czwartek, 24 września 2015

Rozdział 8.

      - Chodź tu! - krzyczała śmiejąc się Argentynka.
      - Niiiiigdyy. Zmuś mnie! - śmiał się mały blondynek. Bawili się w berka, a Isabelle właśnie go goniła. Anastasii nie było, chyba raczej każdy wie gdzie się znajdowała. Odkąd zaczęła być z Bartrą nie ma dnia kiedy nie ma jej u niego, albo on nie jest u niej. Wracając.
       - Dobra! Ale pod jednym warunkiem! - no tak, widać, że ma coś po tacie. Zawsze musi być jakieś "ale", nigdy po dobroci!
       - No mów. - stała z lekko przechyloną na lewą stronę głową Isabelle.
       - Muusisz... - chłopczyk zaczął się zastanawiać, sam jeszcze dokładnie nie wiedział czego oczekuje od Argentynki. - Musisz zadzwonić do taty i powiedzieć, że mu wybaczasz. - wyszczerzył się mały chłopczyk. Kobieta popatrzyła na niego z miną typu: "no chyba sobie ze mnie żartujesz" i korzystając z nieuwagi blondynka podbiegła do niego i złapała po czym uniosła do góry i zaczęła nim kręcić. - Ej! To było nie fair!
      - Aha? A jak ty mną szantażujesz to jest fair? - zapytała dalej trzymając go na rękach. Lucca nic nie powiedział tylko energicznie zaczął poruszać głową na znak, że w stu procentach się zgadza z tym co powiedziała jego "opiekunka".
      - To co teraz robimy? - spytał kiedy wreszcie stanął na podłogę.
      - Jesteś głodny? - mały wykrzyknął twierdząco, że tak i już po paru sekundach znaleźli się w kuchni. - Naleśniki?
      - I ty się jeszcze pytasz? No jasne, że tak! - i zabrali się do roboty. Ahh będą mieli co sprzątać, bo oczywiście nie odbyło się bez obrzucania mąką.
      Teraz może zobaczmy co porabiali Marc i Anastasia w trakcie szykowania kolacji przez Isabelle i Daviego
      - Co robisz w ten weekend? - spytał nieśmiało piłkarz. Siedzieli na kanapie w salonie i oglądali film, to znaczy... on siedział, a Mariia Mendoza leżała z głową na jego kolanach no i nie można było powiedzieć, że oglądają, ponieważ patrzyli na ekran nie do końca rozumiejąc o co w nim chodzi.
      - Chyba nic, a co? - podniosła się, lecz od razu pożałowała, ponieważ było jej strasznie wygodnie na kolanach Bartry.
      - Bo tak sobie pomyślałem... - podrapał się po głowie. - Albo wiesz co, lepiej nie. Zapomnijmy o tej rozmowie.
      - Marc, głupku. - uśmiechnięta popatrzyła mu głęboko w oczy, po czym namiętnie pocałowała. - Teraz powiesz?
      - Yy poczekaj, muszę się otrząsnąć. - przetarł swoją twarz rękami, a dziewczyna nieoczekiwanie powtórzyła swoją czynność, jednak teraz starała się zrobić to jeszcze namiętniej niż przedtem. Chłopak odwzajemnił jej pocałunek i tak oto pogrążyli się w wielkiej fali miłości. Przerwy robili tylko po to aby złapać oddech i znowu oddać się namiętności. Zapomnieli przez to nawet o tym co chłopak chciał jej powiedzieć, bez chwili namysłu zrzucając po drodze swą garderobę udali się w kierunku pokoju piłkarza, aby... Zresztą tego raczej nie muszę mówić.

*

      - Too, miałeś mi coś powiedzieć. - zaśmiała się kobieta jeszcze mocniej przytulając się do swojego partnera.
      - Hmm, jakoś sobie nie przypominam. - udawał, że nie wie o co chodzi, jednak Mariia nie była taka głupia i od razu się domyśliła.
      - Oj ty już mi tu nie udawaj. - po tych słowach dosłownie rzuciła się na niego i zaczęła bezlitośnie łaskotać piłkarza po całym ciele.
      - Do-dobraa! Powiem, tylko skończ! - krzyczał rozbawiony mężczyzna. Kiedy Anastasia przestała "dręczyć" swojego chłopaka, ten usiadł obok niej i zaczął. - Po pierwsze: spróbuj tylko powiedzieć chłopakom, że przegrałem z tobą w ŁASKOTKACH! - podkreślił ostatnie słowo. - To pożałujesz. - dokończył po czym dał jej buziaka.
      - Okej. - odpowiedziała tajemniczo kobieta.
      - No dobra powiedzmy, że ci wierze,,, - uśmiechnął się piłkarz. - Chciałem się już tego Ciebie zapytać od dawna... - przy tych słowach uklęknął przed siostrą naszej bohaterki i złapał ją za rękę. dziewczyna nie do końca wiedziała co się dzieje, a serce waliło jej jak oszalałe. - Czy ty... - przeczesał ręką swoje włosy i głośno przełknął ślinę, aby dać jej do zrozumienia, że bardzo się denerwuje. - Czy ty pojedziesz ze mną do mojej rodziny w odwiedziny? - odrzekł teatralnie po czym zaczął zwijać się po podłodze z niepohamowanego napadu śmiechu. Kobieta bez chwili namysłu zaczęła śmiać się razem z piłkarzem, lecz nagle spoważniała.
      - Marcu... jeśli jeszcze raz mi tak zrobisz to uwierz, że już mnie nigdy więcej nie zobaczysz. - powiedziała to z taką powagą jakby co najmniej ogłaszała stan wojenny. Jednak chłopak nadal się śmiał i nie reagował na jej słowa. - Dobra to może pójdę, bo widzę, że masz ze mnie niezły ubaw. - udawała obrażoną i zaczęła kierować się w stronę drzwi.
     - Skaarbie. - zaśmiał się cicho i złapał ją za biodra, w odpowiedzi dostał cichutki chichot ze strony kobiety. - To jak...? - uniósł jedną brew i spojrzał jej głęboko w oczy posyłając cudowny i promienny uśmiech.
      - Czyli na prawdę się pytasz? 
      - Na prawdę.
      - Na sto procent? - zatrzepotała rzęsami.
      - Na sto dziesięć. - zaśmiał się dając jej całusa w czoło. - To jedziesz?
      - No jasne, że tak! - rzuciła się mu w ramiona.
      - Na sto procent? - zapytał rozbawiony po opuszczeniu jej na podłogę 
      - Na sto dziesięć. - przytuliła się do niego i razem poszli zrobić sobie coś na kolację.

*

     - Iska...? - popatrzył do góry, aby móc w jakiś sposób spojrzeć kobiecie w oczy co było naprawdę trudne ze względu na jego wzrost. Mały chłopczyk jednak dał sobie radę i po paru nie udanych próbach po prostu wszedł na wielkie krzesło dzięki czemu mógł swobodnie przytulić się do Isabelli i zrobić czynność, o której pisałam wyżej. Kiedyś jak jeszcze Isa była z Ney'em Alehandra i mały Da Silva zawarli pakt: jeśli jeden z nich popatrzy drugiemu w oczy nie wolno mu pod żadnym pozorem kłamać. 
      - Co się stało mały? 
      - Po pierwsze to już nie taki mały. - założył obydwie ręce na siebie na znak, że się obraził, jednak my jak i Isabelle wiemy, że robił to specjalnie. 
      - A po drugie...? - czekała, aż dopowie "już nie taki mały" chłopczyk.
      - No, a po drugie to pamiętasz co sobie przysięgaliśmy? - kobieta spojrzała pytająco na chłopaka jednak kiedy zobaczyła jak Davi zaczął zabawnie potrząsając głowa, a później wskazywać na oczy zorientowała się o co chodziło pierworodnemu Juniora. Bez żadnej odpowiedzi czekała na kontynuację dając mu do zrozumienia, że zaczyna wiedzieć do czego zmierza. - No to słuchaj... - poprawił włosy, aby lepiej ją widzieć. - ...i odpowiedz szczerze. Czy ty dalej kochasz mojego tatę? - spojrzał na nią świecącymi oczkami, które w jej oczach widziały tylko i wyłącznie niezdecydowanie i można powiedzieć, że ból. - Haalo, ziemia do Izabelle Alehandry Mendozy. - machał jej przed twarzą małą rączką.
      - Tak... - powiedziała po cichu.
      - Że coo...? - spytał specjalnie mimo tego, że usłyszał odpowiedź.
      - Kocham twojego tatę. - uśmiechnęła się blado.
      - No to mu wybacz i po sprawie! 
      - Oj mały, gdyby to było takie łatwe.
      - On mówił dokładnie tak samo.... - zaczął się nad czymś zastanawiać. - Daj mi chwilkę! - wyciągnął z kieszeni jakaś kartkę i pędem pobiegł po schodach do pokoju Isabelle. Złapał za byle jaki długopis leżący na biurku bohaterki i zaczął kreślić jakieś kółka, później postawił znak "x', a następnie podkreślił jakieś zdanie, które poprzedzone było cyferką "2". Jak się domyślacie (albo może i nie) był to jego plan, który był w trakcie realizowania, jednak nie będę wam więcej o tym mówiła. Zadowolony schował skrawek papieru tam skąd go wziął i pobiegł z powrotem na dół. 
      - Iska, Iska! - biegnąc po schodach zakopnął się o coś i jak drzewo przy silnej wichurze runął na ziemię. Przestraszona kobieta podbiegła do jej podopiecznego i z przerażeniem w oczach zaczęła go powoli podnosić. 
      - O mój Boże, Davi nic ci nie jest? - spytała prawie, że ze łzami w oczach.
      - Nie, nic... Ałć... - syknął kiedy kobieta chwyciła go za kostkę lewej nogi, na pierwszy rzut oka tak na prawdę nie było widać, że jest z nią coś nie tak, ale widziała, że z każdym dotykiem kostki mały cierpi coraz bardziej.
      - Nie ma rady, jedziemy do szpitala, trzeba zrobić prześwietlenie. - uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco.
      - Bez taty nigdzie nie jadę! - mina Isabelle mówiła wszystko, jak ona miała teraz od tak sobie z Paryża sprowadzić jego tatę? Nie dość, że było tak późno to jeszcze za paręnaście godzin miał mieć mecz, w sumie nic nie ważny, towarzyski, ale jednak mecz!
      - Ale Lucca, nie mogę tak na zawołanie sprowadzić tu twojego taty.
      - No to nie jadę do żadnego szpitala. - no co ona miała teraz zrobić? Nic innego jak zadzwonić do Neymara i tak musiałaby go poinformować o tym niefortunnym wypadku jego syna. Mały z uśmiechnięta miną siedział na schodki i czekał, aż kobieta wykręci numer jego ojca.

*

Dziewczyna po odłożeniu telefonu zaraz przed swoimi oczami ujrzała małego uśmiechniętego chłopca.
     - Już cię noga nie boli? - zapytała badawczo.
     - Boli, ałaaaa! - krzyknął łapiąc się za kostkę i upadając. Isabelle popatrzyła na niego z góry podejrzliwie, jednak odłożyła na bok wątpliwości i podeszła aby pomoc wstać dziecku. - I co? Przyjedzie? - spytał kiedy usiadł wreszcie na kanapie. Ze założonymi rękami czekał na odpowiedź.
      - Zadzwoniłam po twojego tatę i powiedział, że masz teraz jechać ze mną do szpitala, a on jutro przyjedzie żeby zobaczyć czy wszystko w porządku. - powiedziała nie patrząc na chłopczyka, ten od razu domyślił się, że Isabelle kłamie.
      - Aaaale zmyślaa. - przewrócił oczami. - Zobaczysz, taaaki nos ci kiedyś urośnie. - pokazał rękami o jaką długość mu chodzi i powiem wam, że była dość spora.
     - Ha-ha-ha - odrzekła siadając na miejscu obok Daviego. - Przyjedzie. - uśmiechnęła się blado w stronę syna jej byłego. - Powiedział, że to i tak nic nie ważny mecz i, że za jakieś cztery godziny tu będzie. - uśmiechnęła się lekko. - A nie powiedziałam ci prawdy, bo boję się o twoją nogę. - wskazała palcem na jego stopę, która podejrzanie nawet nie była opuchnięta, a może tylko się jej tak wydawało?




*
No hejkaa,
rozdział miał być w piątek
(bo ostatnio jakoś zaczęłam tak dodawać)
ale tak mnie korciło żeby go dodać teraz,
więc dałam.
Mam nadzieję, że się podoba
i czekam na opinie.
Jak myślicie?
 Czy plan Daviego zadziała i połączy tę dwójkę?
A może Isabelle dalej będzie nieugięta?
Następny rozdział pokaże ;)

piątek, 18 września 2015

Rozdział 7.

Kto tego nie uwielbia? Długi spacer, świeże powietrze, zapachy kwiatów... Mogłabym tak wymieniać godzinami. Tak samo jak Isabelle. Po tym incydencie sprzed chyba miesiąca  jeśli mnie oczywiście pamięć nie myli, nasza bohaterka codziennie wybierała się na takie spacery, no wiecie żeby sobie przemyśleć to i owo. Zaczęła też biegać, nie robiła tego dla figury, którą zresztą już posiadała, tylko po to aby nie mieć czasu na myślenie o tej przeklętej nocy. Wyłączyła telefon, ponieważ Neymar nie dawał jej spokoju, nie wiedziała skąd i jak posiadał jej numer, ale nie miała zamiaru z nim gadać. Przecież chciała zapomnieć! Strasznie schudła i do tego w ogóle z nikim nie kontaktowala. Była po prostu zamknięta w swoim świecie. Anastasia bardzo martwiła się o swoją siostrę, próbowała też jej pomóc, jednak ona sobie na to nie pozwalała. Antonella i Leo chcieli zapisać ją na jakąś terapię jednak na to też się nie zgodziła. Tego dnia nasza bohaterka wybrała się na jogging. Nałożyła na siebie parę ulubionych butów sportowych, słuchawki i wybiegła z domu tak gwałtowne jakby się palił. Przebiegła obok placu zabaw przy którym się na chwilę zatrzymała, popatrzyła na te małe szkraby, były takie szczęśliwe. Pierwszy raz od miesiąca szczerze się uśmiechnęła. Po tej krótkiej chwili zapomnienia ruszyła w dalszą drogę. Nagle poczuła jak w coś uderza, a potem usłyszała cichy szloch dziecka. Wlasnie zrozumiała, że wpadła na małego chłopczyka.
      - Jejku, przepraszam. Strasznie mi przykro, zamyśliłam się. - przestraszona podniosła dziecko i spojrzała mu w oczy, zdziwiła się strasznie tym kogo właśnie "poturbowała".
      - Isa! - uradowany chłopczyk przytulił kobietę.
      - Davi? Kochanie co ty tu robisz? - zdziwiona przytuliła go jeszcze mocniej.
      - Przyjechałem do tatusia. Dlaczego nie było cię w domu? - poczuła, że musi się wypłakać ten mały znowu przypomniał jej o jego ojcu.
      - N-nie ważne...
      - Iska nie płacz. - pocałował ją w policzek. Może i był mały, ale dużo rozumiał. Wiedział, że jego Tata i Is nie byli już razem. Ale... On miał już plan.
      - Lucca co ci mówiłem? Miałeś nie rozmawiać z niezna... - przyszedł też i tatuś.
      - Cze...cześć - Neymar ostatni raz widział ją miesiąc temu. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Była blada, wychudzona i miała opuchnięte od paro tygodniowego płaczu oczy. Isabelle nie odpowiadając szybko wstała otrzepała lekko przez nią zdarte kolana malca, pocałowała go w policzek, przeprosiła, popatrzyła na Neya uroniła parę łez i pobiegła w stronę domu. Teraz to pewnie w ogóle nie będzie z niego chyba wychodziła...
 *
      - Tatoo? - podbiegł do niego mały blondynek, jego oczko w głowie.
      - Co się stało? - wziął go pod swoje ramię popijając przy tym sok.
      - Dlaczego jesteś smutny? I dlaczego Iska też była wczoraj smutna? - Oj on już dobrze wiedział czemu, chciał tylko porozmawiać. Od tamtej nocy Ney malo z kimś rozmawiał. Mały Brazylijczyk chciał to wreszcie zmienić.
      - Wiesz mały... Czasami coś robiąc nie jesteśmy świadomi tego, że wyrządzamy komuś wielką krzyw...
      - Zrobiłeś jej krzywdę? - przerwał mu chłopczyk. - Uderzyłeś ją?! - otworzył buzię w kształcie wielkiego "O".
      - Ni... - znowu nie mógł dokończyć.
      - Przeproś! Ja zawsze jak uderzyłem Milana albo Thiago to od razu przepraszałem i wszystko było dobrze!
      - Ahh mały... Gdybym to tylko raz ją przeprosił...
      - To-to... Wiem! Ja jej powiem, że żałujesz! Wtedy uwierzy!
      - Wiesz, lepiej nie. - pogłaskał po głowie synka.
      - Dlaczego? Ona musi być z nami! - spierał się chłopczyk.
      - To raczej niemożliwe... - miał się podnieść w celu odniesienia szklanki po soku.
      - Jak tak możesz?! Ja chcę Ise! - rozpłakał się i pobiegł na górę do pokoju. Ta rozmowa dała małemu do zrozumienia, że musi działać sam. Ney wiedział, że chłopczyk bardzo ją kocha tak samo jak on. W międzyczasie przypomniało mu się, że za niedługo będzie musiał lecieć do Francji na mecz, a kompletnie nie ma co robić z synkiem. Udał się po cichu do pokoju jego pociechy, zapukał lekko nie słysząc odpowiedzi wszedł do środka.
      - Idź sobie! - malec rzucił w jego stronę poduszką. Ale nie byle jaką. Dostali ją od Isabelli. Miało ich zdjęcie na wycieczce w Disneylandzie. Neymar miał taką samą. - Nie słyszałeś? - zapytał pisząc coś na kartce.
     - Co tam masz? - zapytał gdy ujrzał, że malec coś pisze.
     - Coś.
     - Davi nie rób tak. Gdyby to ode mnie zależało Iska dawno by u nas była. - Nie słysząc nic z jego strony podszedł bliżej - Mamy mały problem wiesz...? - usiadł niepewnie obok synka.
      - Jaki? - pytał nadąsany.
      - Pojutrze jadę na mecz... - Ney zobaczył jak twarz chłopca pojaśniała, miał chyba nadzieję, że tata zabierze go ze sobą. - ...i będziesz musiał nocować u babci. - dokończył.
      - Nieee... - rzucił się teatralnie na łóżko. - Wiem! - jak szybko znalazł się na łóżku tak był już obok taty. Junior spodziewał się co zaraz usłyszy. - Mogę iść do Iskiii?? Prooooosze. - od słowa do słowa i Ney stał już w kuchni czekając aż Argentynka odbierze. Jednak na próżno. Jak przez ten ostatni miesiąc nie dawała znaku życia tak i teraz w ogóle nie dało się do niej dodzwonić. Kiedy próbował wytłumaczyć małemu chłopakowi, że nikt nie odbiera ten nie dawał mu spokoju i kazał dzwonić do Anastasii.
      - Ana?
      - Tak, co chcesz? -spytała zdziwiona. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów zadzwonił do niej Ney.
      - Słuchaj... Dasz mi Isabelle? - nastała chwila ciszy. - Halo... - miał już się rozłączyć.
      - Czekaj. - wreszcie się odezwała. - Daj mi chwilę. Ale nic nie obiecuje.
      - Mówiłem ci już, że jesteś kochana? -zaśmiał się Ney.
      - Nie słodź, nie słodź.
      - Jeszce jedno, jeśli nie będzie chciała to powiedz, że chodzi o Daviego. Czekał jakieś parę minut.
      - Halo. O co chodzi? - spytała.
      - Posłuchaj. Mamy problem. W sensie ja i Davi. - nie słysząc nic z jej strony postanowił kontynuować. - Pojutrze jadę do Francji, a Lucca nie chce spać u babci, więc poprosił mnie żebym do ciebie zadzwonił i spytał się czy mógłby nocować u ciebie...
      - Ok. - powiedziała bez żadnych emocji do słuchawki.
      - To na pewno nie będzie żaden problem? - wolał upewnić się gracz Dumy Katalonii.
      - Na pewno. O której masz wylot, czy coś? - mówiła wciąż zachowując spokój. Robiła tak, ponieważ najzwyczajniej w świecie próbowała się nie rozkleić. Zawsze kiedy widziała go w telewizorze, gazecie albo internecie starała się nie płakać. Cały czas miała przed oczami moment, w którym mieli się pocałować, a ona bez żadnego słowa uciekła. Była dumna z tego, że się przy nim nie ugięła, ale za razem karciła się w myślach, że straciła okazję aby kolejny raz poczuć ciepło jego ust. Nienawiść jak i miłość były na równi trzeba było tylko czekać i zobaczyć, które z nich wygra.
      - O 19. Podrzucę go o 17, jeśli oczywiście ci pasuje. - czekał ze wściekle bijącym sercem Brazylijczyk.
      - Oczywiście, że pasuje.
      - To... Dobranoc. - miał już się rozłączyć.
      - Yyy Ney! - szybko krzyknęła Argentynka, aby zdążyć coś mu jeszcze powiedzieć.
      - Tak? - spytał z nadzieją w głosie.
      - Powiedz Daviemu, że go kocham. - powiedziała szybko po czym się rozłączyła. Jego nadzieję znikły. Czego on się spodziewał, że będzie chciała się z nim umówić, albo że nagle powie mu, że go kocha? Niedoczekanie...

piątek, 11 września 2015

Rozdział 6.

Rano dziewczyny obudziły się z ostrym kacem i dosłownie każda była w innym miejscu. Nie chodzi mi tu tylko o klub, lecz całą Barcelonę! Najbardziej poprzedniego dnia zaszalały Isabelle i Anastasia. Is obudziła się w... To za chwilę, bo teraz opowiem wam o Anie i jej nowym chłopaku (w tym momencie narrator znacząco porusza brwiami), z którym spędziła noc. Nawet gdy się rano zbudziła dalej leżała w objęciach umięśnionego piłkarza. Tak piłkarza. Haha, a pewnie każdy teraz główkuje z kim. Neymar? Niee, mimo tego co zrobił Isabelli i mimo tego ile minęło czasu on nadal ją kochał i na pewno będzie kochać do końca swoich dni, zresztą nie wiecie tego, ale codziennie wieczorem przed snem ciągle to sobie powtarza całując jej zdjęcie i kładąc je później na poduszce obok, ona na prawdę zawładnęła jego piłkarskim sercem. Dobra jak zwykle zboczyłam z tematu, który wydaje mi się być dla was wielce ciekawy, wracając, hmm, kto jeszcze? Gerard przecież jest żonaty, Dani za nie długo bierze ślub, dobra powiem. Tym mężczyzna, z którym, muszę dla jasności podkreślić, mimowolnie i umyślnie spędziła upojna noc, o której raczej nie będę szczegółowo opowiadać bo wiem przecież, że wy dobrze wiecie co się wtedy stało, był Marc Bartra! Tak, nieźle co nie? Ku jego zdziwieniu zaraz po obudzeniu poczuł ciepły oddech na jego torsie i wodzący po nim palec, spodziewał się raczej, ze już jej więcej nie zobaczy, gdy tylko zerknął w dół ujrzał piękną kobietę, z którą, tego co pamiętał, spędził bardzo przyjemną noc, dziewczyna nie była jednak dość pewna czy piłkarzowi się podobało. Kiedy Anastasia zauważyła, że Bartra zaczął się poruszać serce zaczęło bić jej nieubłaganie szybko co bardzo dobrze wyczuł. Uśmiechnął się lekko do siebie i szybkim ruchem odwrócił do dziewczyny, która być może jedną nocą skradła jego dotąd nienaruszone miłością serce.
      - No hej. - uśmiechnął się szeroko do Argentynki, która równie szeroko jak on poszerzyła swoje kąciki ust. Właśnie o tym marzyła, o czym? Tym, aby wreszcie obudzić się w objęciach mężczyzny, który jest dla niej ważny. No był dla niej ważny, ta noc zbudziła uczucie, które krylo się w każdym z nich. A wiecie dlaczego tak mówię? Pewnie myślicie sobie, że jak można zbudzić coś czego w ogóle nie było bo nawet się nie znali. Znali się! Poznali się w wakacje, które jeszcze nie raz będą tu wspominane, ponieważ to one namieszały tak znacząco w życiu obu kobiet. Na treningu te parę lat temu pewien piłkarz ciągle spoglądał na piękną osiemnastolatkę, która również nie umiała spuścić z niego wzroku. Oj wmawiali ciągle sobie, że to tylko chwilowe, jednak teraz byli pewni. No zostało coś jeszcze do wyjaśnienia. Jak się poprzedniego dnia spotkali, a raczej późnego, oj bardzo późnego wieczora. Był to po prostu przypadek, Marc znajdował się w tym samym klubie co dziewczyny. Ot cała filozofia. Dobra chyba już wszystko wytłumaczyłam możemy wracać do "zakochanych".
      - To co, śniadanie? - ominęło nas trochę niezbyt ważnego dialogu, no wiecie zwykle hej i zapytania o samopoczucie, normalne.
      - Daj chwilkę. - posłała mu ciepły uśmiech i poszła do łazienki. -Yyy, Marc! - krzyknęła lekko speszona.
      - Co? - wpadł do łazienki jak poparzony, zobaczył jednak to co jeszcze parę godzin temu: piękne, smukłe ciało Any. Uśmiechnął się, a ta stała wpatrzona w niego nie rozumiejąc o co chodzi, kiedy zorientowała się, że stoi przed nim całkiem naga od razu chwyciła za pierwszy lepszy ręcznik i się nim zakryła.
      - To ręcznik Niny! - popadł w niepohamowany śmiech. Dziewczynie na te słowa opadły kąciki ust. Pomyślała, że on po prostu kogoś ma. Nie spodziewała się jednak kim jest Nina czyli największe szczęście Marca. - To moja suczka. - zaśmiał się głośno kiedy zobaczył jej minę.
      - Czysty chociaż? - przygryzła wargę na znak zdezorientowania, chłopak jedynie pokiwał twierdząco głowa.
      - To co chciałaś? - popatrzył na nią, nie umiał napatrzeć się na nią. Była taka piękna, pomimo roztrzepanych włosów i lekko rozmazanego makijażu.
      - Gdzie mam ubrania? - chłopak na to lekko podrapał się po głowie.
      - No i właśnie tu mamy problem. - wyszczerzył szeroko zęby.
      - Jaki problem? - podeszła do niego bliżej unosząc pytająco brew.
      - Nie wiem gdzie są, ale spokojnie! Dam ci moje! - kobieta widząc jak bez chwili namysłu pobiegł do szafy przeczesała swoje roztrzepane niesforne loki do góry i uśmiechnęła się do siebie. Orientując się, że dalej ma na sobie ręcznik psiny jej... Kolegi? Od razu wymieniła go na bordowo-granatowy z herbem Fc Barcelony. Kiedy przyniósł jej swoją szeroką koszulkę i dresowe spodnie od razu je założyła i poszli razem zrobić sobie wspomniane dawno już przez nich śniadanie.
No to teraz czas na Isabelle. Domyślacie się gdzie otworzyła oczy po dość krótkim śnie nasza bohaterka? W łóżku... Neymara! Które z nich by się tego spodziewało? Otóż żadne, a jednak! Niestety Isa i tak nie wybaczyła mu bólu jaki jej wyrządził. To był, według niej, nic nie zobowiązujący raz, który jak się domyślacie nie był ich pierwszym i do tego jak się wtedy nie spodziewali nie ostatnim, ale wszystko w swoim czasie, nie będę wam teraz wszystkiego zdradzała, ahh nigdy nie nauczę się trzymać języka za zębami. Jednak ku mojemu i zapewne waszemu zdziwieniu nie było koło niej piłkarza. Nie ukrywam, ze przez ten fakt trochę pogorszył się jej humor. Miała chociaż malutką nadzieję, że obudzi się u jego boku, popatrzy jej w oczy i przytuli jeszcze czulej i mocniej niż parę lat temu. Jednak na tę "marzenie", że to tak ujmę, skarciła się w myślach, ponieważ wiedziała, że nigdy nie będzie umiała zapomnieć co ten mężczyzna jej zrobił. Najzwyczajniej w świecie ją zranił! Podle wykorzystał! Ale zaraz, przecież nie powiedziałam jak ona się tam znalazła... Zresztą jest taka możliwość, że już się domyślacie. Najważniejszą rolę w tym wszystkim odegrał wysłany pod wpływem alkoholu przez Isabelle sms do Neya, którego mieliście przyjemność przeczytać w poprzednim rozdziale. Junior po odebraniu go zorientował się, że dziewczyna zrobiła to nieświadomie, Antonella mówiła mu parę dni wczesnej, że Jo będzie organizowała wieczór panieński. Wszystko więc składało się w jedną całość. Lecz gdy ujrzał ją w swoich drzwiach o czwartej nad ranem zdziwił się niezmiernie. Jedyne na co liczył to telefon i nic więcej, to wszystko, ale przyszła pod same drzwi jego domu! Nie rozmawiali dużo, pozwolili ponieść się swoim fantazją, zresztą dokładnie tak samo jak Bartra i Mariia, była tylko między nimi mała różnica, para o której mówiłam wcześniej nie ukrywała przed sobą zainteresowania, a ta (w szczególności Isa) starała się tego nie okazywać, ale jak wiecie emocje były górą i tak oto stało się coś czego sam... No nie wiem, Dani by się nie spodziewał! Isabelle przecierając swoje zaspane oczy podniosła się z ich, że pozwolę sobie tak powiedzieć, "miejsca zbrodni" i schodami na których znalazła swoje ubrania, które szybko na siebie założyła, pokierowała się w stronę kuchni, całe to mieszkanie miała dokładnie obcykane, ponieważ była tu stałą bywalczynią. Zobaczyła tam tańczącego Neymara, który śpiewał w rytm muzyki na dobrze im znanej stacji espana.fm na której zawsze razem słuchali swoich ulubionych piosenek. Dziewczyna bez chwili namysłu sięgła po telefon i zaczęła nagrywać poczynania piłkarza, który nie świadom tego, że jest kamerowany śpiewał jeszcze głośniej, chyba w ogóle zapomniał, że w jego domu był ktoś taki jak Isabelle Alehandra Mendoza. Niestety nasza bohaterka jest okropną niezdarą i tak się wciągnęła w filmowanie, że potrąciła wazon, który upadł, a następnie rozbił się na dość małe kawałeczki. Neymar od razu odwrócił się do tyłu i zobaczył popłakana że śmiechu Ise.
      - Ahaha, prze-przepraszam cię. - od tego śmiechu nie umiała nic siebie wydusić. Da Silva usłyszał jakiś śpiew, który od razu rozpoznał, ponieważ był to on! Spojrzał na ręce Mendozy, w których ujrzał telefon, a na nim siebie tańczącego i wygłupiającego się.
      - A więc to tak się bawimy? - zaśmiał się napastnik i rzucił się na Argentynkę, która nie zdarzyła uciec, zresztą na nic i tak było uciekanie przed jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Mężczyzna złapał ją za biodra i zaczął gilgotać, ta tylko zwijała się ze śmiechu w jego ramionach.
      - A teraz ładnie usuniesz film. - odrzekł nie zaprzestając swoich czynów.
      - Nigdy! - Nie potrafiła złapać oddechu, a ten nadal się nad nią "znęcał'. Po prostu zero litości!
      - Dobra. - przestał ją łaskotać. Ona popatrzyła na niego pytająco czekając na kontynuację. - Pozwolę ci go zatrzymać jeśli mnie pocałujesz. - wyszczerzył się, Mendozie jak na zawołanie z ust zszedł uśmiech. Wyrwała się z objęć piłkarza rozumiejąc co właśnie robiła. Nie mogła być z nim szczęśliwa! Przecież on ja zranił! Zabrała po drodze swoje rzeczy i otworzyła drzwi. Popatrzyła się jeszcze na niego mokrymi od powoli zbierających się łez oczami i wyszła po prostu zostawiając go samego na środku pokoju.



*
Chciałyście widzieć jak zareaguje Ney
to widzicie, haha.
Nie jestem wystarczająco zadowolona z tego rozdziału,
ale no co zrobisz? Nic nie zrobisz.
Także do następnego <3

poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział 5.

To już był ten dzień, wieczór panieński Jo. Jeszcze tydzień temu nikogo nie znała, a teraz? Teraz z każdym ma takie kontakty, jakby od zawsze należała do ich Barcelońskiej rodziny. Na ostatnim treningu, który był dwa dni temu poznała dwie nowe dziewczyny, raczej domyślacie się kogo, prawda? No, ale żeby nie było już żadnych wątpliwości to Isabelle i Anastasie. Je również zaprosiła na ten dzień, z którego miała korzystać jak najlepiej. W końcu jeden z ostatnich dni jej błogiej wolności, w którym mogła sobie pozwolić na wszystko. Dobra to zacznę wymieniać kto zagości tego dnia w strefie vip w znanym klubie w całej Hiszpanii. To tak: Isabelle, Anastasia, Shakira, Antonella, Anna, Daniella, Yolanda, Nuria i Carol. Było to dziewięć dziewczyn, z którymi załapała najlepszy kontakt, oraz śmiało mogły nazywać się już przyjaciółkami.
      - Anto błagam cię, przyjeżdżaj! Jesteś mi cholernie potrzebna! - no... jak widzicie Isa nie nauczyła się, że nie wolno przeklinać, nie tak jak ja czyli najwspanialszy narrator na świcie. Zresztą sami przyznacie, prawda? Dziewczyna czekając na Argentynkę popijała wodę i stała przy szafie myśląc cały czas co wybrać. Kiedy zadzwonił dzwonek od razu poderwała się z fotela wylewając przy tym napój, którym jeszcze chwilę temu się raczyła. Otworzyła jej i stanęła naprzeciwko uśmiechając się szeroko.
      - No to co to za sprawa nie cierpiąca zwłoki? - na te słowa Isa złapała ją za rękę i poprowadziła pod samą szafę, która nadal była otwarta. Kobieta zaczęła przebierać między sukienkami, aż w końcu zabrała głos.
      - Przecież ta jest piękna. - przewróciła oczami narzeczona Lionela, która najszybciej jak potrafiła wzięła torebkę, kluczyki i jak na zabicie przyjechała do przyjaciółek.
      - No właśnie nie... - rzuciła się na łóżko dalej myśląc nad tym co założyć.
      - Idziemy na zakupy! - krzyknęła szczęśliwa Antonella, co jak co, ale na zakupy to ona może chodzić dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zabrały po drodze z tym samym problemem Anastasie z pokoju obok i ruszyły. Nie czekając od razu rzuciły się na wieszaki z cudnymi sukienkami.
      - To jak, ta? - podeszła do Any i Anto Isabelle przebrana w piękną białą ze złotymi wstawkami sukienkę.
      - Wiesz co... Weź inną, nie pasuje ci. - odezwała się najstarsza, a Mariia przytaknęła.
      - To może ta? - podbiegła przebrana w tą: różową z również jak poprzednia złotymi dodatkami.

      - Cudowna! Ana, a ty? - spojrzały oby dwie na nią, która jeszcze nic nie przymierzała. Nie czekając na odpowiedź dosłownie wrzuciły ją do przymierzalni i podały jej stertę sukienek do przymierzenia. Zajęło jej to ponad pół godziny. Lecz wreszcie wyszła z tą idealną.

      - No, no... która wybrała? - podniosła się z fotela Antonella.
      - Przecież to jasne, że ja. - wyszczerzyła się Isabelle. - Dobra królowo, teraz ty! Sio do przebieralni! - zaśmiała się i złapała za rękę kobietę.
      - Ale jak to ja? - zdziwiła się. - To wy chciałyście nowe.
      - Wiemy, ale trzeba się jakoś odwdzięczyć za to wszystko co dla nas robicie. - i zrobiła dokładnie to samo co jeszcze (nie) dawno ze swoją siostrzyczką. Anto zdecydowała się na coś bardziej odważnego (?) Dobra może najzwyczajniej w świecie wam ją pokaże.

Kiedy już zapłaciły ruszyły w stronę domu dziewczyn, Anto tylko je tam odstawiła, umówiły się, że Roccuzzo przyjdzie do nich jeszcze przed wieczorem i razem zrobią sobie makijaż, pokierowała się do swojego miejsca zamieszkania. Tam czekał już na nią Messi. Złapał ją od tyłu za biodra i delikatnie przysunął w swoją stronę, aby jak najczulej na świecie pocałować ją w usta. Tak, to było zdecydowanie najlepsze powitanie w jej życiu.
     - Wiesz... Thiaguś pojechał do wujka Gerarda i kazał przekazać, że mamy się dzisiaj dobrze bawić. - wymruczał jej do ucha, czuła, że zaczyna się rumienić. Oj chciała i to bardzo spędzić z nim noc, jednak nie wystawi swojej nowej przyjaciółki i za trzy tygodnie nowej żony jej przyjaciela i prawie, że brata.
     - Oj Thaiguś chyba wszystkiego nie przemyślał. - odrzekła kokieteryjnie, on tylko popatrzył na nią pytająco. - Nie pamiętasz? - skarciła go wzrokiem.
     - No jakoś nie. - podrapał się po głowie. - Aaaa. - wymamrotał w geście przypomnienia sobie. - Wieczór panieński? - ona jedynie pokiwała głową. Poszła do łazienki, umyła, nabalsamowała ciało, popsikała najdroższymi perfumami jakie miała, pomalowała paznokcie i była już w pełni gotowa do wyjścia.
     - Nie zapomniałaś o czymś? - spojrzała na niego, kiedy się jej przypomniało pobiegła do niego i poczęstowała soczystym pocałunkiem. - Nie o to chodziło, ale nie sprzeciwiam się. - zaśmiał się.
    - To o co? - popatrzyła na niego wyczekując na odpowiedź.
    - A no wiesz, te twoje, no jak to tam się nazywa co na twarz sobie codziennie dajesz? - miała ochotę zwijać się ze śmiechu, jednak pozwoliła sobie jedynie na cichy chichot.
    - Makijaż? - spytała, jednak była pewna, ze chodzi o to, kiedy piłkarz pokiwał głową uśmiechnęła się i wytłumaczyła, dlaczego się nie pomalowała. Pocałowała go jeszcze raz i wyszła.

*

      - No dziewczyny, najlepszy wieczór panieński jako mogłam sobie wyobrazić. - wymamrotała nieźle już pijana Joana. 
      - Bo z nami. - zaśmiała się Shakira, również, a co ja się będę, wszystkie były już nieźle wstawione! A ja myślałam, że chłopaków już nie da się pobić w tej kwestii i tu się myliłam. 
     - A wiecie co? - zapytała rozbawiona Isabelle biorąc wielkiego łyka wina prosto z butelki, no tak musicie wiedzieć, że każda z nich posiadała oddzielną butelkę. A raczej butelki. - Napiszę do niego. - lekko spoważniała, ale tak na prawdę dalej nie wiedziała co robi. Wyciągnęła telefon i zaczęła szukać w kontaktach jego numeru. Kiedy już go odnalazła palec się jej lekko zawachał, ale po kolejnym łyku nabrała jeszcze większej odwagi.
-Neymar, kocham cię i wiem, że ty mnie też. Tak strasznie mi ciebie brak, nie duśmy już tego cholernego uczucia w sobie! 

      - O kurwa! - przeklnęła, bo dopiero teraz zrozumiała co zrobiła. Ahh co alkohol potrafi robić z ludźmi.
      - Isa chodź! - złapała ją za rękę siostra i pociągnęła w stronę parkietu. Dzięki "kilku" procentom w wypitym już przez nią napoju po paru minutach zapomniała o tym co jeszcze parę minut temu zrobiła.



*
Cześć i czołem moi kochani!
Witam was w ten pierwszy poniedziałek,
w którym trzeba było rano wstawać.
Wrażenia oczywiście możecie
(czytaj: musicie)
napisać w komentarzu. Haha.
Byłoby mi bardzo miło ;)
Czekam na komentarze i
(jak już mówiłam)
nie pogardzę nawet tymi z anonima,
ponieważ każdy komentarz to dobry komentarz ;)
To było tyle i do kolejnego rozdziału <3


środa, 2 września 2015

Rozdział 4.

Aż niemożliwe. To już miesiąc od kiedy Isabelle i Anastasia przyleciały do Barcelony. Ten czas leci tak nieubłaganie szybko. Zdążyły się już bardzo zaklimatyzować w tym pięknym miejscu. Na początku nie były zbytnio przekonane do Barcelony. Zaraz, źle to ujęłam, nie powinnam mówić w liczbie mnogiej, ponieważ to Anastasia nie chciała tu lecieć. Zrobiła to dla jej przyjaciół, oraz siostry. Ale kto by pomyślał, że to miasto spodoba się im bardziej niż Argentyna, a co najważniejsze Rosario? Dziewczyny zawsze znajdywały zajęcia, dzięki którym mogły być wszystkie razem. Antonella prawie codzienne razem z Thiago przychodziła do sióstr. Chodzili na spacery, pikniki, albo na plażę. Zawsze znalazło się coś, dzięki czemu mogły w swoim towarzystwie miło spędzić czas. Leo zaś całkowicie oddał się pracy. Twierdził, że teraz jest najważniejszy moment w jego karierze i, że musi oddawać sto procent siebie na treningach oraz meczach. Dziś był też ten dzień, w którym miały pójść na trening chłopaków. Cieszyły się i to bardzo. W sumie jak już mówiłam minął miesiąc, a one nie widziały jeszcze nikogo z WAGs, ani samych piłkarzy. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie stęskniły się za nimi. A szczególnie za dziewczynami. Zresztą Isabelle sama kiedyś do nich należała... Nie! Znowu zaczynam z tym tematem. Udawajmy, że tego po prostu nie było.
      - Gotowe? - zapytał podekscytowany Lio wbiegający razem z ukochaną do domu Mendoz.
      - Yhm, no nie wiem. - podrapała się po głowie. - Ja-ja nie jestem pewna czy chce. - Isabelle jeszcze godzinę temu była szczęśliwa na myśl o tym, że w końcu wszystkich zobaczy, ale zrozumiała wreszcie, że jest to szczęście w nieszczęściu. Przecież będzie tam ON. Dopiero teraz to tak na prawdę zrozumiała. Tak wiem, czasami za późno zdaje sobie z czegoś sprawę.
      - Isa. - podeszła do niej Antonella. - Ja wiem, wiem, że to boli, ale nie możesz rezygnować przez niego z przyjemności i się ograniczać. - te słowa trochę jej pomogły. Tak jak powiedziała przyjaciółka, nie mogła się ograniczać, przez jednego faceta. Anastasia była jeszcze w łazience, więc musieli na nią czekać. Mówiłam wam przecież, że dla nich łazienka to nie tylko zwykle pomieszczenie, a założę się, że każdy z was się w tedy ze mnie śmiał. Antonella zastanawiała się nad zrobieniem jeszcze jednej, bo mogła się założyć, że codziennie rano się kłócą, która pierwsza. No ale zawsze mogą dobudować, ponieważ w domu pozostał jeszcze jeden wolny pokój. A wiecie dlaczego? Ponieważ mądra Roccuzzo stwiedzila, że jeśli w przyszłości któraś będzie miała dziecko przeznaczy to na jego pokój. Ahh Ant i ten jej tok myślenia. Leo tylko jej w tamtym momencie słuchał i śmiał.
      - Gotowa! - wybiegła z pomieszczenia Ana, to był znak, że wreszcie mogli wyjść.

*

      - Isabelle, Anastasia! Kopę lat! - podbiegł do nich wysoki mężczyzna z numerem 3 na koszulce. Dziewczyny podeszły do niego szczęśliwe i rzuciły się na niego bez żadnego opamiętania.
      - Gerard! Tak dawno się nie widzieliśmy. - uśmiechnęła się do niego szeroko. Dołączyli się do nich również inni piłkarze, oraz WAGs.
      - Shaki! - krzyknęła uradowana Anastasia. - Muszę zobaczyć Milana i Sashe, bo tak samo jak Thiago widziałam ich tylko w telewizji. - na co wszyscy zareagowali śmiechem. Nie było nikogo kto by nie przywitał się z dziewczynami. Nie, zaraz, była jedna osoba. A mianowicie Neymar, siedział z boku i poprawiał korki. Isabelle wiedziała czemu tak robił, to właśnie ten moment kiedy nie będę się hamowała mówiąc na ten temat. Jeszcze te parę lat temu Isa nie miała nic przeciwko do miłości. No... do momentu kiedy przyjechały tutaj na wakacje, w które miały odpocząć i spędzić czas z przyjaciółmi, jednak Isa je bardzo przecierpiała. ale dopiero drugi miesiąc. Bo w pierwszym przeżyła coś o czym każdy marzy. Miłość, którą nadal przeżywa, bo ona nigdy nie znikła. Potem powiem wam co się stało, na razie powróćmy do treningu.
      - No chłopaki! Do roboty! - zganił ich Luis Enrique. Wszyscy ustawili się w rządku i odliczali, dokładnie jak dzieci w pierwszej klasie. Dziewczyny siedziały na ławce rezerwowych i śmiały się z ich poczynań, biegali, skakali i śmiali się, czyli nic nowego. Isa nie mogła oderwać wzroku od Juniora, który (tak się jej tylko wydawało) nie zwracał na nią uwagi, dlaczego jej się wydawało? Ponieważ kiedy ona nie patrzyła ten nie mógł skupić się na treningu i wpatrywał się w nią czekoladowymi oczami, których tak strasznie było jej brak. Sami nie zdawali sobie sprawy, że oni nawzajem nadal coś do siebie czują, żyli ciągle w przekonaniu, że jest to nieodwzajemniona miłość. Mimo tego, że Is nadal szalenie go kochała nie potrafiła wybaczyć mu tego co jej zrobił. Wole poczekać, aż ona sama wam powie co się w tamte wakacje takiego stało. Kiedy cały trening się skończył chłopcy chcieli zrobić imprezę z powodu przyjazdu ich przyjaciółek do Barcelony, jednak dziewczyny z powodzeniem wybiły im z głowy ten pomysł, powiedzialy że kiedy indziej, ponieważ jak już mówiłam musieli trenować na El Clasico, a one dobrze wiedziały jak potrafią zalać się w trzy trupy. Isa czekała juz na przyjaciół, którzy jeszcze się przebierali, to znaczy Leo się przebierał, a Anto zabrała Ane do szatni, ponieważ była ciekawa jak to wszystko tam wygląda, jednak nie zdziwiłabym się gdyby poszła tam jedynie po to, aby zobaczyć umięśnione nagie torsy chłopaków. Dziewczyna oparła się o murek przy Camp Nou i w spokoju obserwowała drzewa, które powoli poruszały się przy lekkim wietrze. Nagle poczuła dotyk na jej ramieniu, gdy się obróciła ujrzała... no właśnie. Neymara, który stał przed nią ze sztucznym uśmiechem, dało się zauważyć, że ciągle żałował tego co zrobił, ona najzwyczajniej ujrzała to w jego oczach.
      - Hej... - powiedział niepewnie, Isa patrzyła na niego z bijącym sercem, wszystkie wspomnienia wróciły, ale nie tylko te złe, również te, w których czuła się szczęśliwa u jego boku.
      - Czego chcesz? - chciała pokazać, że jest twarda, jednak czuła, że oczy zaczynają robić się jej mokre od łez, chyba to zauważył bo zaczął patrzeć na nią z wielkim współczuciem, wiedział jak ją okropnie zranił, ale on nie chciał wtedy tego robić.
      - Ja-ja. - nie umiał wydusić z siebie żadnego sensownego zdania, stał tak i próbował złączyć słowa. Po prostu starał się nie palnąć czegoś głupiego. - Porozmawiajmy. - tak, to było wszystko co przez ten czas przyszło mu do głowy.
      - Właśnie rozmawiamy. - ona również widziała w jego oczach ból. Tak ciężko było im się powstrzymywać, gdyby nie żal i ich własna duma już dawno rzucili by się sobie w ramiona i zaczęli namiętnie całować.
      - Ja nie chciałem, zrozum. - chciał złapać ją za ręce, jednak szybko je zabrała nie pozwalając mu na to.
      - Nie chciałeś? Nie chciałeś?! Zrozum ja przez ciebie nie umiałam przez pół roku się pozbierać! Byłeś ze mną i udawałeś, że mnie kochasz tylko po to, aby zrobić na złość rodzicom, którzy nie chcieli abyś był ze zwykłą dziewczyną! Nie obchodziło cię wtedy co czułam, nawet nie zadzwoniłeś! A teraz podchodzisz do mnie jakby nigdy nic się nie stało i mówisz, że nie chciałeś!? Posłuchaj się, bo jesteś żałosny! Tak, może i dalej cię kocham, ale to już nie ważne, ty mnie nigdy nie kochałeś, więc zapomnij o tym, że ci kiedyś wybaczę! - odwróciła się napięcie po czym uroniła kilka łez nie wierząc w to, że wreszcie wyrzuciła z siebie to co przez trzy lata dusila w środku. Poczuła ulgę, oraz dominację nad piłkarzem, który dalej tam stał i nie pojmowal co się przed chwilą stało. Jej przyjaciele już dawno wrócili, lecz nie chcieli im przeszkadzać. Gdy tylko ich zobaczyła weszła do auta i ruszyli w stronę domu. Ney jednak, tak jak już mówiłam, dalej stał w tym samym miejscu i nie umiał się pozbierać po tym co usłyszał. Nie ukrywał jednak szczęścia, przecież właśnie powiedziała mu, że go kocha. Gdyby tylko wiedziała, że on nie udawał i na prawdę się w niej zakochał. Chciał z nią być i wiedział, że ona równie mocno jak on pragnie w końcu się do niego przytulić.



*
Heyy, przychodzę z nowym rozdziałem można powiedzieć,
 że troszkę ciekawszym niż poprzednie. A ja mam do was pytanie,
 jak tam w szkole? ;D 
U mnie nawet spoko, 
nowi nauczyciele nawet są fajni,
 a u was? Macie nowych czy tych samych? 
Oczywiście jak zawsze zapraszam wszystkich do komentowania, 
bo nawet zwykłe "super" motywuje do dalszego pisania. 
To do następnego <3