sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 20.

      - Cześć kochanie! - krzyknął z progu drzwi i podszedł do niej, a potem objął ją delikatnie w pasie.
      - Hej. - Odwróciła się w jego stronę i złożyła na jego ustach subtelny pocałunek, pozostawiając na nich mały ślad ze szminki.
      - Znowuu. Znowu, muszę chodzić przez ciebie jak baba z pomalowanymi ustami. - Zaśmiał się cicho i usiadł na kanapie, a następnie pociągnął w swoją stronę Isabelle, by usiadła na jego kolanach.
      - Oj misiek. - Zachichotała. - Dla mnie przystojny byłbyś nawet w stroju clowna.
      - Ale przecież ty się boisz clownów.
      - No wiem. Ja bym się na twoim miejscu cieszyła z tego co powiedziałam. Czuj się wyjątkowo. - Uśmiechnęła się promiennie odsłaniając rządek swoich idealnie białych i równych zębów.
      - Skarbie, wystarczy, że jesteś tu ze mną, siedzisz obok mnie, chociaż w tym przypadku na mnie i po prostu mnie kochasz, a ja od razu czuje się wyjątkowo. - pocałował ją.
      - Kto To? - Zapytała kiedy do Neymara przyszła wiadomość tekstowa.
      - Yy, nie nikt. - Szybko schował telefon do kieszeni.
      - Ja myślę, że jednak ktoś. - Momentalnie wstała z jego kolan. - Pokaż. - Kiedy zauważyła, że mężczyzna nie ma zamiaru wyciągnąć telefonu, postanowiła zrobić to sama i korzystając z małej jego nieuwagi, szybko zabrała urządzenie i pobiegła do łazienki.
      - Isabelle! Oddaj mi go! - Dobijał się do drzwi Ney.
Po trzech minutach wyszła z gorobową miną, tak naprawdę nie wyrażającą nic.
      - Proszę. - Wyszeptała podając mu to czego chciał. Popatrzył na swój telefon, wyświetlona była na nim jego rozmowa. - Ile? - Patrzyła się tępo w podłogę.
      - Co ile?
      - Do jasnej cholery! Ney nie rób z siebie idioty! Dobrze wiesz o co mi chodzi. - Krzyczała na niego przez łzy, wiedziała, że nie musi się w tym momencie chamowac.
      - Długo. - Odpowiedział krótko, zerkając co chwilę na ekran telefonu.
      - Ok. - Rzekła z niebywale stoickim spokojem i poszła w stronę schodów, by pójść do pokoju i się spakować. Neymar udał się za nią.
      - Co ty robisz?! - Złapał ją za nadgarstek, kiedy byli już na piętrze domu.
      - A jak ci się wydaje, co!? Nie mam zamiaru być tu ani chwili dłużej, to dla ciebie aż tak dziwne?
      - Zostań ze mną. Nie skreślaj tego wszystkiego przez taką błachostkę. - Mówił bardzo pobudzony. - Przecież to, że czasem chce się odstresować u boku ślicznej kobiety nic nie zmienia w naszym związku. - Te słowa mocno ją zabołały, co miało znaczyć "ślicznej kobiety"? Czy ona dla niego nie była śliczna?
Obłęd, właśnie to dziewczyna widziała w jego oczach, których źrenice niepokojąco z sekundy na sekundę się powiększały.
       - Czy ty siebie słyszysz!? Odsuń się. - Odepchnela go i skierowała się w stronę sypialni.
       - Stój! - znów podbiegł i stanął naprzeciw niej. - Nigdzie nie idziesz.
       - Akurat to co ty mówisz jest dla mnie najmniej ważne. Sorry Neymar, to koniec.
Szybko pożałowała tych słów, ponieważ Neymar złapał ją za barki i zaczął energicznie potrzasac. Z każdym jego ruchem przeszywał jej ciało ogromny ból.
        - Nie możesz mnie zostawić, nie zrobisz tego. - mówiąc to dalej nie zaprzestawał swoich czynów.
        - Puść mnie idioto! - Zaczęła starać się jakoś uwolnić z jego uścisku, jednak jej słowa bardzo rozzłościły piłkarza i chwilę później byli już znowu przy schodach. - Neymar! Przestań proszę, zaraz spadnę! - Błagała go przez płacz.
       - Jeśli nie ja, to nikt. - szepnął jej do ucha i chwilę później dziewczyna leżała na dole cała w powiększającej się kałuży krwi wydobywajacej się z jej głowy...



      - Co z nią? Dlaczego tak majaczy? - Spytał się Alba lekarza, który przyniósł wyniki Isabelle po kolejnej, dzięki Bogu, nieudanej próbie odebrania sobie życia.
      - Stawiam po prostu na jakiś koszmar. - Odpowiedział bez żadnych emocji. - Jeśli się obudzi proszę mnie zawołać, muszę zrobić jeszcze parę badań, jeśli dziewczyna odpuści już sobie i nie będzie chciała popełnić już samobójstwa, wypiszemy ją do domu.
      - Idiota... - Gerard podsumował wypowiedź lekarza po jego wyjściu z sali. - Jeśli dziewczyna odpuści już sobie [...] Bla, bla, bla, no po prostu palant. - Reszta, czyli Alba, Shakira, Marc, Antonella, Messi, Iniesta, Dani i Anastasia zaśmiali się cicho na słowa przyjaciela, jednak potem przyznali mu całkowicie rację. Pewne było, że doktorem z powołania to on raczej nie był.
Wszyscy udali się do małej kawiarnii by się czegoś napić i spokojnie poczekać aż ich przyjaciółka się obudzi.
      - Trzeba coś wymyślić żeby Neymar zapamiętał raz na zawsze, że nie wolno bawić się czyimiś uczuciami. - przerwał nagle chwilę ciszy Dani. - Może i jest młody, może i jest moim przyjacielem, ale takich rzeczy się nie robi, a on powinien o tym wiedzieć. - Dopowiedział kiedy zobaczył po swojej pierwszej wypowiedzi niepewne miny przyjaciół.
      - W sumie... - Zaczął myśleć na głos Alba. - W sumie to masz całkowitą rację. Przecież ona mogła przez niego u... - To słowo nie potrafiło przejść mu przez gardło. -...mogła umrzeć.
Słysząc te słowa Anastasii momentalnie poleciały z oczu łzy. Zdała sobie sprawę z tego, że wystarczyły minuty, a nawet sekundy, a jej siostry mogłoby już z nią nie być. Nie usłyszałaby już jej porad, żali, głupich pomysłów. Nie zobaczyłaby już jej uśmiechu, łez szczęścia, jak i tych smutku.
      - Anastasia, co jest? - skierowała się do zmyślonej, cicho łkającej dziewczyny Shakira.
      - On mnie popamięta. Obiecuję na zdrowie mojej siostry. - Zaczęła płakać głośniej i przytuliła się do przyjaciółki. - Obiecuję.

środa, 16 grudnia 2015

Rozdział 19.

      - Zrobiliśmy jej płukanie żołądka, opatrzyliśmy wszystkie rany na nadgarstkach i teraz wystarczy czekać aż się obudzi. - poinformował Antonelle lekarz, po czym wziął jakieś papiery i zniknął za drzwiami pokoju. Wydawał się jej jakoś dziwnie oschły, zresztą wszyscy obcy ludzie się jej tacy wydawali, być może takie przypuszczenie z jej strony spowodowała ciąża albo po prostu tak było naprawdę. Wolała teraz zostawić niepotrzebne przemyślenia na bok i zbliżyła się do przyjaciółki leżącej na szpitalnym łóżku, okropny widok.
      - Ahh, Isa. Coś ty narobiła...? Co najlepszego on narobił doprowadzając cię do takiego stanu? - Neymar stał się teraz dla nich wrogiem. Nie liczyło się to, że był on ich przyjacielem od długiego czasu, liczyła się teraz Isabelle, która przez dwie i pół godziny walczyła o życie. To właśnie on skrzywdził tak ważną dla nich wszystkich Isabelle, to on doprowadził do jej próby samobójczej, to on po raz kolejny zawalił jej życie.
Argentynka ciągle nie potrafiła pojąć faktu, że on ją tak po prostu zranił, podle zdradził i kolejny raz nadużył jej zaufania.
      - O mój Boże... Isabelle! - do sali wpadła Anastasia  Zdezorientowana Antonella odwróciła się w stronę drzwi i widząc w nich swoją przyjaciółkę na chwilę oniemiała.
      - Coo, jak ty tu tak nagle? Nic ci nie mówiłam przecież... - wstała i podeszła się przytulić. - Chyba nie mówiłam, bo tak naprawdę przez to wszystko już sama nie pamiętam.
      - Telewizja powie ci wszystko. - westchnęła siostra Mendozy. - Ledwo co ją trzy godziny temu przywieźli, a oni już wszystko wiedzą.
      - Nigdy się nie odczepią, po co zachować to dla siebie. Niee, oni wolą żerować na czyimś nieszczęściu...
      - Co z moją siostrzyczką? - podeszła do łóżka. - Czekaj... czemu jest nieprzytomna co z nią? -zestresowała się i z przerażeniem popatrzyła na narzeczoną Messiego.
      - Spokojnie, ona śpi. -przytuliła się do niej.
      - Ant, to prawda co mówili w telewizji? To prawda, że ona... że ona znów próbowała odebrać sobie życie? - tak, znów. Niestety, do takiej sytuacji doszło już kiedyś. Problemy ze szkołą, wyśmianie... Bycie tym wyrzutkiem, z którego śmieją się na każdej przerwie, a nawet i lekcji. Tego wszystkiego doświadczyła w młodości Isabelle. Ciężko jest być nieakceptowanym przez rówieśników ze względu na to, że pochodzi się z biedniejszej rodziny, że jest się ponad przeciętnym z matematyki... Kujon, brzydula, szmaciara, to właśnie te teksty obijały się na co dzień o uszy naszej bohaterki i to przez takie obelgi skierowane w jej stronę dziewczyna próbowała się poddać i skończyć to wszystko. Wtedy jej się nie udało. Za co później po poznaniu Neymara dziękowała Bogu. A teraz? Teraz przez niego chciała uczynić to po raz kolejny...
      - Tak. - wytarła malutką łzę. - Po raz kolejny...
      - Podły drań! Wiedziałam! Kurwa, wiedziałam, że to tak się skończy! Raz zranił, zrobi to po raz kolejny! - pozwoliła dać upust swoim emocjom.
      - Co wy sie tak drzecie... - z łóżka powoli i z wielkim wysiłkiem próbowała wstać Isabelle, jednak kiedy zauważyła, że bardzo się przy tym męczy, bardzo bolą ją nadgarstki i głowa postanowiła ponownie się położyć. - Tak w ogóle to... Czemu jestem w szpitalu? Zaraz. - popatrzyła na swoje nadgarstki, przez które po jej ciele przepływały wielkie fale bólu nie pozwalające jej przez dłuższy czas się poruszać. - Już wiem. - powiedziała przypominając sobie wszystko, a jej oczy nieoczekiwanie całe się zeszkliły, by potem zacząć wypuszczać na jej czerwone od gorączki policzki łzy. Pod wpływem wszystkich emocji i wspomnień, które krążyły w jej głowie, energicznie się podniosła nie zważając na to, że wszystko okropnie ją boli. - Nie chce żyć rozumiecie to?! Po co oni mnie ratowali?!
      - Isa, spokojnie... nie mów tak...  - Antonella nie mogła dokończyć w pełni swojej wypowiedzi.
      -Wszystko straciłam, rozumiecie!? Wszystko! Nie wiecie jak to jest!- po tych słowach zaczęła zrywać z rąk bandaże, nadal starając się zignorować to, że ból powoli zaczyna paraliżować jej ciało, a ona sama może robić coraz mniej ruchów
      - Isa, błagam przestań. Do jasnej cholery zostaw ten bandaż! Życie jest wspaniałe, musisz dać mu szanse to pokazać. - mówiła przez łzy próbując uspokoić swoją siostrę.
      - Pieprze takie życie! Kocham was, ale nie chce już tak cierpieć, zrozumcie! Dałam już życiu szanse, a przechodzę znowu to samo! - i w tym momencie zerwała ostatnią część bandażu, a co za tym idzie z miejsca, w którym zrobiła dość głęboką ranę poleciał wielki strumień krwi.
      - Doktorze! - krzycząc z sali wybiegła Ant.
      - Błagam cie siostrzyczko... Nie rób mi tego, nie zostawiaj mnie!


piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 18.

Wreszcie piłkarze wracają do treningów, a to oznacza, że muszą teraz pracować, pracować i jeszcze raz pracować, by osiągnąć kolejny sukces i obronić tytuły, które zdobyli w poprzednim, zresztą bardzo udanym, sezonie.
Neymar nie wiedząc co zrobić z synkiem zawiózł go do Antonelli, bardzo zdziwiło go jej zachowanie, ponieważ od momentu kiedy przekroczył próg ich domu, zostali bardzo oschle przyjęci albo raczej on, ponieważ kobieta widząc małego Daviego mocno się do niego przytuliła i wysłała do pokoju jej syna, a jego bez żadnego słowa ruchem ręki wyprosiła z domu Messich, zdziwiony całą sytuacją od razu udał się na trening. Tam też raczej nie był mile widziany. Zza drzwi szatni usłyszał głośny śmiech piłkarzy, ale wystarczyło tylko, że tylko je otworzył, a cała gwara ucichła.
      - Hej wszystkim... - przywitał się niepewnie, ale mężczyźni popatrzyli na niego z pogardą i wrócili do dalszych konwersacji. Stwierdził, że przemilczy tą całą dziwną sytuację i zaczął się przebierać. Ciągle czuł na sobie wzrok zebranych i nieustannie słyszał swoje imię wypowiadane szeptem przez swoich kumpli. Po przejściu na murawę rozpoczął się trening.
      - Dobra, za tydzień gramy z As Romą, sami wiecie, że nie możemy ich zlekceważyć, więc zabierajcie się do roboty. Na sam początek Dziesięć kółek szybkim tempem, ruszać się! - Pogonił ich Lucho i poszedł usiąść.
Jak możecie się domyśleć Neymar biegł sam, nawet jego najlepsi przyjaciele z boiska, czyli Leo i Luiz, go olali. Nadal nie rozumiejąc co się dzieje starał się zachować spokój i tak jak zawsze skupić się na treningu. Po zrobieniu dziesięciu okrążeń, zagrali chwilę w dziadka, porozciągali się i chwilę później Messi i Alba wybierali swoje składy.0
      - Luis!
      - Dani do mnie, mój brazylijski przyjacielu. - Zaśmiał się Jordi i czekał aż Leo zacznie wybierać dalej. I tak oto wybierali sobie do czasu kiedy został już tylko nie kto inny jak Neymar, który zawsze wybierany był jako trzeci, ewentualnie piąty, ale żeby ostatni? Było to dla niego niebywale dziwne, ale nadal nie pytał się kolegów o co chodzi. Po zakończonym meczu z wynikiem 0:0 chłopcy zeszli z murawy, by się umyć.
       - Dobra chłopaki mam tego dość, o co wam do jasnej cholery chodzi?! Rano Anto kompletnie mnie olała i wręcz wywaliła z domu, Isabelle w ogóle nie odbiera ode mnie telefonów, a teraz wy się do mnie nawet słowem nie odezwaliście! - w końcu nie wytrzymał i wybuchł.
      - Ty nie wiesz o co nam chodzi? Haha, weź stary się posłuchaj! - rzucił się na niego z pięściami Dani, ale powstrzymał go Alba.
      - Daj spokój stary, szkoda na niego rąk. - uspokoił go.
      - Powie mi ktoś wreszcie co zrobiłem!?
      - To zrobiłeś! Jesteś skończonym idiotą i tyle w temacie! - podszedł Rafinha i podstawił mu pod sam nos swój telefon z artykułem sprzed wczorajszego dnia. W tym momencie mężczyzna ucichł i patrzył się na zdjęcie, które jest wam znane. 
      - To.. ten... Jak to?
      - Jak to?! Weźcie go, bo jak Boga kocham zaraz wszystkie zęby straci! - nadal nie potrafił opanować się rodak Neymara, czyli Alves.
      - Idź już lepiej do tej swojej "brazylijskiej piękności" jak to w telewizji mówili i zastanów się nad tym co zrobiłeś, nasza Isa nie może się pozbierać! - pokazał mu na drzwi Iniesta.
      - Powiedzcie mi gdzie jest!
      - Haha, po moim trupie, sorry Ney, ale nie pozwolimy ci skrzywdzić jej po raz trzeci, dała ci drugą szansę, ale ją zmarnowałeś. Adios Neymar. - czekał aż ten opuści szatnie, to też zrobił. Nie kłócił się jeśli chodzi o Brunę, co mogło oznaczać tylko jedno, on naprawdę zdradził Isabelle.
      - Dzięki Jordi, gdyby nie ty, ten szczeniak leżałby teraz przed nami.
      - Nie ma za co. Chodźcie, trzeba ją odwiedzić. 

*

      - Czekaj! - złapał Gerarda za ramię brazylijski obrońca, kiedy ten chciał już otwierać drzwi. - Trzeba sie zmówić co jej powiemy, no bo raczej nie można oznajmić jej od tak, że Neymar nawet nie zaprzeczył zdrady...
      - Dobra, więc jak coś to nic nie mówimy. - przytaknął Gerard, a reszta razem z nim, po czym weszli. - KOOOOOOOOOOOOOOOOCHAAAAAAAAAAniee...- ściszył na końcu, kiedy zorientował się, że na kanapie w salonie śpi (albo raczej spał) jego syn, który po chwili zaczął płakać.
      - Brawo, usypiasz go! - uderzyła go lekko w głowę Isabel i poszła do kuchni, bo wiedziała jak głodni potrafią być piłkarze po treningach.
      - To gdzie jest nasza Isia? - zapytał Rafinha i usiadł obok naszego tatuśka (czyt. Gerarda).
      - Jest na górze, mówi, że nie wyjdzie, ale zadzwoniłam po twą przyszłą małżonkę. - tu skierowała się do Leo. - Powiedziała, że zaraz będzie, może ona będzie mogła jakoś z nią porozmawiać, w końcu znają się od małego.
     - Ej no! A ja to co, piąte koło u wozu? Pragnę ci przypomnieć, że wychowałem się razem z nimi.        - A ja ci pragnę oznajmić, że raczej nie chcesz rozmawiać z nią o zawodach miłosnych.
     - Co racja, to racja.
Wszyscy wyczekiwali Antonelli, która musiała pojechać "odstawić" Neyowi jego dziecko, zastanawiało ją gdzie on zostawił tego biednego malca, podczas imprezowania z brazylijską modelką, Tak naprawdę, to właśnie ona najbardziej zdziwiła się widząc te wszystkie informacje na temat jego zdrady, był on ostatnią osobą z ich paczki, która według niej mogła kogoś zdradzić, a do tego jeszcze Isabelle, tą dziewczynę, którą kocha(ł) nad życie. Dla wszystkich raczej pewne było to, że Alehandra Mendoza nie wybaczy Brazylijczykowi, ponieważ ona nigdy nie daje drugich szans, jedynym wyjątkiem był właśnie powrót do siebie, po tym co jej zrobił. Trzeciej szansy może się spodziewać tak samo jak tego, że Messi przejdzie kiedyś do Realu Madryt, co jest raczej nie możliwe (a przynajmniej taką mam nadzieję).
      - Jestem! - nagle drzwi się otworzyły, a z nich wyłoniła się piękną Argentynka, narzeczona Messiego. - Gdzie jest?
      - W łazience, nie chce wyjść, a siedzi tam chyba odkąd chłopcy zaczęli trening, do teraz, powiedziała, że idzie wziąć prysznic, ale aż tak długo?
      - Pewnie siedzi i coś na telefonie robi. - dokończył całą wypowiedź Alba.
      - Okej. - udała się po schodach na pierwsze piętro domu Pique i potem już skierowała się w stronę drzwi do łazienki. Lekko zapukała. - Isa, jesteś tam? - Cisza. Nic nie usłyszała. - Halo! - Nagle poczuła, że ma mokre stopy, kiedy popatrzyła w dół zobaczyła pełno wody, wypływającej z pomieszczenia, w którym przebywała kobieta.
      - Chodźcie tu! - Krzyknęła na cały dom, nie musiała długo czekać, ponieważ chwilę później stał już przed nią Iniesta, wywarzający drzwi. Kiedy już mu się to udało wszyscy oniemieli, nikt z nich na pewno nie życzyłby nawet swojemu największemu wrogowi takiego przeżycia, nikt.







*
Ostatnio (czyt. od rana) mam niezły
przypływ weny.
Co zaowocowało tym rozdziałem,
trzecim na bloga o Sanchezie (jeszcze nie został opublikowany)
i nowym opowiadaniem, na który
prolog tez już mam prawie napisany.
Muszę sobie
ten dzień zapisać w kalendarzu,
bo założę się, że szybko takiej weny nie będę mieć. :)
Wracając do tego nowego opo,
to zapraszam was do poprzedniego posta,
tam macie link.

Znów coś nowego!

Hej :)

Już sama nie wiem czy się wyrobię z tymi opowiadaniami,
ale cooo tam!
Mam przyjemność zaprosić Was na
mój nowy blog!
Są tam już bohaterowie, a jeśli Cię
zainteresują to zaobserwuj i czekaj na prolog. :)






wtorek, 1 grudnia 2015

Rozdział 17.

Nad ranem nic nie świadoma tego co zaraz się stanie Isabelle wstała, umyła się i udała do kuchni aby wyciągnąć z lodówki jakiś jogurt i owoce. Jak to zwykle robiła kiedy miała dużo wolnego czasu, razem z przygotowanym posiłkiem udała się do salonu aby tam w spokoju obejrzeć telewizję. Rozsiadła się wygodnie na kanapie, chwyciła za pilot i włączyła. Kanał ustawiony był na wiadomościach:
      - Dzień dobry państwu, mamy najnowsze wiadomości ze świata gwiazd. Jordi Alba rozstał się ze swoją dotychczasową partnerką, a to wszystko za sprawą pięknej brunetki z Argentyny, która zawładnęła sercem piłkarza z lokalnego klubu FCBarcelona. Gerard Pique, narzeczony sławnej piosenkarki Shakiry wczoraj na swoim koncie na portalu społecznościowym Facebook opublikował zdjęcie pary przytulającej się razem na podłodze z dopiskiem "Zakochańcy". Jeszcze do niedawna była ona w związku z Neymarem, młodym Brazylijczykiem, który jest wschodzącą gwiazdą Footballu. Jak sam przyznał nie czuł się dobrze w tym związku i życzy jak najlepiej nowej parze. My również życzymy im szczęścia, a w szczególności wytrwałości. To wszystko w dzisiejszych wiadomościach, dla państwa... - Tu wyciszyła głos i tępo patrzyła się na zdjęcie widniejące na ekranie telewizora, na którym to ona leżała na piłkarzu. Do jej domu jak strzała wpadli Leo, Antonella, Shakira, Iniesta, Dani, Alba i przede wszystkim winny całej tej sytuacji nie kto inny jak Gerard Pique we własnej osobie.
      - Widziałaś?! - Krzyknął zadyszany Leo.
      - Nie widzisz jej miny? To chyba jasne, że widziała! - Odpowiedział za kobietę Gerard.
      - Ty się lepiej nie odzywaj, gdyby nie ty nic takiego nie miałoby miejsca! - spojrzała na niego piorunującym wzrokiem Shakira. Widząc, że "poszkodowana" w całej tej sytuacji, dalej siedzi i się nie odzywa Andrés podszedł do niej i mocno się przytulił.
      - Nie przejmuj się, to tylko głupie plotki, za parę dni wszystko ucichnie.
      - Wszystko, wszystko zniosłam. To kiedy pisali, że razem z Neymarem spodziewamy się dziecka, to że mamy zamiar przeprowadzić się do wielkiej Brytanii, że Davi jest moim biologicznym synem, ale to już za wiele... - Mówiła łamiącym się głosem. - Przecież on już na pewno to zobaczył, znienawidzi mnie. - Schowała głowę pomiędzy nogi i zaczęła płakać, a Don Andrés cały czas starał się jej towarzyszyć. Do Is zadzwonił telefon, spojrzała to raz ja niego, raz na przyjaciół którzy pokazali jej aby odebrała, złapała za urządzenie i nie patrząc na to kto dzwoni przyciągnęła słuchawkę.
       - To prawda?! - Wszędzie rozpoznałaby ten głos, był to nie kto inny jak Anastasia.
       - A czy niebo jest różowe?
       - Zaraz, to podchwytliwe pytanie! - krzyknął na "rozluźnienie" Gerard, ale widząc miny reszty skulił się pomiędzy Albe i Messiego.
       - No nie. - odpowiedziała Anastasia nie zwracając uwagi na krzyczącego coś w tle obrońcę.
       - To masz odpowiedź. To wszystko wina Gerarda... - I zaczęła opowiadać historię od samego początku.
W tym czasie reszta postanowiła pomyśleć jak to wszystko wytłumaczyć Neymarowi. Znając życie włącza teraz telewizor i widzi najnowsze wiadomości na temat związku jego dziewczyny z najlepszym kumplem.
       - Isa! - Przerwała jej opowieść Mariia Mendoza. - Patrz na telewizor! - Oczywiście posłuchała się i włączyła z powrotem dźwięk wołając przy tym resztę ekipy siedzącą w kuchni.
     - Witamy państwa po krótkiej przerwie, mamy najświeższe informacje ze świata Footballu. Czy Neymar da Silva Santos, szybko po rozstaniu z partnerką znalazł sobie kogoś nowego? Dokładnie godzinę temu widziano go całującego się w Park Güall z brazylijską pięknością Bruną Marquezine. Jak donoszą media, spędzili razem noc w jednym z Barcelońskich klubów, nie wiadomo jednak co działo się po opuszczeniu go. Czy piłkarz zdążył już pogodzić się ze swoim rozstaniem z Isabelle Alehandrą Mendozą? Jak widać najwyraźniej tak. W takim razie po raz kolejny życzymy szczęścia pięknej Argentynce i Jordiemu Albie oraz nowej parze, brazylijskiemu piłkarzowi i jego rodaczce Brunie. Teraz zapraszamy na prognozę pogody.
      - Pewnie znowu coś wymyślili.... - powiedział bez żadnego przekonania Leo, ponieważ sam był pewien, że to właśnie jego kumpel jest na zdjęciu i, że telewizja tym razem nie kłamała.
      - Jasne, sami skleili jego zdjęcie i tej dziwki! - wstała nerwowo. - Hahah, może zaraz będzie mi mówił, że skoro zobaczył w telewizji, że go zdradziłam, to stwierdził, że on mnie też może. - odrzekła z ironią i z oczami pełnymi łez pobiegła do łazienki, próbowała udawać twardą, ale jak każdy dobrze wie, w takich momentach nie jest to łatwe.
      - Brawo... - rzuciła Shakira w stronę Gerarda i skierowała się w stronę łazienki, w której przebywała Isabelle. - Aha, żeby nie było. - odwróciła się. - Śpisz w salonie.
Bezradny obrońca usiadł na kanapie i zaczął dumać. Nie wiedział jak to wszystko sensownie odkręcić. W sumie to nawet jeśliby to zrobił, nic szczególnego by nie zdziałał, ponieważ chodziło teraz o zdradę Neymara, która najbardziej zabolała Argentynkę i doszczętnie zrujnowała jej życie.
      - Masz to, na co zasłużyłeś, stary. - poklepał go po plecach Andres. - Radzę ci to jakoś sprostować i przeprosić Isabelle, a z Neymarem trzeba sobie jeszcze pogadać...






*
Ta dam!
Surprise! Jednak jeszcze nie zapomniałam
o tym opowiadaniu.
Przez tydzień czułam sie źle
no i proszę, chora jestem!
A to oznacza brak siły i chęci do czegokolwiek.
Ale spięłam się i dopisałam rozdział.
Czekam na opinie
i mam nadzieje, że trochę przybędzie
komentarzy, bo ostatnio ich trochę ubyło.
Meldować się! :)
<KLIK>

poniedziałek, 23 listopada 2015

Rozdział 16.

      - To co teraz? Obiad? - stała nad małym Pique i czekała na jakąś odpowiedź chociażby w postaci małego ruchu głową, nie musiała jednak długo tego robić, bo po krótkim zastanowieniu się chłopczyka czy faktycznie jest głodny zaczął krzyczeć, że ma ochotę na racuchy z jabłkami, co dla Isabelle było niemalże jak rozkaz. Złapała go za rękę i krótką chwilę później stali już w kuchni.
      - Gdzie macie mąkę? - przykucnęła nad Milanem jednak jego odpowiedzią było zwykłe poruszenie ramionami na znak, że nie wie. - No to suuper...
Coś im przerwało, był to dzwonek do drzwi.
      - Zaczekaj tu na ciocię, dobrze? - dała mu buziaka w czółko i podbiegła do nich, a następnie je otworzyła. Przed jej oczami ukazały się sylwetki: Mascherano, Xaviego, Suareza, Claudio, Messiego, Gerarda, Iniesty, Alby i Sergiego, którzy stali przed nią szeroko się uśmiechając.
      - Geri?
      - Tak? - cały czas uśmiech nie schodził mu z twarzy.
      - Powiedz mi jedno. - oparła się o ścianę, a on czekał na pytanie, zresztą jak reszta zebranych, którzy pragnę przypomnieć nadal stali na dworze. - Dlaczego po prostu nie wszedłeś skoro to twój dom?
      - Faktycznie... - podrapał się po głowie, a cała reszta popadła w niepohamowany napad śmiechu wraz z Argentynką.
Chłopcy nie mogli sobie darować i od razu po wejściu do domu odpalili Fifę po czym zaczęli namawiać robiącą w kuchni obiad Isabelle, aby zaczęła grać z nimi. Jasne jest to, że dziewczyna od razu odmówiła, ponieważ jak nie patrzeć to nadal była w pracy, ale ten fakt mało obchodził piłkarzy i oczywiście siłą zaciągnęli ją do salonu i wcisnęli jej joystick do rąk. Żeby nie mogła uciec Claudio mocno się do niej przytulił, co bardzo rozśmieszyło Isabelle.
      - Chłopaki mówiłam wam, darujcie se. Milan jest głodny i muszę mu zrobić obiad, nie mam czasu na takie rzeczy. - powiedziała próbując oderwać się z rąk bramkarza jednak na marne.
      - Milan, chcesz jeść czy patrzeć jak będziemy grać z ciocią w piłkę? - Zapytał szeroko uśmiechający się Leo.
      - Piłka, piłka, piłka!!
      - No widzisz, grasz. - Podsumował słowa chłopca Andrés.
      - Zagram, ale niech on mnie puści. - Wskazała palcem na Claudio, który dalej zawzięcie przytulał się do dziewczyny.
      - Ty myślisz, że on się do ciebie przytula po to żeby cię przytrzymać? Kobieto on korzysta puki Neymara nie ma. - Zaśmiał się głośno Mascherano.
     - Niby czemu? To, że jestem z Neyem nie oznacza, że jestem nietykalna. Jesteśmy jak rodzina, nie widzę w tym nic złego.
      - No on uważa inaczej. - Wtrącił cicho Alba.
      - Siedź cicho. - Skarcił go Suarez.
      - Nie, niech nie siedzi cicho. O co chodzi?
      - No bo kiedy zaczęliście chodzić to Ney mówi, że jesteś tylko jego i, że jak się do ciebie zbliżymy to nie będzie się liczyć to, że się przyjaźnimy.
      - Że co? Powtórz, czy ja się przesłyszałam?
      - Jordi powiedział, że odkąd... - nie dokończył Pique, bo oberwał od dziewczyny po uchu.
      - Ona słyszała głupku! - Krzyknął na obrońcę nie dowierzając z jego głupoty Iniesta.
      - Haha, kocham was chłopaki.
      - My ciebie też. - krzyknęli wszyscy razem i rzucili się na nią.
      - A z Neymarem sobie jeszcze pogadam.
      - Ale to potem. Teraz jesteś nasza i tylko nasza! - Pocałował ją w policzek Alba i wybrał sobie i jej skład do grania.
      - Ej, dlaczego ty Barcelona?! Codziennie tam grasz! - oburzyła się dziewczyna widząc, że mężczyzna wybrał sobie "Dumę Katalonii", a jej bez żadnego pytania przypisał "Królewskich", co się jej nie spodobało, ponieważ jak możecie się domyślać Isabelle Alehandra Mendoza nie była sympatyczką tego klubu. Na jej pytanie Alba odpowiedział, uwaga cytuję: "Bo tak", na te słowa Argentynka zaczęła się kłócić i chwilę później zaczęli się "bić", a wszyscy zebrani śmiali się z ich poczynań, jednak wyróżnić musiał się Pique, który nigdy nie rozstaje się ze swoim telefonem, z czego skorzystał i zaczął ich nagrywać i robić zdjęcia. No po co im paparazzi skoro już jednego mają na wyłączność? Oczywiste było to, że parę minut później wstawił wszystko na swojego instagrama i facebooka z dopiskiem: "Zakochańcy". Teraz tylko nasuwa się jedno znaczące pytanie: Czy przez głupotę Geriego mogą być problemy?



*
Krótki i mega dużo dialogów,
mam nadzieję, że to jakoś nie przeszkadza.
Przyznam, że mam tyle pomysłów, ale ciężko mi się za to zabrać.
Szkoła zaczyna mnie przytłaczać...
Czekam na święta żeby nadrobić rozdziały!
Na szczęście już tak niewiele do nich.

środa, 18 listopada 2015

Rozdział 15.

      - Dziękuję Wam, że zostaliście. On oczywiście nie zaproponował żeby razem z Davim zostali albo żebym ja poszła do nich. - podkręciła głową Isabelle.
      - Wiesz jaki on jest. - Poklepała ją po ramieniu Kolumbijka. - Przecież on jeszcze nie dorósł. Już Lucca jest bardziej przytomny umysłowo, no bo spójrz: to dzięki niemu Neymar otworzył się znowu przed wszystkimi, to dzięki niemu się pogodziliście i kto wie... Może dzięki niemu doczekacie się potomka, widać, że powoli do tego dąży, a jak
 na razie wszystkie jego akcje kończyły się dla niego powodzeniem.
      - Weź nawet tak nie mów. Ja nie wiem czy jestem gotowa. Przecież ja mam tylko 22 lata. Na razie to ja o pracy myślę, a nie dziecku... Właśnie! - pstryknęła palcami. - Nie widzieliście może jakiś ogłoszeń?
      - Coś konkretnego? - Zapytał przez pewien czas milczący Pique.
      - Chyba nie, mogę robić wszystko, no nie wiem opiekunka, sprzątaczka ktokolwiek.
      - Na pewno stać cię na coś więcej niż tylko sprzątaczka.  - Dopowiedziała Kolumbijka.
      - No nie wiem... To widzieliście coś?
      - Noo ostatnio coś widziałam. - odpowiedziała "pani Pique" znacząco patrząc na Gerarda. Isabelle patrzyła na nich nie wiedząc o co jej chodzi. - Wiesz.. szukamy opiekunki dla Milana, bo ja teraz nagrywam nową płytę, a Gerardowi już od następnego tygodnia rozpoczynają się treningi, no i nie będziemy mieli co zrobić z małym. - wytłumaczyła wszystko Isabel.
      - Trzeba było mówić! Od razu bym wam pomogła! No, ale bezinteresownie. To trochę głupie, że właśni przyjaciele będą mi płacić...
      - Oj weź przestań głupoty gadać! - wyskoczyła na nią Barcelońska "3". - Zaczynasz jutro. - dopowiedział i pocałował ją w policzek.
      - Kocham Was.
      - My ciebie też. - powiedzieli w tym samym momencie i przytulili się do dziewczyny.
Wreszcie wszystko zaczynało schodzić na dobrą drogę. Isabelle pogodziła się z Neymarem i tworzą wręcz przykładną parę, Davi będzie mógł zostać u Juniora na stałe i a nóż stworzą razem z Isą rodzinę i malec doprowadzi do tego, że para wreszcie zdecyduje się na potomka? Anastasia ma się dobrze z Marciem i zanosi się na to, że będą ze sobą długo, a kto wie, może to już miłość na zawsze? Jednak... może jest za kolorowo? Przecież w życiu nic nie trwa wiecznie, a już w szczególności szczęście... Może to już ten moment kiedy wszystko w ich życiu stopniowo zacznie się walić? A może jednak tu będzie inaczej i już na zawsze zapanuje spokój? Tego nie możemy być pewni... 

*

Nadszedł najbardziej wyczekiwany moment dla Bartry i, że pozwolę sobie to tak ująć: najstraszniejszy moment dla Anastasii. Ich auto właśnie zatrzymało się przed domem rodzinnym Państwa Bartra.
Kobieta spojrzała na mężczyznę z miną: "Błagam wracajmy". Jednak na nic się jej to zdało, ponieważ chłopak wyszedł z auta nic nie mówiąc, obszedł je dookoła i otworzył drzwi Marii Mendozie, w jego stronę skierowała jedynie ciche "dziękuję" i udała się za nim. Już w bramie widać było mamę jej wybranka, a mianowicie panią Montse Aregall, która zaczęła do nich machać.
     
- Marc! Słońce moje! Wreszcie przyjechaliście. - podeszła do niego i zamknęła go w pełnym matczynej miłości i tęsknoty uścisku, on odpowiedział jedynie skrępowanym "hej" i obrócił się w stronę swojej "damy"
      - A to mamo jest Anastasia Mariia Mendoza, kobieta, która skradła moje serce i nie chce go oddać. - powiedział dumnie patrząc się na swoją ukochaną i pocałował delikatnie w usta, co bardzo ją rozluźniło.
      - Dzień dobry. - uśmiechnęła się do Pani Montse i przytuliła ją lekko.

      - Dzień dobry, kochana. - uśmiechnęła się kobieta. - Marc mi tyle o tobie opowiadał, jesteś jeszcze piękniejsza niż na tym zdjęciu co mi wysłał. - dziewczyna na te słowa lekko się zarumieniła i jednocześnie uspokoiła. Teraz karciła się w myślach za to, że bała się tego spotkania, ponieważ jego mama była zaskakująco miła. Zaprosiła ich do środka gdzie czekali już na nich Josep Bartra czyli ojciec Marca i jego brat Eric, którzy tak samo jak Montse przywitali się z nią ciepło i serdecznie.
W kuchni stał już stół z kolacją, do którego jak strzała wystrzelił Marc, Anastasia popatrzyła pytająco na jego mamę i zaczęła się cicho śmiać.
      - Tak, on tak zawsze. - odpowiedział Eric na jeszcze nie zadane przez kobietę pytanie i puścił jej oczko, po czym reszta rodziny dołączyła do jedzącego już Bartry.
      - Wiesz, ale kiedy ja ci gotowałam to się tak nie cieszyłeś. - popatrzyła na niego z poważną miną. 
      - Bo ten.. Noo.. - mówił z pełną buzią co rozśmieszyło wszystkich zebranych. Już od dawna w tym domu nie było aż tak rozluźnionej atmosfery, nie kłóciłabym się gdyby ktoś powiedział, że to dzięki starszej z sióstr. 
Po skończonym posiłku Anastasia udała się do pokoju Marca, w którym mieli nocować, a mężczyzna poszedł wziąć prysznic. Kobieta zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, ściany były pomalowane na niebiesko, wisiało na nich parę plakatów, a na szafkach stało wiele różnych zdjęć z jego dzieciństwa, jak i z przed paru lat. Oczywiście nie mogła odpuścić i zaczęła analizować po kolei rzeczone fotografię, najbardziej przykuła jej wzrok jako jedyna stojąca na biurku co mogło oznaczać to, że została ona wyróżniona spośród innych więc miała jakieś szczególne znaczenie. Podeszła bliżej, usiadła na krześle i zaczęła się jej przyglądać. Znajdowała się na nim para nastolatków, jedną osobą oczywiście był jej chłopak, a drugą jakaś dziewczyna. Usłyszała jakiś szelest, w momencie kiedy się obróciła zobaczyła stojącego Marca w przejściu w samym ręczniku.  
     - Kto to? - Spytała pokazując mu zdjęcie.
     - Yy moja była. - Podrapał się po głowie, był to dla niego trochę niezręczny temat, zresztą dla kogo nie było by niezręczne rozmawiania że swoją obecną dziewczyną o byłej.
     - Ładna. - powiedziała patrząc się na nią.
     - Ale nie tak jak ty. - Uśmiechnął się i skradł jej pocałunek.
     - I na to właśnie czekałam. - przytuliła się do niego i stając na palce lekko pocałowała w usta.               
        
*

Otworzyła ociężałe oczy, ale pod wpływem słońca zmuszona była ponownie je zamknąć co nawet jej podpasowało, bo jakoś nie uśmiechało się jej wstawać. Obróciła się na bok i z szafki nocnej stojącej przy łóżku sięgnęła po telefon, na którym zobaczyła sms od Shaki z treścią mnie więcej: 
"Nie chcieliśmy cię budzić, więc poszliśmy od razu do domu, nie zapomnij, że o 12 zaczynasz pracę, kochamy cię, pa <3". 
Isabelle czytając ostatnie słowa tego zdania wstała tak szybko jakby co najmniej pokopało ją elektryczne krzesło, ponieważ była już 11:20, a do samego domu pary miała jakieś dwadzieścia minut, wliczając w to wszystko makijaż, fryzurę i śniadanie miała naprawdę mało czasu, w sumie jakby trochę przyspieszyła na drodze to mogłaby zajechać w ciągu niecałych piętnastu minut. Pobiegła szybko do łazienki, przebrała w pierwsze lepsze, ale dość wygodne i pasujące do pogody ciuchy,


a chwilę później poprawiała już drugą kreskę na oku i nakładała szminkę. Ze względu na coraz mniej czasu stwierdziła, że po drodze zje po prostu jabłko, więc można powiedzieć, że była już gotowa. 11:43 noo naprawdę niezły czas. Założyła buty i już wychodziła, gdy nagle poczuła, że uderza w coś, a raczej kogoś drzwiami. Tym kimś był Neymar, który oszołomiony tym co się stało trzymał się za głowę, w którą dosyć mocno oberwał. 
      - Fajnie mnie witasz. Liczyłem raczej na jakieś: "Hej kochanie. Fajnie, że przyszedłeś", czy coś w tym stylu, ale dobra skoro wolisz tak to nie będę się kłócić, bo znów mogę dostać.
      - Matko, przepraszam cie skarbie, ale muszę lecieć, bo jestem spóźniona, pa! - Szybko rzuciła mu na odchodne i minute potem widział ją odjeżdżającą z piskiem w oponach.
      - Taa... To się jej zapytałem. - powiedział zrezygnowany sam do siebie i ciągle trzymając się za głowę skierował się w stronę swojego auta.



*
Trochę dłuższy od poprzednich, 
nawet jestem z niego zadowolona.
Ocenę pozostawiam Wam ;)
Do nn <3


<KLIK>



   

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 14.

Jechali już od godziny, zostało jeszcze niecałe sześćdziesiąt minut drogi. Rozmawiali, śmiali się, śpiewali, ale nie zabrakło również tematu o rodzicach Marca.
     - No mówię Ci, moja mama nie jest taka straszna, a tata jest naprawdę miły, rozumiem, że rodzice Neymara nie przyjęli do swojej rodziny Isabelle, ale uwierz mi, że moi są zupełnie inni. Możesz mi wierzyć albo i nie, ale mama kiedy dowiedziała się, że mam dziewczynę zaczęła tak krzyczeć ze szczęścia, że wyciszyłem głośnik w telefonie, serio. - No nie powiem, te słowa uspokoiły trochę dziewczynę, co i tak nie zmienia faktu, że gdzieś tam w środku jeszcze trochę czuła niepewność, ale to przecież tylko trochę. - A kiedy wysłałem jej twoje zdjęcie to mówiła, że jesteś śliczna i... Lepiej nie będę dokończać. - Zaśmiał się wypowiadając ostatnie słowo i patrząc się na ukochaną. 
      - Powiedz. - spierała się.
      - Jak będziemy na miejscu. - wyszczerzył się w jej stronę.
      - No dobra. A tak w ogóle to będziemy tam tylko dwa dni, tak?
      - Yy... No wiesz, nie zupełnie. - uśmiechnął się zakłopotany.
      - Jak to nie zupełnie? 
      - Bo mama mnie prosiła żebyśmy zostali na dłużej, no i wiesz ja nie mogłem jej odm...
      - Ile? - zapytała ze zrezygnowaniem, nie pozwalając  mu dokończyć tym sposobem swojej wypowiedzi. - Trzy? - próbowała zgadywać sama. 
      - Nie...
      - Cztery...? - z lekką niepewnością zerknęła na mężczyznę, ale widząc jego minę wiedziała co chce powiedzieć, dlatego stwierdziła, że zacznie pytać dalej. - Pięć, sześć, siedem, osiem? No ile, błagam nie znęcaj się nade mną! To jest karalne! - pisnęła, a po tych słowach Hiszpan zaczął się śmiać.
      - Cztery. - uśmiechnął się i korzystając z tego, że jechali po prostej drodze, pocałował ją lekko w policzek.
      - Jestem ciekawa ile z tobą jeszcze wytrzymam, kotku. - zaśmiała się i puściła głośno radio.


*

Przenieśmy się teraz do domu Neymara, który razem z synem układał puzzle. Isabelle została u siebie razem z Gerardem, Shakirą i Milanem, którzy uznali, że nie zostawią kobiety samej w domu i zostaną u niej na noc, aby dotrzymać jej towarzystwa, co w sumie bardzo ucieszyło Argentynkę. Wracając, mieliśmy teraz przecież obserwować to co dzieje się w domu Neya. Doszło w nim do bardzo ciekawego dialogu, ostatnio ciągle tam takie się odbywały i chyba wiadome czym było to spowodowane. Oczywiście obecnością  Daviego.
      - Kocham Iske, fajnie by było jakby została moją mamą. - uśmiechnął się do taty Davi, który ostatnimi czasy ciągle zaskakuje zarówno swojego tatę jak i innych swoimi pytaniami i przemyśleniami, które w sumie nie są normalne jak na chłopczyka w jego wieku. 
     - Ty już nic nie kombinuj, jasne? 
     - A czy ja kombinuje? Po prostu mówię to co myślę. - wyszczerzył się zupełnie tak samo jak robi jego ojciec 
     - Jesteś moim synem, znam cie jak nikt inny i widzę, że coś tu się święci. - popatrzył podejrzliwie na Daviego.
     - Doooobra. - uniósł ręce do góry w geście kapitulacji, co bardzo rozśmieszyło Juniora.  - Ale mógłbyś się jej wreszcie zapytać o mieszkanie razem. - odrzekł cicho kaszląc przy tym, aby jeszcze bardziej zagłuszyć to co powiedział, jednak nie udało mu się to. 
     - Wszystko słyszałem! - krzyknął Ney, który swoją drogą nie raz zachowywał się gorzej od jego pierworodnego, co wydaje się prawie, że niemożliwe, no ale jak to mówią: niemożliwe staje się możliwe. - W sumie to nawet dobrze mówisz, po co czekać...? - przyznał rację synowi. 
     - No właśnie. Mówiłem Ci kiedyś, że masz najlepszego syna na świecie? 
     - I to niejeden raz, a ja to będę niejednen raz potwierdzał. - uśmiechnął się szczerze do chłopczyka i wziął na ręce przytulając go.
 - Kocham cie Tatusiu. - pocałował go w czoło. - I Iske też. 



Krótki, wystawiony
 po prawie dwóch tygodniach i tak naprawdę o niczym, 
może trochę się spodoba. 
Zapraszam jeśli jeszcze ktoś nie czytał pierwszego rozdziału ;) 

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 13.

      - Wiesz, ja-ja powiem mu, że jednak nie jadę. - Powiedziała przestraszona i udała się w kierunku salonu.
      - Oj, nie, nie moja droga, już się nie wywiniesz, trzeba było myśleć o tym wcześniej, a nie jak Marc będzie tu za jakieś... - Popatrzyła na zegarek. - Dziesięć minut!
      - Ale jak bym powiedziała Ci o tym wcześniej to i tak byś kazała mi jechać, więc gdzie jest sens w tym wszystkim?
      - Wiem, a czy ktoś tu powiedział, że we wszystkim musi być jakiś sens? - Uśmiechnęła się dumnie i wcisnęła jej do ręki wielką walizkę. Anastasia jechała tam tylko na dwa dni, a spakowała się, jakby co najmniej wyjeżdżała na miesiąc.
Te dwie dziewczyny dogadywały się wręcz idealnie, dużo osób nie spodziewałoby się, że są one siostrami, bo tak na prawdę w wielu przypadkach bardziej ludzie dogadują się ze znajomymi/przyjaciółmi, niż ze swoim własnym rodzeństwem, tu było zupełnie inaczej. Być może w dużej mierze znaczenie miało tutaj to, że od paru dobrych lat mieszkają razem. No czyli tak na prawdę do ich dobrych relacji przyczynili się rodzice tych dwóch panien, ponieważ to właśnie z powodu ich rozwodu postanowiły się ustatkować, ale nie mówię oczywiście, że nienawidziły się przed tym wszystkim, po prostu to jeszcze bardziej zacisnęło więzi tych sióstr.
      - Neyyyymar! - krzyknęła Isabelle.
      - Co się stało księżniczko? Giermek Da Silva do usług. - wyszczerzył się, a dziewczyny zareagowały donośnym śmiechem. - No to co chciałaś... yyy chciała moja dama? - szybko się poprawił. 
      - Wytłumacz proszę mojej siostrze, że nie może wystawić Marca i nie pojechać do jego rodziny.
      - Ale czemu? Zawsze można wszystko odkręcić. - chciał już iść po telefon, ale jego dziewczyna złapała go za rękę.
     - Nie! - krzyknęła, kiedy go złapała. - Panu lepiej podziękujemy. Ahh, ciebie o coś poprosić. - pokiwała ze zrezygnowaniem głową i zrobiła tak zwanego "face palm'a" co w jego obecności zdarzało robić jej się często, jeśli Junior dalej będzie się tak zachowywać to dziewczyna prędzej, czy później dostanie wstrząsu mózgu!
     - No widzisz, nawet on nie chce żebym... - tu już nie mogła dokończyć, ponieważ przeszkodził jej dzwonek do drzwi. Zerknęła w stronę siostry, która z wielkim uśmiechem na twarzy przypatrywała się temu jak biedna stoi i nie wie co ma robić, Isabelle po paru sekundach ruchem ręki z tą samą miną dala jej do zrozumienia, że ma otworzyć. Nie mając innego wyboru Anastasia z miną jak na ścięcie ruszyła w stronę drzwi.
     - Noo, na co czekasz kochana siostrzyczko? - stała oparta o ścianę i powstrzymując się od śmiechu i prowokowała biedną Ane. Ta tylko popatrzyła na nią spod byka, ale chwilę później stała już twarzą w twarz z Marciem. Aby nie było widać, że jest coś nie tak wskoczyła w silne ramiona mężczyzny i zaczęła się do niego mocno przytulać.
     - Dobra, co za dużo czułości to niezdrowo, bierz mi te walizki i sio do auta. - poganiała ich młoda Mendoza. Kiedy już wszyscy się pożegnali, Anastasia i Marc zaczęli wychodzić w stronę auta, ta tylko odwróciła się jeszcze w stronę siostry z miną typu "Zabiję cię" a kiedy weszła do BMW pomachała z uśmiechem, tylko po to żeby Marc czegoś nie podejrzewał, a zaraz po tym ruszyli zostawiając po sobie tylko kurz.
Isabelle zadowolona z siebie skierowała się w stronę salonu, aby trochę odpocząć, od razu ruszył za nią Neymar. 
       - Czego chcesz? - Próbowała być poważna. 
       - Bo wiesz, giermek Da Silva sobie pomyślał, że... - Nie dane mu było dokończyć. 
       - Giermek niech już lepiej nie myśli - poklepała go po policzku.
       - No, ale popatrz, jesteśmy tylko ty i ja... - Zaczął zbliżać się do ukochanej w celu... Zresztą wy wiecie jakim.
       - No nie zupełnie, bo jeszcze ja! - Wskoczył pomiędzy nich mały Davi, co jak co, ale ten to ma nieźle wyczucie czasu.
       - Tak... I ty. - Podrapał się po głowie Neymar, ponieważ kompletnie zapomniał o obecności jego syna w domu. 
       - To co robimy? Hmm? - Rozsiadł się wygodnie pomiędzy parą i chwycił za pilot. - Po co ja się was pytam, oczywiście, że oglądamy bajki. - robił to wszystko specjalnie, żeby trochę ponabijać się z jego taty i Isabelle, a to tylko dlatego, że był sam w domu, oczywiście chodzi mi tu o wiek i nie miał się z kim bawić, no może prócz Milana i Thiago, ale ich nie mógł mieć od tak przy sobie.
Isabelle i Neymar popatrzyli się na siebie i cicho zaśmiali, nie pozostało im nic innego jak oglądać razem z nim. 
       - Ejoo. - Odezwał się chłopiec po długiej ciszy. Wzrok pary od razu skierował się na niego. - Nie myśleliście może o dziecku? - Nagle ni z tą ni z owad wypalił z takim tekstem. Isa zdziwiona nagłym zapytaniem chłopaka patrzyła pytająco na piłkarza, który też zbytnio nie wiedział co powiedzieć. Nagle coś ich uratowało i to dosłownie, a raczej nie coś tylko ktoś, a dokładniej trzy ktosie, byli nimi Shakira, Gerard i ich synek Milan. Is słysząc pukanie do drzwi od razu poderwała się z miejsca.
       - Hej, pomyśleliśmy, że wpadniemy, nie przeszkadzamy? - Zapytała Kolumbijka.
       - Coś ty, dziewczyno wy nam z nieba spadliście. - Wyszeptała jej do ucha i cicho się zaśmiała.

*

      - A może jemu po prostu brakuje towarzystwa? - spytała Shakira. Korzystając z tego, że chłopcy byli na górze, rozmawiali o incydencie sprzed jakiejś godziny.
      - Nie możliwe, przecież my cały czas z nim rozmawiamy, wygłupiamy się, no wiesz, ciągle staramy się dotrzymywać mu towarzystwa. - powiedział Neymar.
      - No ale nie takiego... - pokiwała ze zrezygnowaniem głową Isabelle, bo ona dobrze wiedziała o co chodzi, zresztą nie ciężko było się domyśleć. - On chce mieć rodzeństwo, żeby mieć się z kim bawić i opiekować. - sprostowała.
     - Czego wy się boicie? Nie chcecie mieć drugiego dziecka? - wtrącił Gerard.
     - Zaraz, zaraz. Tu nawet pierwszego nie było, nie zapominajcie, że Davi nie jest moim synem.
     - No właśnie, geniuszu. - popatrzyła z politowaniem na Gerarda, Isabel. - Czekajcie, a czy on czasem pod koniec miesiąca, który pragnę przypomnieć jest już za dwa dni, ma nie wracać do Caroliny?
     - Tak. - przetarł rękami twarz Ney, bardzo chciał żeby malec z nimi został i żeby mogli stworzyć razem z Isabelle rodzinę, ale no niestety stała po między nimi jeszcze matka malca. Nagle do pokoju przyszedł Milan.
     - Milanku, gdzie Davi? Nie bawicie się? - spytała chłopczyka Shaki, ten powiedział jej, że do młodego Da Silvy zadzwoniła mama, Ney nie wiedząc po co Caroline dzwoni do ich syna chciał pójść do niego na górę, jednak powstrzymała go Is, która sama tam chciała pójść, Junior się zgodził i chwilę później dziewczyna stała już w drzwiach swojego pokoju, gdzie przebywał syn jej chłopaka.
     - Mamo ja nie chce tam wracać... - mówił załamującym się głosem. - ja-ja tu mam tatę, Milana, Thiago, wujka Geriego, wujka Lio, który uczy mnie grać tak jak on, śmiesznego wujka Daniego, ciocię Anto, która zawsze nam gotuje, ciocie Shaki, która nam zawsze śpiewa na dobranoc, wujka Claudio, który zawsze nie broni moich strzałów i myśli, że tego nie widzę, ciocie Anastasie, która uwielbia się z nami bawić i... i Isabelle... - tu się uśmiechnął sam do siebie, a Isie po policzku popłynęło parę łez, to było piękne co powiedział, nie wiedziała, że wszyscy tutaj tak wiele dla niego znaczą, że ona sama jest dla niego taka ważna. - Naprawdę?! Mogę?! Mamo, jesteś najlepsza! Kocham cie! - rozłączył się i zaczął biec w stronę drzwi, widząc Isabelle uśmiechnął się szeroko i przytulił do dziewczyny.
       - Iska! Ja zostaje tutaj! Słyszysz? Mama mi pozwoliła, będę z wami mieszkał! - przytulił się jeszcze mocniej, a później rozpłakał w jej ramionach, kobieta szeroko się uśmiechając wzięła go na ręce i zeszła z nim na dół, aby razem mogli pochwalić się nowymi wieściami. Kiedy stali już przed wszystkimi z szerokimi uśmiechami i do tego z zeszklonymi oczami, ponieważ Isabelle również się tym wszystkim wzruszyła, no nie oszukujmy się, ta kobieta okropnie pokochała tego malca, każdy patrzył na nich jak na głupków nie wiedząc co się dzieje, Davi postanowił zacząć.
      - Wiecie co?? Zostaje! Mama się zgodziła!! - krzyknął i przytulił się jeszcze mocniej do Alehandry Mendozy. - Neymar siedział jak głupi z otwartą buzią, odwrócił wzrok na jego dziewczynę, która tylko pokiwała głową, że to prawda, piłkarz podbiegł do malca oraz kobiety i przytulił się mocno do nich. - Teraz już zawsze będziemy razem, jak rodzina... - dokończył ich uścisk tymi słowami, a Shaki z Milanem na kolanach i Gerardem obok uśmiechnęła się i przytuliła do jej "mężczyzn".



*
Wiiitam! <3
Jak tam po Halloween?
Obchodziliście w ogóle? Ja nie :)
Wolałam pisać rozdział, haha ;)
Jak tam wrażenia po przeczytaniu? :D
Coś zauważyłam, że jakoś za długo panuje tutaj sielanka.
Zmienić to czy może zostawić?
Ciągle się nad tym zastanawiam.
Maam dużą prośbę, jeśli przeczytałeś,
 to zostaw po sobie ślad w postaci komentarza,
nie ważne czy będzie on z anonima czy też Twojego konta,
po prostu chce wiedzieć ile osób czyta te moje "wypociny"
To na tyle, paa ;)
P.S. jest już 1 rozdział ;) <KLIK>

środa, 28 października 2015

Rozdział 12.

      - No dobra, no to chyba czas wyjaśnić po co was tu wszystkich zaprosiliśmy. - wstał Lionel, gdy już wszyscy skończyli raczyć się pysznościami i złapał za rękę swoją ukochaną, aby mogła stanąć obok niego.
      - Chcieliśmy Wam powiedzieć, że spodziewamy się dziecka! - krzyknęła uradowana Antonella.
      - Naprawdę? - zapytała z podekscytowaniem Anastasia, czyli ta, która wprost ubóstwa dzieci.
      - Tak! To już trzeci miesiąc!
      - No to gratulujemy kochani! - wykrzyknął Gerard.
      - Będę miał braciszka, będę miał braciszka...! - krzyczał cały czas zadowolony Thiago.
      - Albo siostrzyczke. - powiedziała Isabelle szeroko się uśmiechając i roztrzepujac malcowi włosy. I tak oto rozpoczęło się dwudziesto minutowe pochodzenie do pary i gratulowanie im drugiego potomka.
      - Mam coś jeszcze do powiedzenia. - stanął obok ukochanej Lio, ale nie trwało to długo, bo po niecałych paru sekundach klęczał przed Argentynką. - Jesteś ze mną od najmłodszych lat, pamiętam kiedy jako dzieci bawiliśmy się razem, już wtedy wiedziałem, że nie jesteś dla mnie zwykłą przyjaciółką, a teraz z każdą następną chwilą coraz bardziej rozumiem, że chcę być z Tobą już na zawsze. Jestem pewien, że to co do Ciebie czuję nie jest chwilowe, dowodem tego jest nasz cudowny synek Thiago i mój drugi jeszcze nienarodzony zastępca w reprezentacji i Barcelonie, bo oczywiste jest to, że będzie to chłopiec. - w tym momencie pogłaskał ją po brzuchu i lekko sie uśmiechnął. - To uczucie jest twarde jak niejednen diament i dlatego chciałbym, żeby ten był tego największym symbolem. - i po tych słowach wyciągnął diamentowy pierścionek zaręczynowy - Antonello Roccuzzo, czy uczynisz mnie najszczesliwszym piłkarzem na świecie i wyjdziesz za mnie?
Kobieta stała w osłupieniu i po chwili przetarła spływające po jej policzkach łzy, nie żałowała tego, że pojechała za nim do Barcelony, być może straciłaby szansę na ogromne szczęście u boku wspaniałego, romantycznego i jedynego w swoim rodzaju Argentyńczyka.
     - I ty się jeszcze pytasz? - pisnęła. - Tak, tak i jeszcze raz taak! - rzuciła się w jego ramiona, aby potem po krzykach gości: "gorzko, gorzko!", złączyć swoje usta w długim pocałunku. O dziwo po raz kolejny żadne z dzieci nie zakryło oczu.
      - Słuchajcie... - odezwała się Shaki. - Skoro zrobił się z dzisiejszego wieczoru dzień wyznań,  to ja też mam Wam coś do powiedzenia. - momentalnie każdy odwrócił wzrok w stronę Kolumbijki. - Ja-ja również spodziewam się dziecka! - krzyknęła szeroko się uśmiechając.
      - Co... Będę miał drugie dziecko! - krzyknął Gerard i nagle runął na ziemię, najwidoczniej Mebarak jeszcze nie zdążyła mu powiedzieć o ich drugim potomku. Każdy podszedł do biednego Pique, który po paru minutach się ocknął, długo zajęło mu zrozumienie, że jego żona spodziewa się dziecka. Biedna Isabel... Nie dość, że już ma w domu dwójkę dzieciaków,  to teraz kolejny, miejmy nadzieję, że ten z charakteru będzie podobny do matki.

                                     *

Było już naprawdę późno, jednak nikomu nie chciało się wracać do domu, wszyscy z niebywale dobrymi humorami siedzieli w salonie i rozmawiali ze sobą.
       - No dobra, a kiedy w końcu to ja będę ciocią? - Antonella spojrzała w stronę Neymara i Isabelle.
       - Ty to do mnie mówisz? - zdziwiła się.
       - No, a na kogo patrzę? - przewróciła śmiesznie oczami narzeczona Messiego.
       - Dopiero dwa dni jesteśmy razem, a ty juz rządasz dzieci. - zaśmiała się.
       - W sumie to Davi pewnie nie pogardziłby rodzeństwem. - wtrącił się Neymar.
       - Ty chyba za dużo wypiłeś. - wystawiła mu język Isabelle.
       - Może. - podrapał się po głowie.
       - Davi! Chcesz dzisiaj spać u mnie? - krzyknęła. Mały podbiegł do niej i energicznie pokiwał głową na znak, że chcę.
       - To bierz tatę i idziemy, bo zaczyna mi tu majaczyć. - po tych słowach zaczęła się głośno śmiać. Pierworodny Neya zrobił to co mu powiedziała i chwilę później stali już w drzwiach. Pożegnali się i spacerem ruszyli w stronę domu Mendoz, oczywiste było, że żadne z nich nie będzie mogło prowadzić.



*
Krótki i beznadziejny,
ale z 38 stopniową gorączką na nic lepszego mnie nie stać,  w sumie i bez niej powstałoby pewnie to samo.
Oczywiście każdy kto przeczytał niech skomentuje i oczekuję
 kolejnego rozdziału ;)
<KLIK>
Zapraszam na prolog jeśli ktoś jeszcze nie widział :)
                       
      

niedziela, 25 października 2015

Nowe opowiadanie, nowa historia, nowa przygoda!

Hej!

Zapraszam was bardzo serdecznie,
 tym razem już na prolog mojego nowego opowiadania! Link oczywiście podam na dole.
Mam nadzieję, że dobrze się przyjmie
i będziecie go czytać ;3

<KLIK>



piątek, 23 października 2015

Rozdział 11.

Neymar stał przed lustrem i poprawiał jeszcze swoją fryzurę. O dziwo zajęło mu to naprawdę mało czasu, patrząc na to ile poświęca go na to codziennie. Miał zamiar zrobić niespodziankę swojej ukochanej i zajechać po nią, by razem mogli udać się już prosto pod dom cracka i jego partnerki.  Założył czarne buty, poprawił jeszcze garnitur, złapał za kluczyki do swojego Lamborghini i wyszedł przez przejście w swoim domu do garażu, wsiadł i ruszył w stronę domu jego ukochanej, ta nie wiedziała o tym, że ma zamiar ją odwiedzić.
Kiedy był już na miejscu podszedł do drzwi, zadzwonił i z szerokim uśmiechem czekał, aż ktoś mu otworzy, po niecałych dwóch minutach usłyszał otwierający się zamek, a chwilę później ujrzał Alehandre Mendoze stojącą przed nim jeszcze z mokrymi włosami i w dresach.
     - Co ty tu robisz, nie umawialiśmy się chyba, że przyjedziesz, prawda? - uniosła do góry prawą brew wymawiając ostatnie słowo.
     - Taka niespodzianka, wieesz.. - podrapał się po głowie. - Wpuścisz mnie? - spytał z uwagi na to, że dalej stali w progu. Dziewczyna ruchem ręki wskazała aby jej chłopak wszedł i nakazała mu usiąść na fotelu w salonie.
     - Czemu nie jesteś jeszcze gotowa, przecież za dwadzieścia minut mamy być u nich. - rzekł ze zdziwieniem Brazylijczyk.
     - Jak to? A która jest?
     - Noo 18:40. - odpowiedział uruchamiając telefon i patrząc na zegarek.
     - A my mamy być u nich za godzinę i dwadzieścia minut, durniu. - zaśmiała się i pocałowała mężczyznę w policzek po czym kazała mu sobie coś puścić w telewizji, a sama poszła wysuszyć włosy i ogólnie się przygotować.
 Tego wieczora kobieta postawiła na czerwień, ubrała się w piękną u góry koronkową czerwoną sukienkę z kołnierzykiem, buty na obcasach (co było naprawdę czymś wyjątkowym u Isabelle), które były czarne, na oczach zawitał jedynie tusz i rozjaśniacz, a usta, które miały odgrywać tu najważniejszą rolę podkreśliła czerwoną szminką, włosy lekko podkręciła i po niecałej godzinie gotowa zeszła do swojego partnera.
    - Oj warto było tyle czekać. - uśmiechnął się kokieteryjnie i wstał, złapał ją za biodra i zwinnym ruchem pociągnął do siebie, by zaraz po tym namiętnie wpić się w jej idealnie czerwone usta, ryzykował zabarwieniem swoich, ale jakoś go w tym momencie to interesowało, ważna była Isabelle, ta Isabelle, o której jeszcze niedawno śnił, a teraz miał ją dla siebie i nikogo więcej, była jego oczkiem w głowie, jego miłością, jego całym światem. Sam ciągle zastanawiał się jak on mógł wytrzymać tyle czasu bez jej pięknego głosu, oczu, zapachu, wszystkiego...
Gdy już zabrakło im tchu oderwali się od siebie, a Is widząca całe czerwone usta Neymara zachichotała cicho po czym sięgnęła po mokre chusteczki i dokładnie wytarła mu twarz.
      - Jedziemy?
      - No właaśnie, miałam raczej inny pomysł. - uśmiechnęła się szeroko. Neymar nic nie powiedział tylko podniósł pytająco brew nie bardzo rozumiejąc o co może jej chodzić.
     - Bo wieesz.. w sumie to jeszcze nikt nie wie, że się spotykamy, to dobry pomysł aby ich jakoś wkręcić.
     - Kontynuuj. - zaśmiał się uroczo Brazylijczyk, po czym zaczął słuchać jak będzie po kolei przebiegał ich plan.

*

      - Kogo brakuje? - zapytała Antonelle Mebarak stojąca w kuchni i pomagająca jej zaparzyć herbatę dla Daviego, Thiago i Milana.
     - Yy.. - wychyliła głowę w stronę salonu, aby lepiej widzieć siedzących gości. - Dokładnie Isabelle i Neymara. - zdziwiła się lekko.
     - Jeszcze zaraz przyjdą tu przytuleni do siebie i oznajmią nam, ze są razem. - zaśmiała się głośno partnerka Pique, a jej przyjaciółka zaczęła jej wtórować, przecież dla tych kobiet ostatnią realną rzeczą jaką mogłaby się zdarzyć to Isabelle wybaczająca "Barcelonskiej 11". Te chwile śmiechu przerwał im dzwonek do drzwi, gospodyni domu poprosiła przyjaciółkę o zajęcie miejsca przy stole, a sama poszła otworzyć. Jej oczom ukazał się promienny uśmiech Jej przyjaciółki z Argentyny.
    - No wreszcie jesteś. - przytuliła ją. - Widziałaś może Neymara jak tu szedł? Jeszcze go niema.
    - Nie. - powiedziała z jeszcze szerszym uśmiechem i za prośbą Anto zasiadła do reszty przyjaciół. Zachowanie Isabelle wydawało się jej niemało dziwne, ale nie miała czasu na dłuższe namysły, ponieważ kobieta jeszcze nie zdążyła odejść od drzwi, a ponownie rozległ się dźwięk dzwonka, teraz był to już ostatni wyczekiwany i spóźnialski Junior. Przywitał się i pewnie poszedł w stronę stołu, widząc, że obok jego partnerki siedzi Marc, Anastasia i Claudio, a jedyne wolne miejsce jest na końcu poprosił ostatnio wymienionego o zamianę miejscami, ten lekko zdziwiony całą sytuacją oczywiście się przesiadł, a zadowolony Brazylijczyk usiadł obok ukochanej i czule pocałował ją w usta. Każdy gość jak i gospodarze siedzieli z otwartymi ustami nie wiedząc co się dzieje, oczywiście oprócz Bartry, siostry Alehandry i małego Daviego, który pierwszy raz w życiu nie zasłaniał oczu, gdy widział jak się całowali, ale robił to po prostu dlatego żeby mieć ubaw ze wszystkich zebranych.
     - No co się patrzycie? Już własny chłopak nie może mnie pocałować? - po tych słowach sami zainteresowani zaczęli się głośno śmiać.
     - Czekaj, możesz powtórzyć? Chłopak? - nie dowierzał Dani. 
     - No chłopak, coś nie tak? - próbowała nie wybuchnąć śmiechem.
     - Od kiedy? - tym razem do ich konwersacji dołączył się Pique.
     - Wczoraj! To dzięki mnie! - wyrwał się z miejsca pierworodny Neya. - To jest właśnie ta chwila, kiedy macie mi gratulować i ogólnie mówić jaki to jestem genialny. - wyszczerzył się, a cała reszta zaczęła się śmiać. Kiedy już każdy ochłonął gospodyni domu przyniosła długo wyczekiwany przez jej syna i Leo posiłek.
      - No dobra, no to chyba czas wyjaśnić po co was tu wszystkich zaprosiliśmy. - wstał Lionel, gdy już wszyscy skończyli raczyć się pysznościami i złapał za rękę swoją ukochaną, aby mogła stanąć obok niego.
      - Chcieliśmy Wam powiedzieć, że...



*
I Buuja!
Tak, jestem okropna :D
Po prostu lubię robić innym na złość
 i dlatego nie wyjawiłam Wam powodu kolacji :D
Oczywiście uwagi, wrażenia itp
obowiązkowo zostawcie w komentarzach.
Ooo właśnie,
chciałabym Wam meega mocno
podziękować za tą aktywność pod każdym rozdziałem,
jesteście naprawdę wielcy <3
Teraz już nie pozostaje mi nic innego
jak tylko napisać:
"Do następnego" ;)

sobota, 17 października 2015

Rozdział 10.

      - Cześć Isa. - powiedział lekko zdenerwowany Leo do słuchawki.
      - O, hej! - krzyknęła uradowana.
      - A ty co taka wesoła? - zdziwiła się Barcelońska dziesiątka.
      - To raczej nie jest rozmowa na telefon. - odpowiedziała z szerokim uśmiechem i spojrzała kątem oka w stronę oglądającego telewizję Brazylijczyka - No dobra mów co chciałeś, bo raczej tak po prostu do mnie nie zadzwoniłeś. Coś się stało? Coś z Ant? A może coś z Thiago? - buzia się jej nie zamykała, pewnie mówiłaby dalej gdyby nie przerwał jej Lio.
      - Zaczynam się o ciebie martwić. - po tych słowach lekko się zasmiał. - Ostatnio taka szczęśliwa byłaś jak tu przyjechałaś.
      - Dobra nie rozmawiajmy o mnie, to w końcu ty dzwonisz z jakąś sprawą.
      - No tak, co robicie jutro z Anastasią?
      - Chyba nic, ale Ana mówiła, ze wieczorem razem z Marciem wyjeżdżają do jego rodziny.
      - Uuu no to grubo. - zaśmiał się piłkarz. - To trochę pokrzyżowali mi, a raczej nam plany...
      - Jak to?
      - No bo razem z Antonellą chcieliśmy was zaprosić na kolację. - Isabelle trochę się zdziwiła, rocznicy żadnej nie mieli, urodzin też nikt nie miał... Zamyśliła się, kompletnie zapominając o tym, że jeszcze z nim rozmawia - Haaaloo...! - krzyczał do słuchawki.
      - Yyy, a tak, coś załatwię, raczej nic się nie stanie jak pojadą na drugi dzień - uśmiechnęła się do samej siebie.
      - Jesteś kochana, nawet nie wiesz jakie to dla nas ważne.
      - A tak w ogóle to co to za okazja?
      - Zobaczysz. - powiedział szybko.
      - No e.. - mogła kontynuować, ale zorientowała się, ze Leo najzwyczajniej w świecie się rozłączył, pozostawiając ją w długim zamyśleniu. Odłożyła telefon na blat i poszła na górę. Zapukała do drzwi pokoju swojej siostry i weszła. Widok był przezabawny, dokładnie tak samo jak śmiech Isabelle, jej oczom ukazała się Anastasia siedząca na torbie i na próżno próbująca ją zamknąć. Bezcenne.
     - Będziesz tak stać i się głupio śmiać, czy jednak podejdziesz tu i mi pomożesz? - zapytała patrząc na nią spod byka zdejmując przy tym z twarzy przeszkadzający jej kosmyk włosów.
     - No dobra już idę, bo jeszcze mnie zabijesz tym wzrokiem. - zaczęła się głośno śmiać, a następnie podeszła w celu pomocy, usiadła na walizce i zaczęła po niej skakać, a Anastasia próbowała zamknąć suwak.
     - No skacz! - krzyknęła rozbawiona  młodsza z sióstr.
     - A co robię, latam? - oburzyła się starsza po czym wstała cała zdyszana. - Dobra, mam inny pomysł. - oddaliła się trochę od torby i jej siostry. - Ok, jak powiem "już" masz złapać za suwak i zapiąć walizkę. Dobra?
     - Dobra. - wyszczerzyła się Anastasia, próbując nie wybuchnąć śmichem, co zapewne obraziło by jej młodszą siostrę. Alehandra Mendoza wzięła rozbieg i rzuciła się w jej stronę.
     - Juuuż!! - po czym skoczyła na to z czym męczyły się od 20 minut. No, ten pomysł również nie zadziałał. Nic się nie stało, chyba, ze zaliczymy stłuczone biodro Argentynki. Kiedy tak leżały zrezygnowane, to znaczy Isa leżała, a Ana siedziała opierając się o nią, usłyszały cichy śmiech, gdy się obróciły w stronę drzwi zobaczyły posikanego ze śmiechu Neymara.
     - Czemu jej pomagasz skoro jutro idziemy na kolację do Messich? - mówił próbując po każdym słowie brać oddech z powodu śmiechu.
     - A ty skąd wiesz? - ten nic nie odpowiedział tylko pokazał jej swój telefon, nie będąc Sherlockiem Holmesem można było zorientować się, ze "Pchła" do niego napisała informując go o wszystkim. Dziewczyny poprosiły go o pomoc w dopięciu torby, a potem Isa opowiedziała jej o rozmowie z Leo i poprosiła o przełożenie wyjazdu, dziewczyna cała szczęśliwa zadzwoniła do ukochanego z prośbą o przeniesienie odwiedzin jego rodziny na następny dzień, zastanawiacie się dlaczego była taka szczęśliwa? To proste i logiczne, miała więcej czasu, aby przygotować się na ten dzień i dobrze wypaść przed jego rodzicami. Ona zaczęła nawet planować to co chce im powiedzieć! Biedna. Ostatni raz bała się tak... zresztą to ja nawet nie wiem kiedy.

*Następny dzień, wieczór, dom Antonelli i Messiego*

      - Lionelu Andresie Messi Cuccittini! - wykrzyczała z salonu Antonella.
      - Cooo.. - powiedział z pełną buzią mężczyzna siedzący w kuchni i korzystający z tymczasowej nieobecności kobiety w tym pomieszczeniu.
      - Ty już wiesz co, odłóż natychmiast te Empanadas!
      - Alee...
      - Żadne ale. - zrobił to o co go poprosiła wiedział, że nie może kłócić się ze swoją ukochaną, ponieważ nigdy nie wygra, musiał niestety po prostu czekać, aż przyjdą goście i dopiero wtedy będą mogli zasiąść do stołu i raczyć się pysznościami prosto z Argentyny. Ant dała Leo naczynia i kazała mu nakryć do stołu, a sama poszła do kuchni i dokańczała dania, oraz dorobiła parę Empanadas, ze względu na to, że jej miłość prawie połowę z nich zjadła.
      - Pamiętaj, Neymar jak najdalej od Isabelle. Najlepiej będzie jak on usiądzie na końcu stołu, a ona obok Marca i Anastasii tutaj. - wskazała palcem na miejsce, o które jej chodziło i podała pilkarzowi karteczki z imionami gości. Byli to: Isabelle, Anastasia, Marc, Neymar, Shaki, Gerard, Dani, Jo, Claudio, Andres, Xavi... No po prostu (prawie) wszyscy piłkarze wielkiej Dumy Katalonii i ich partnerki.
      - Idealnie. - odrzekła kobieta z wielkim uśmiechem dumy na twarzy. - Teraz jeszcze goście i będzie wszystko gotowe. - przytuliła się do Argentynczyka i złożyła na jego ustach długi, pełen miłości i pożądania pocałunek.




*
Po dwóch tygodniach
 mej nieobecności
przychodzę z rozdziałem.
Tyle dni pisania
 i wreszcie mi się udało.
Nienawidzę tego kiedy mam tyle pomysłów, 
ale nie umiem nic napisać!
Co do rozdziału, to jak myślicie?
Po co Antonella i Leo zaprosili wszystkich na kolację?
Piszcie w komentarzach ;) Oczywiście 
każdy kto przeczyta niech pozostawi po
sobie motywujacy komentarz ;)
Nadal są mi takie potrzebne ;(
Oo i mam jeszcze pytanie,
czy chcecie żebym na nowego bloga dała prolog
 i dopiero za jakiś nieokreślony
 czas zacząć dawać rozdziały
czy poczekać?
 Bo prolog już mam.
Ja idę zaraz oglądać naszych chłopaków,
 więc miłego wieczoru ;)


poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 9.

      - Przyjechał! Przyjechał! - krzyczał Davi kiedy po czterogodzinnym czekaniu pod bramę domu Mendoz nadjechał samochód.
      - Widzę, nie musisz krzyczeć. - zaśmiała się Isabelle. Kazała chłopczykowi zaczekać na fotelu i oglądać bajki, a sama poszła do drzwi aby otworzyć jego tacie. Wypuściła głośno powietrze z ust i chwyciła za klamkę po usłyszeniu dzwonka. Zawahała się, jednak słysząc cichy szept otuchy ze strony Luccy z salonu zrozumiała, że robi to jedynie po to aby pomóc Daviemu, bo tylko dzięki temu chłopczyk będzie chciał pojechać z nią do szpitala. Pociągnęła i przed jej twarzą pojawiła się twarz jej miłości. Stali tak wpatrzeni się w siebie nic nie mówiąc.
      - Yhmm, wejdź. - przerwała tą ciszę po czym przeczesała ręką włosy kiedy Neymar wyminął ją aby zrobić to co mu powiedziała.
      - Taaaatuś! - krzyknął Davi podbiegając do swojego taty, Isabelle patrzyła z otwartą buzią na chłopczyka. Kiedy ten spojrzał na swoją nogę od razu skarcił się w myślach i upadł z hukiem na podłogę poprzedzając to donośnym krzykiem. Oni podeszli do niego z założonymi rękami i patrzyli podejrzliwie w jego stronę.
      - Ałaa, no pomóżcie. - popatrzył na nich bolącym wzrokiem. Ci podeszli, a Lucca podłożył nogę Isabelli tak, aby ta spadła na jego tatę. I tak oto teraz oni leżeli, a pierworodny Neymara stał nad nimi z tym wielkim uśmiechem.
      - Nic się nie stało - wyszeptała mu cicho do ucha widząc zakłopotanie na twarzy Da Silvy.
      - Oj no całujcie się już! - razem w tym samym momencie popatrzyli się do góry, a widząc spontaniczne gesty chłopaka zaśmiali się i mieli już złączyć swoje usta... - Ej czekajcie!
      - No co?! - udawał oburzonego Brazylijczyk.
      - Zróbcie to, aaale muszę się odwrócić, więc jak skończycie to mi powiedzcie. - Isabelle zwijała się ze śmiechu na piłkarzu, ten ją uspokoił łapiąc za podbródek i czule całując, wreszcie przypomnieli sobie jakie to było wspaniałe uczucie, nareszcie mogli poczuć się jak kiedyś, poczuć się kochanym.. - Juuuuż?! - krzyczał odwrócony do nich z rękami na twarzy, para (bo chyba mogę tak już o nich mówić, a raczej wreszcie) już dawno skończyła, czekali tylko na to żeby się odwrócił, a oni mogli kontynuować na jego oczach. - No e...  - w tym momencie odwrócił wzrok na nich. - Fuuu!! To było specjalnie! - rzucił się na nich łaskocząc  raz jego tatę, a raz Isabelle.

*

Wszyscy razem (czyli Isabelle, Neymar i Davi) siedzieli na kanapie w salonie i oglądali telewizję, a dokładniej bajki, bo oczywiste było, ze tym kto wygra pilota będzie pierworodny Da Silvy. No bo kto inny?
      - Ej. - wstał mały chłopczyk i stanął dokładnie na przeciwko wtulonej do siebie pary. - Przyznajcie, genialnie to zaplanowałem. - wyszczerzył się widząc ich uśmiechnięte miny.
      - Tak, tak Davi, genialnie. -  przyznała rację dziecku Argentynka.
      - A ty tato nic nie powiesz? Za to wszystko powinieniem dostać trzy gałki lodów!
      - A to niby czemu? - zapytał ze zdziwieniem Brazylijczyk.
      - A to temu, ze gdyby nie ja to wy byście się nigdy nie pogodzili, powinieneś się ode mnie uczyć! - słysząc to Isabelle nie mogąc się powstrzymać wybuchła śmiechem, była strasznie szczęśliwa, wreszcie miała u boku swojego ukochanego, przecież powinno dawać się drugą szansę i taką właśnie otrzymał Brazylijczyk, miejmy nadzieję, że szybko jej nie zaprzepaści i tym sposobem nie straci jej po raz kolejny i kto wie czy nie ostatni? Syn Ney'a ponownie usiadł obok nich i dalej zaczęli gapić się w ekran telewizora. I w tym oto momencie jak burza wpadła do domu Anastasia. Widząc przutuloną do Brazylijczyka siostrę ze zdumienia przetarła oczy rękami, aby upewnić się czy czasem jedna lampka wina nie przyprawiła ją o zwidy.
      - Że co? Że wy? Ale, że tak razem? Tutaj? Jak to?! - stała przed nimi z otwartą buzią, a sprawcy takiego zdziwienia Marii śmiali się nie mogąc złapać tchu. - No odpowie mi ktoś wreszcie? - stała z założonymi rękami dalej nie wierząc i co kilka sekund przecierając oczy, co jeszcze bardziej rozśmieszyło parę.
      - Dobra, to może ja wytłumaczę. - z szerokim bananem na ustach zabrał głos mały chłopak wychodząc przed wszystkich. - Więc, dawno, dawno temu... - i tak oto wszyscy musieli słuchać długiej i wyczerpującej opowieści Luccy zaczynającej się od momentu kiedy wpadł na ten, jak to sam cały czas powtarzał, genialny pomysł, a kończącej się w momencie kiedy nieoczekiwanie do domu przyszła Anastasia. Dziękujcie mi, że oszczędziłam wam tej męczarni, bo uwierzcie, że trochę mu to zajęło.
      - A tak w ogóle to co się stało, że tak nagle wróciłaś? - spytała Isabelle swoją siostrę, kiedy zmęczony opowieścią Davi poszedł spać, a co do opowieści to musicie wiedzieć, zawierała nawet dialogi! No.. może nie były aż tak dokładnie opisane słowo w słowo, ale jednak były!
     - Aaa... - machnęła ręką dziewczyna - nawet mi nie przypominaj.
     - Pokłóciliście się z Marciem? - spytał z zaciekawioną miną piłkarz wywołując śmiech ze strony jego dziewczyny. - No co? Tylko pytam. - skulił głowę na dół i udawał, a może i nie no bo kto go tam wie, obrażonego. 
      - Oj kotek, przecież nic nie mówię. - pocałowała go w policzek, na co od razu piłkarzynie poprawił się humor.
      - Będę musiała się do tego przyzwyczaić. - zaśmiała się Anastasia.
      - Dobra, wracając. Serio się pokłóciliście? - zapytała Isabelle.
      - Niee. - zaprzeczyła.
      - Tyy. - zwrócił się do swojej dziewczyny - A może ona jest w ciąży! Alboo... - pstryknął palcem. - Albo on sie jej oświadczył! 
      - Ty to masz wyobraźnię. - stwierdziła Anastasia i uderzyła się w twarz robiąc tak zwanego "Face Palma".
      - No to mów, bo zaraz skończy się na tym, ze wyprowadzi was na Antarktyde i zrobi wam trojaczki. - zaśmiała się. - Albo lepiej! - klasnęła w ręce. - Pięcioraczki!
      - No bo on chce żebym ja jechała razem z nim do jego rodziny! - pisnęła przestraszona.
      - Na prawdę? - siedział ze skrzywioną miną Brazylijczyk - To wszystko? To cię tak martwi? To przez to wparowałaś do domu co najmniej jakby Marc powiedział ci, że... Że wyprowadza się do Iranu! - złapał się za głowę mężczyzna.
      - Widzisz? Mówiłam, że zaraz was gdzieś przeprowadzi. - pokiwała ze zrezygnowaniem głową kobieta. - Ale noo trochę się z nim zgadzam. To dlatego aż tak się boisz?
     - Już nie pamiętasz waszej sytuacji? To znaczyy... Jestem pewna, że Marc mnie kocha, ale co jeśli jego rodzice są podobni do Twoich? - tu skierowała wzrok na Juniora. Ten tylko bezradnie poruszył ramionami. 
     - Chyba lepiej jest być dobrej myśli, prawda? - poklepała po plecach swoją siostrę.
     - No prawda. - uśmiechnęła się Anastasia i przutulila się do swojej siostry. - To idę się pakować, bo jutro wieczorem wyjeżdżamy. - powiedziała po czym poszła na górę zostawiając parę samą.
      - Too... - zaśmiał się Neymar, miał już pocałować swoją dziewczynę, ale do tej zadzwonił telefon.
      - Wybacz. - pocałowała go w policzek, a potem spoglądnęła na ekran telefonu. - Leo, ciekawe co chce. - przeciagnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha. - Halo...






*
Powracam z nowym rozdziałem!
Nareszcie!
Miesiąc pisałam ten rozdział, 
po prostu masakra!
Tak się zajęłam nowym opo, 
że potem już kompletnie straciłam wenę do pisania tego.
Ale jestem i mam nadzieję, ze nie zawiodłam ;3 
Czytasz? To skomentuj! 
Przyda mi się trochę motywacji, 
szczególnie teraz,
 bo z weną słabiutko jakoś ostatnio.