężczyzna poszedł wziąć prysznic. Kobieta zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, ściany były pomalowane na niebiesko, wisiało na nich parę plakatów, a na szafkach stało wiele różnych zdjęć z jego dzieciństwa, jak i z przed paru lat. Oczywiście nie mogła odpuścić i zaczęła analizować po kolei rzeczone fotografię, najbardziej przykuła jej wzrok jako jedyna stojąca na biurku co mogło oznaczać to, że została ona wyróżniona spośród innych więc miała jakieś szczególne znaczenie. Podeszła bliżej, usiadła na krześle i zaczęła się jej przyglądać. Znajdowała się na nim para nastolatków, jedną osobą oczywiście był jej chłopak, a drugą jakaś dziewczyna. Usłyszała jakiś szelest, w momencie kiedy się obróciła zobaczyła stojącego Marca w przejściu w samym ręczniku.  
     - Kto to? - Spytała pokazując mu zdjęcie.
     - Yy moja była. - Podrapał się po głowie, był to dla niego trochę niezręczny temat, zresztą dla kogo nie było by niezręczne rozmawiania że swoją obecną dziewczyną o byłej.
     - Ładna. - powiedziała patrząc się na nią.
     - Ale nie tak jak ty. - Uśmiechnął się i skradł jej pocałunek.
     - I na to właśnie czekałam. - przytuliła się do niego i stając na palce lekko pocałowała w usta.               
        
*

Otworzyła ociężałe oczy, ale pod wpływem słońca zmuszona była ponownie je zamknąć co nawet jej podpasowało, bo jakoś nie uśmiechało się jej wstawać. Obróciła się na bok i z szafki nocnej stojącej przy łóżku sięgnęła po telefon, na którym zobaczyła sms od Shaki z treścią mnie więcej: 
"Nie chcieliśmy cię budzić, więc poszliśmy od razu do domu, nie zapomnij, że o 12 zaczynasz pracę, kochamy cię, pa <3". 
Isabelle czytając ostatnie słowa tego zdania wstała tak szybko jakby co najmniej pokopało ją elektryczne krzesło, ponieważ była już 11:20, a do samego domu pary miała jakieś dwadzieścia minut, wliczając w to wszystko makijaż, fryzurę i śniadanie miała naprawdę mało czasu, w sumie jakby trochę przyspieszyła na drodze to mogłaby zajechać w ciągu niecałych piętnastu minut. Pobiegła szybko do łazienki, przebrała w pierwsze lepsze, ale dość wygodne i pasujące do pogody ciuchy,


a chwilę później poprawiała już drugą kreskę na oku i nakładała szminkę. Ze względu na coraz mniej czasu stwierdziła, że po drodze zje po prostu jabłko, więc można powiedzieć, że była już gotowa. 11:43 noo naprawdę niezły czas. Założyła buty i już wychodziła, gdy nagle poczuła, że uderza w coś, a raczej kogoś drzwiami. Tym kimś był Neymar, który oszołomiony tym co się stało trzymał się za głowę, w którą dosyć mocno oberwał. 
      - Fajnie mnie witasz. Liczyłem raczej na jakieś: "Hej kochanie. Fajnie, że przyszedłeś", czy coś w tym stylu, ale dobra skoro wolisz tak to nie będę się kłócić, bo znów mogę dostać.
      - Matko, przepraszam cie skarbie, ale muszę lecieć, bo jestem spóźniona, pa! - Szybko rzuciła mu na odchodne i minute potem widział ją odjeżdżającą z piskiem w oponach.
      - Taa... To się jej zapytałem. - powiedział zrezygnowany sam do siebie i ciągle trzymając się za głowę skierował się w stronę swojego auta.



*
Trochę dłuższy od poprzednich, 
nawet jestem z niego zadowolona.
Ocenę pozostawiam Wam ;)
Do nn <3


<KLIK>



   

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 14.

Jechali już od godziny, zostało jeszcze niecałe sześćdziesiąt minut drogi. Rozmawiali, śmiali się, śpiewali, ale nie zabrakło również tematu o rodzicach Marca.
     - No mówię Ci, moja mama nie jest taka straszna, a tata jest naprawdę miły, rozumiem, że rodzice Neymara nie przyjęli do swojej rodziny Isabelle, ale uwierz mi, że moi są zupełnie inni. Możesz mi wierzyć albo i nie, ale mama kiedy dowiedziała się, że mam dziewczynę zaczęła tak krzyczeć ze szczęścia, że wyciszyłem głośnik w telefonie, serio. - No nie powiem, te słowa uspokoiły trochę dziewczynę, co i tak nie zmienia faktu, że gdzieś tam w środku jeszcze trochę czuła niepewność, ale to przecież tylko trochę. - A kiedy wysłałem jej twoje zdjęcie to mówiła, że jesteś śliczna i... Lepiej nie będę dokończać. - Zaśmiał się wypowiadając ostatnie słowo i patrząc się na ukochaną. 
      - Powiedz. - spierała się.
      - Jak będziemy na miejscu. - wyszczerzył się w jej stronę.
      - No dobra. A tak w ogóle to będziemy tam tylko dwa dni, tak?
      - Yy... No wiesz, nie zupełnie. - uśmiechnął się zakłopotany.
      - Jak to nie zupełnie? 
      - Bo mama mnie prosiła żebyśmy zostali na dłużej, no i wiesz ja nie mogłem jej odm...
      - Ile? - zapytała ze zrezygnowaniem, nie pozwalając  mu dokończyć tym sposobem swojej wypowiedzi. - Trzy? - próbowała zgadywać sama. 
      - Nie...
      - Cztery...? - z lekką niepewnością zerknęła na mężczyznę, ale widząc jego minę wiedziała co chce powiedzieć, dlatego stwierdziła, że zacznie pytać dalej. - Pięć, sześć, siedem, osiem? No ile, błagam nie znęcaj się nade mną! To jest karalne! - pisnęła, a po tych słowach Hiszpan zaczął się śmiać.
      - Cztery. - uśmiechnął się i korzystając z tego, że jechali po prostej drodze, pocałował ją lekko w policzek.
      - Jestem ciekawa ile z tobą jeszcze wytrzymam, kotku. - zaśmiała się i puściła głośno radio.


*

Przenieśmy się teraz do domu Neymara, który razem z synem układał puzzle. Isabelle została u siebie razem z Gerardem, Shakirą i Milanem, którzy uznali, że nie zostawią kobiety samej w domu i zostaną u niej na noc, aby dotrzymać jej towarzystwa, co w sumie bardzo ucieszyło Argentynkę. Wracając, mieliśmy teraz przecież obserwować to co dzieje się w domu Neya. Doszło w nim do bardzo ciekawego dialogu, ostatnio ciągle tam takie się odbywały i chyba wiadome czym było to spowodowane. Oczywiście obecnością  Daviego.
      - Kocham Iske, fajnie by było jakby została moją mamą. - uśmiechnął się do taty Davi, który ostatnimi czasy ciągle zaskakuje zarówno swojego tatę jak i innych swoimi pytaniami i przemyśleniami, które w sumie nie są normalne jak na chłopczyka w jego wieku. 
     - Ty już nic nie kombinuj, jasne? 
     - A czy ja kombinuje? Po prostu mówię to co myślę. - wyszczerzył się zupełnie tak samo jak robi jego ojciec 
     - Jesteś moim synem, znam cie jak nikt inny i widzę, że coś tu się święci. - popatrzył podejrzliwie na Daviego.
     - Doooobra. - uniósł ręce do góry w geście kapitulacji, co bardzo rozśmieszyło Juniora.  - Ale mógłbyś się jej wreszcie zapytać o mieszkanie razem. - odrzekł cicho kaszląc przy tym, aby jeszcze bardziej zagłuszyć to co powiedział, jednak nie udało mu się to. 
     - Wszystko słyszałem! - krzyknął Ney, który swoją drogą nie raz zachowywał się gorzej od jego pierworodnego, co wydaje się prawie, że niemożliwe, no ale jak to mówią: niemożliwe staje się możliwe. - W sumie to nawet dobrze mówisz, po co czekać...? - przyznał rację synowi. 
     - No właśnie. Mówiłem Ci kiedyś, że masz najlepszego syna na świecie? 
     - I to niejeden raz, a ja to będę niejednen raz potwierdzał. - uśmiechnął się szczerze do chłopczyka i wziął na ręce przytulając go.
 - Kocham cie Tatusiu. - pocałował go w czoło. - I Iske też. 



Krótki, wystawiony
 po prawie dwóch tygodniach i tak naprawdę o niczym, 
może trochę się spodoba. 
Zapraszam jeśli jeszcze ktoś nie czytał pierwszego rozdziału ;) 

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 13.

      - Wiesz, ja-ja powiem mu, że jednak nie jadę. - Powiedziała przestraszona i udała się w kierunku salonu.
      - Oj, nie, nie moja droga, już się nie wywiniesz, trzeba było myśleć o tym wcześniej, a nie jak Marc będzie tu za jakieś... - Popatrzyła na zegarek. - Dziesięć minut!
      - Ale jak bym powiedziała Ci o tym wcześniej to i tak byś kazała mi jechać, więc gdzie jest sens w tym wszystkim?
      - Wiem, a czy ktoś tu powiedział, że we wszystkim musi być jakiś sens? - Uśmiechnęła się dumnie i wcisnęła jej do ręki wielką walizkę. Anastasia jechała tam tylko na dwa dni, a spakowała się, jakby co najmniej wyjeżdżała na miesiąc.
Te dwie dziewczyny dogadywały się wręcz idealnie, dużo osób nie spodziewałoby się, że są one siostrami, bo tak na prawdę w wielu przypadkach bardziej ludzie dogadują się ze znajomymi/przyjaciółmi, niż ze swoim własnym rodzeństwem, tu było zupełnie inaczej. Być może w dużej mierze znaczenie miało tutaj to, że od paru dobrych lat mieszkają razem. No czyli tak na prawdę do ich dobrych relacji przyczynili się rodzice tych dwóch panien, ponieważ to właśnie z powodu ich rozwodu postanowiły się ustatkować, ale nie mówię oczywiście, że nienawidziły się przed tym wszystkim, po prostu to jeszcze bardziej zacisnęło więzi tych sióstr.
      - Neyyyymar! - krzyknęła Isabelle.
      - Co się stało księżniczko? Giermek Da Silva do usług. - wyszczerzył się, a dziewczyny zareagowały donośnym śmiechem. - No to co chciałaś... yyy chciała moja dama? - szybko się poprawił. 
      - Wytłumacz proszę mojej siostrze, że nie może wystawić Marca i nie pojechać do jego rodziny.
      - Ale czemu? Zawsze można wszystko odkręcić. - chciał już iść po telefon, ale jego dziewczyna złapała go za rękę.
     - Nie! - krzyknęła, kiedy go złapała. - Panu lepiej podziękujemy. Ahh, ciebie o coś poprosić. - pokiwała ze zrezygnowaniem głową i zrobiła tak zwanego "face palm'a" co w jego obecności zdarzało robić jej się często, jeśli Junior dalej będzie się tak zachowywać to dziewczyna prędzej, czy później dostanie wstrząsu mózgu!
     - No widzisz, nawet on nie chce żebym... - tu już nie mogła dokończyć, ponieważ przeszkodził jej dzwonek do drzwi. Zerknęła w stronę siostry, która z wielkim uśmiechem na twarzy przypatrywała się temu jak biedna stoi i nie wie co ma robić, Isabelle po paru sekundach ruchem ręki z tą samą miną dala jej do zrozumienia, że ma otworzyć. Nie mając innego wyboru Anastasia z miną jak na ścięcie ruszyła w stronę drzwi.
     - Noo, na co czekasz kochana siostrzyczko? - stała oparta o ścianę i powstrzymując się od śmiechu i prowokowała biedną Ane. Ta tylko popatrzyła na nią spod byka, ale chwilę później stała już twarzą w twarz z Marciem. Aby nie było widać, że jest coś nie tak wskoczyła w silne ramiona mężczyzny i zaczęła się do niego mocno przytulać.
     - Dobra, co za dużo czułości to niezdrowo, bierz mi te walizki i sio do auta. - poganiała ich młoda Mendoza. Kiedy już wszyscy się pożegnali, Anastasia i Marc zaczęli wychodzić w stronę auta, ta tylko odwróciła się jeszcze w stronę siostry z miną typu "Zabiję cię" a kiedy weszła do BMW pomachała z uśmiechem, tylko po to żeby Marc czegoś nie podejrzewał, a zaraz po tym ruszyli zostawiając po sobie tylko kurz.
Isabelle zadowolona z siebie skierowała się w stronę salonu, aby trochę odpocząć, od razu ruszył za nią Neymar. 
       - Czego chcesz? - Próbowała być poważna. 
       - Bo wiesz, giermek Da Silva sobie pomyślał, że... - Nie dane mu było dokończyć. 
       - Giermek niech już lepiej nie myśli - poklepała go po policzku.
       - No, ale popatrz, jesteśmy tylko ty i ja... - Zaczął zbliżać się do ukochanej w celu... Zresztą wy wiecie jakim.
       - No nie zupełnie, bo jeszcze ja! - Wskoczył pomiędzy nich mały Davi, co jak co, ale ten to ma nieźle wyczucie czasu.
       - Tak... I ty. - Podrapał się po głowie Neymar, ponieważ kompletnie zapomniał o obecności jego syna w domu. 
       - To co robimy? Hmm? - Rozsiadł się wygodnie pomiędzy parą i chwycił za pilot. - Po co ja się was pytam, oczywiście, że oglądamy bajki. - robił to wszystko specjalnie, żeby trochę ponabijać się z jego taty i Isabelle, a to tylko dlatego, że był sam w domu, oczywiście chodzi mi tu o wiek i nie miał się z kim bawić, no może prócz Milana i Thiago, ale ich nie mógł mieć od tak przy sobie.
Isabelle i Neymar popatrzyli się na siebie i cicho zaśmiali, nie pozostało im nic innego jak oglądać razem z nim. 
       - Ejoo. - Odezwał się chłopiec po długiej ciszy. Wzrok pary od razu skierował się na niego. - Nie myśleliście może o dziecku? - Nagle ni z tą ni z owad wypalił z takim tekstem. Isa zdziwiona nagłym zapytaniem chłopaka patrzyła pytająco na piłkarza, który też zbytnio nie wiedział co powiedzieć. Nagle coś ich uratowało i to dosłownie, a raczej nie coś tylko ktoś, a dokładniej trzy ktosie, byli nimi Shakira, Gerard i ich synek Milan. Is słysząc pukanie do drzwi od razu poderwała się z miejsca.
       - Hej, pomyśleliśmy, że wpadniemy, nie przeszkadzamy? - Zapytała Kolumbijka.
       - Coś ty, dziewczyno wy nam z nieba spadliście. - Wyszeptała jej do ucha i cicho się zaśmiała.

*

      - A może jemu po prostu brakuje towarzystwa? - spytała Shakira. Korzystając z tego, że chłopcy byli na górze, rozmawiali o incydencie sprzed jakiejś godziny.
      - Nie możliwe, przecież my cały czas z nim rozmawiamy, wygłupiamy się, no wiesz, ciągle staramy się dotrzymywać mu towarzystwa. - powiedział Neymar.
      - No ale nie takiego... - pokiwała ze zrezygnowaniem głową Isabelle, bo ona dobrze wiedziała o co chodzi, zresztą nie ciężko było się domyśleć. - On chce mieć rodzeństwo, żeby mieć się z kim bawić i opiekować. - sprostowała.
     - Czego wy się boicie? Nie chcecie mieć drugiego dziecka? - wtrącił Gerard.
     - Zaraz, zaraz. Tu nawet pierwszego nie było, nie zapominajcie, że Davi nie jest moim synem.
     - No właśnie, geniuszu. - popatrzyła z politowaniem na Gerarda, Isabel. - Czekajcie, a czy on czasem pod koniec miesiąca, który pragnę przypomnieć jest już za dwa dni, ma nie wracać do Caroliny?
     - Tak. - przetarł rękami twarz Ney, bardzo chciał żeby malec z nimi został i żeby mogli stworzyć razem z Isabelle rodzinę, ale no niestety stała po między nimi jeszcze matka malca. Nagle do pokoju przyszedł Milan.
     - Milanku, gdzie Davi? Nie bawicie się? - spytała chłopczyka Shaki, ten powiedział jej, że do młodego Da Silvy zadzwoniła mama, Ney nie wiedząc po co Caroline dzwoni do ich syna chciał pójść do niego na górę, jednak powstrzymała go Is, która sama tam chciała pójść, Junior się zgodził i chwilę później dziewczyna stała już w drzwiach swojego pokoju, gdzie przebywał syn jej chłopaka.
     - Mamo ja nie chce tam wracać... - mówił załamującym się głosem. - ja-ja tu mam tatę, Milana, Thiago, wujka Geriego, wujka Lio, który uczy mnie grać tak jak on, śmiesznego wujka Daniego, ciocię Anto, która zawsze nam gotuje, ciocie Shaki, która nam zawsze śpiewa na dobranoc, wujka Claudio, który zawsze nie broni moich strzałów i myśli, że tego nie widzę, ciocie Anastasie, która uwielbia się z nami bawić i... i Isabelle... - tu się uśmiechnął sam do siebie, a Isie po policzku popłynęło parę łez, to było piękne co powiedział, nie wiedziała, że wszyscy tutaj tak wiele dla niego znaczą, że ona sama jest dla niego taka ważna. - Naprawdę?! Mogę?! Mamo, jesteś najlepsza! Kocham cie! - rozłączył się i zaczął biec w stronę drzwi, widząc Isabelle uśmiechnął się szeroko i przytulił do dziewczyny.
       - Iska! Ja zostaje tutaj! Słyszysz? Mama mi pozwoliła, będę z wami mieszkał! - przytulił się jeszcze mocniej, a później rozpłakał w jej ramionach, kobieta szeroko się uśmiechając wzięła go na ręce i zeszła z nim na dół, aby razem mogli pochwalić się nowymi wieściami. Kiedy stali już przed wszystkimi z szerokimi uśmiechami i do tego z zeszklonymi oczami, ponieważ Isabelle również się tym wszystkim wzruszyła, no nie oszukujmy się, ta kobieta okropnie pokochała tego malca, każdy patrzył na nich jak na głupków nie wiedząc co się dzieje, Davi postanowił zacząć.
      - Wiecie co?? Zostaje! Mama się zgodziła!! - krzyknął i przytulił się jeszcze mocniej do Alehandry Mendozy. - Neymar siedział jak głupi z otwartą buzią, odwrócił wzrok na jego dziewczynę, która tylko pokiwała głową, że to prawda, piłkarz podbiegł do malca oraz kobiety i przytulił się mocno do nich. - Teraz już zawsze będziemy razem, jak rodzina... - dokończył ich uścisk tymi słowami, a Shaki z Milanem na kolanach i Gerardem obok uśmiechnęła się i przytuliła do jej "mężczyzn".



*
Wiiitam! <3
Jak tam po Halloween?
Obchodziliście w ogóle? Ja nie :)
Wolałam pisać rozdział, haha ;)
Jak tam wrażenia po przeczytaniu? :D
Coś zauważyłam, że jakoś za długo panuje tutaj sielanka.
Zmienić to czy może zostawić?
Ciągle się nad tym zastanawiam.
Maam dużą prośbę, jeśli przeczytałeś,
 to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza,
nie ważne czy będzie on z anonima czy też Twojego konta,
po prostu chce wiedzieć ile osób czyta te moje "wypociny"
To na tyle, paa ;)
P.S. jest już 1 rozdział ;) <KLIK>