- Chodź tu! - krzyczała śmiejąc się Argentynka.
- Niiiiigdyy. Zmuś mnie! - śmiał się mały blondynek. Bawili się w berka, a Isabelle właśnie go goniła. Anastasii nie było, chyba raczej każdy wie gdzie się znajdowała. Odkąd zaczęła być z Bartrą nie ma dnia kiedy nie ma jej u niego, albo on nie jest u niej. Wracając.
- Dobra! Ale pod jednym warunkiem! - no tak, widać, że ma coś po tacie. Zawsze musi być jakieś "ale", nigdy po dobroci!
- No mów. - stała z lekko przechyloną na lewą stronę głową Isabelle.
- Muusisz... - chłopczyk zaczął się zastanawiać, sam jeszcze dokładnie nie wiedział czego oczekuje od Argentynki. - Musisz zadzwonić do taty i powiedzieć, że mu wybaczasz. - wyszczerzył się mały chłopczyk. Kobieta popatrzyła na niego z miną typu: "no chyba sobie ze mnie żartujesz" i korzystając z nieuwagi blondynka podbiegła do niego i złapała po czym uniosła do góry i zaczęła nim kręcić. - Ej! To było nie fair!
- Aha? A jak ty mną szantażujesz to jest fair? - zapytała dalej trzymając go na rękach. Lucca nic nie powiedział tylko energicznie zaczął poruszać głową na znak, że w stu procentach się zgadza z tym co powiedziała jego "opiekunka".
- To co teraz robimy? - spytał kiedy wreszcie stanął na podłogę.
- Jesteś głodny? - mały wykrzyknął twierdząco, że tak i już po paru sekundach znaleźli się w kuchni. - Naleśniki?
- I ty się jeszcze pytasz? No jasne, że tak! - i zabrali się do roboty. Ahh będą mieli co sprzątać, bo oczywiście nie odbyło się bez obrzucania mąką.
Teraz może zobaczmy co porabiali Marc i Anastasia w trakcie szykowania kolacji przez Isabelle i Daviego
- Co robisz w ten weekend? - spytał nieśmiało piłkarz. Siedzieli na kanapie w salonie i oglądali film, to znaczy... on siedział, a Mariia Mendoza leżała z głową na jego kolanach no i nie można było powiedzieć, że oglądają, ponieważ patrzyli na ekran nie do końca rozumiejąc o co w nim chodzi.
- Chyba nic, a co? - podniosła się, lecz od razu pożałowała, ponieważ było jej strasznie wygodnie na kolanach Bartry.
- Bo tak sobie pomyślałem... - podrapał się po głowie. - Albo wiesz co, lepiej nie. Zapomnijmy o tej rozmowie.
- Marc, głupku. - uśmiechnięta popatrzyła mu głęboko w oczy, po czym namiętnie pocałowała. - Teraz powiesz?
- Yy poczekaj, muszę się otrząsnąć. - przetarł swoją twarz rękami, a dziewczyna nieoczekiwanie powtórzyła swoją czynność, jednak teraz starała się zrobić to jeszcze namiętniej niż przedtem. Chłopak odwzajemnił jej pocałunek i tak oto pogrążyli się w wielkiej fali miłości. Przerwy robili tylko po to aby złapać oddech i znowu oddać się namiętności. Zapomnieli przez to nawet o tym co chłopak chciał jej powiedzieć, bez chwili namysłu zrzucając po drodze swą garderobę udali się w kierunku pokoju piłkarza, aby... Zresztą tego raczej nie muszę mówić.
- Niiiiigdyy. Zmuś mnie! - śmiał się mały blondynek. Bawili się w berka, a Isabelle właśnie go goniła. Anastasii nie było, chyba raczej każdy wie gdzie się znajdowała. Odkąd zaczęła być z Bartrą nie ma dnia kiedy nie ma jej u niego, albo on nie jest u niej. Wracając.
- Dobra! Ale pod jednym warunkiem! - no tak, widać, że ma coś po tacie. Zawsze musi być jakieś "ale", nigdy po dobroci!
- No mów. - stała z lekko przechyloną na lewą stronę głową Isabelle.
- Muusisz... - chłopczyk zaczął się zastanawiać, sam jeszcze dokładnie nie wiedział czego oczekuje od Argentynki. - Musisz zadzwonić do taty i powiedzieć, że mu wybaczasz. - wyszczerzył się mały chłopczyk. Kobieta popatrzyła na niego z miną typu: "no chyba sobie ze mnie żartujesz" i korzystając z nieuwagi blondynka podbiegła do niego i złapała po czym uniosła do góry i zaczęła nim kręcić. - Ej! To było nie fair!
- Aha? A jak ty mną szantażujesz to jest fair? - zapytała dalej trzymając go na rękach. Lucca nic nie powiedział tylko energicznie zaczął poruszać głową na znak, że w stu procentach się zgadza z tym co powiedziała jego "opiekunka".
- To co teraz robimy? - spytał kiedy wreszcie stanął na podłogę.
- Jesteś głodny? - mały wykrzyknął twierdząco, że tak i już po paru sekundach znaleźli się w kuchni. - Naleśniki?
- I ty się jeszcze pytasz? No jasne, że tak! - i zabrali się do roboty. Ahh będą mieli co sprzątać, bo oczywiście nie odbyło się bez obrzucania mąką.
Teraz może zobaczmy co porabiali Marc i Anastasia w trakcie szykowania kolacji przez Isabelle i Daviego
- Co robisz w ten weekend? - spytał nieśmiało piłkarz. Siedzieli na kanapie w salonie i oglądali film, to znaczy... on siedział, a Mariia Mendoza leżała z głową na jego kolanach no i nie można było powiedzieć, że oglądają, ponieważ patrzyli na ekran nie do końca rozumiejąc o co w nim chodzi.
- Chyba nic, a co? - podniosła się, lecz od razu pożałowała, ponieważ było jej strasznie wygodnie na kolanach Bartry.
- Bo tak sobie pomyślałem... - podrapał się po głowie. - Albo wiesz co, lepiej nie. Zapomnijmy o tej rozmowie.
- Marc, głupku. - uśmiechnięta popatrzyła mu głęboko w oczy, po czym namiętnie pocałowała. - Teraz powiesz?
- Yy poczekaj, muszę się otrząsnąć. - przetarł swoją twarz rękami, a dziewczyna nieoczekiwanie powtórzyła swoją czynność, jednak teraz starała się zrobić to jeszcze namiętniej niż przedtem. Chłopak odwzajemnił jej pocałunek i tak oto pogrążyli się w wielkiej fali miłości. Przerwy robili tylko po to aby złapać oddech i znowu oddać się namiętności. Zapomnieli przez to nawet o tym co chłopak chciał jej powiedzieć, bez chwili namysłu zrzucając po drodze swą garderobę udali się w kierunku pokoju piłkarza, aby... Zresztą tego raczej nie muszę mówić.
*
- Too, miałeś mi coś powiedzieć. - zaśmiała się kobieta jeszcze mocniej przytulając się do swojego partnera.
- Hmm, jakoś sobie nie przypominam. - udawał, że nie wie o co chodzi, jednak Mariia nie była taka głupia i od razu się domyśliła.
- Oj ty już mi tu nie udawaj. - po tych słowach dosłownie rzuciła się na niego i zaczęła bezlitośnie łaskotać piłkarza po całym ciele.
- Do-dobraa! Powiem, tylko skończ! - krzyczał rozbawiony mężczyzna. Kiedy Anastasia przestała "dręczyć" swojego chłopaka, ten usiadł obok niej i zaczął. - Po pierwsze: spróbuj tylko powiedzieć chłopakom, że przegrałem z tobą w ŁASKOTKACH! - podkreślił ostatnie słowo. - To pożałujesz. - dokończył po czym dał jej buziaka.
- Okej. - odpowiedziała tajemniczo kobieta.
- No dobra powiedzmy, że ci wierze,,, - uśmiechnął się piłkarz. - Chciałem się już tego Ciebie zapytać od dawna... - przy tych słowach uklęknął przed siostrą naszej bohaterki i złapał ją za rękę. dziewczyna nie do końca wiedziała co się dzieje, a serce waliło jej jak oszalałe. - Czy ty... - przeczesał ręką swoje włosy i głośno przełknął ślinę, aby dać jej do zrozumienia, że bardzo się denerwuje. - Czy ty pojedziesz ze mną do mojej rodziny w odwiedziny? - odrzekł teatralnie po czym zaczął zwijać się po podłodze z niepohamowanego napadu śmiechu. Kobieta bez chwili namysłu zaczęła śmiać się razem z piłkarzem, lecz nagle spoważniała.
- Marcu... jeśli jeszcze raz mi tak zrobisz to uwierz, że już mnie nigdy więcej nie zobaczysz. - powiedziała to z taką powagą jakby co najmniej ogłaszała stan wojenny. Jednak chłopak nadal się śmiał i nie reagował na jej słowa. - Dobra to może pójdę, bo widzę, że masz ze mnie niezły ubaw. - udawała obrażoną i zaczęła kierować się w stronę drzwi.
- Skaarbie. - zaśmiał się cicho i złapał ją za biodra, w odpowiedzi dostał cichutki chichot ze strony kobiety. - To jak...? - uniósł jedną brew i spojrzał jej głęboko w oczy posyłając cudowny i promienny uśmiech.
- Hmm, jakoś sobie nie przypominam. - udawał, że nie wie o co chodzi, jednak Mariia nie była taka głupia i od razu się domyśliła.
- Oj ty już mi tu nie udawaj. - po tych słowach dosłownie rzuciła się na niego i zaczęła bezlitośnie łaskotać piłkarza po całym ciele.
- Do-dobraa! Powiem, tylko skończ! - krzyczał rozbawiony mężczyzna. Kiedy Anastasia przestała "dręczyć" swojego chłopaka, ten usiadł obok niej i zaczął. - Po pierwsze: spróbuj tylko powiedzieć chłopakom, że przegrałem z tobą w ŁASKOTKACH! - podkreślił ostatnie słowo. - To pożałujesz. - dokończył po czym dał jej buziaka.
- Okej. - odpowiedziała tajemniczo kobieta.
- No dobra powiedzmy, że ci wierze,,, - uśmiechnął się piłkarz. - Chciałem się już tego Ciebie zapytać od dawna... - przy tych słowach uklęknął przed siostrą naszej bohaterki i złapał ją za rękę. dziewczyna nie do końca wiedziała co się dzieje, a serce waliło jej jak oszalałe. - Czy ty... - przeczesał ręką swoje włosy i głośno przełknął ślinę, aby dać jej do zrozumienia, że bardzo się denerwuje. - Czy ty pojedziesz ze mną do mojej rodziny w odwiedziny? - odrzekł teatralnie po czym zaczął zwijać się po podłodze z niepohamowanego napadu śmiechu. Kobieta bez chwili namysłu zaczęła śmiać się razem z piłkarzem, lecz nagle spoważniała.
- Marcu... jeśli jeszcze raz mi tak zrobisz to uwierz, że już mnie nigdy więcej nie zobaczysz. - powiedziała to z taką powagą jakby co najmniej ogłaszała stan wojenny. Jednak chłopak nadal się śmiał i nie reagował na jej słowa. - Dobra to może pójdę, bo widzę, że masz ze mnie niezły ubaw. - udawała obrażoną i zaczęła kierować się w stronę drzwi.
- Skaarbie. - zaśmiał się cicho i złapał ją za biodra, w odpowiedzi dostał cichutki chichot ze strony kobiety. - To jak...? - uniósł jedną brew i spojrzał jej głęboko w oczy posyłając cudowny i promienny uśmiech.
- Czyli na prawdę się pytasz?
- Na prawdę.
- Na sto procent? - zatrzepotała rzęsami.
- Na sto dziesięć. - zaśmiał się dając jej całusa w czoło. - To jedziesz?
- No jasne, że tak! - rzuciła się mu w ramiona.
- Na sto procent? - zapytał rozbawiony po opuszczeniu jej na podłogę
- Na sto dziesięć. - przytuliła się do niego i razem poszli zrobić sobie coś na kolację.
*
- Iska...? - popatrzył do góry, aby móc w jakiś sposób spojrzeć kobiecie w oczy co było naprawdę trudne ze względu na jego wzrost. Mały chłopczyk jednak dał sobie radę i po paru nie udanych próbach po prostu wszedł na wielkie krzesło dzięki czemu mógł swobodnie przytulić się do Isabelli i zrobić czynność, o której pisałam wyżej. Kiedyś jak jeszcze Isa była z Ney'em Alehandra i mały Da Silva zawarli pakt: jeśli jeden z nich popatrzy drugiemu w oczy nie wolno mu pod żadnym pozorem kłamać.
- Co się stało mały?
- Po pierwsze to już nie taki mały. - założył obydwie ręce na siebie na znak, że się obraził, jednak my jak i Isabelle wiemy, że robił to specjalnie.
- A po drugie...? - czekała, aż dopowie "już nie taki mały" chłopczyk.
- No, a po drugie to pamiętasz co sobie przysięgaliśmy? - kobieta spojrzała pytająco na chłopaka jednak kiedy zobaczyła jak Davi zaczął zabawnie potrząsając głowa, a później wskazywać na oczy zorientowała się o co chodziło pierworodnemu Juniora. Bez żadnej odpowiedzi czekała na kontynuację dając mu do zrozumienia, że zaczyna wiedzieć do czego zmierza. - No to słuchaj... - poprawił włosy, aby lepiej ją widzieć. - ...i odpowiedz szczerze. Czy ty dalej kochasz mojego tatę? - spojrzał na nią świecącymi oczkami, które w jej oczach widziały tylko i wyłącznie niezdecydowanie i można powiedzieć, że ból. - Haalo, ziemia do Izabelle Alehandry Mendozy. - machał jej przed twarzą małą rączką.
- Tak... - powiedziała po cichu.
- Że coo...? - spytał specjalnie mimo tego, że usłyszał odpowiedź.
- Kocham twojego tatę. - uśmiechnęła się blado.
- No to mu wybacz i po sprawie!
- Oj mały, gdyby to było takie łatwe.
- On mówił dokładnie tak samo.... - zaczął się nad czymś zastanawiać. - Daj mi chwilkę! - wyciągnął z kieszeni jakaś kartkę i pędem pobiegł po schodach do pokoju Isabelle. Złapał za byle jaki długopis leżący na biurku bohaterki i zaczął kreślić jakieś kółka, później postawił znak "x', a następnie podkreślił jakieś zdanie, które poprzedzone było cyferką "2". Jak się domyślacie (albo może i nie) był to jego plan, który był w trakcie realizowania, jednak nie będę wam więcej o tym mówiła. Zadowolony schował skrawek papieru tam skąd go wziął i pobiegł z powrotem na dół.
- Iska, Iska! - biegnąc po schodach zakopnął się o coś i jak drzewo przy silnej wichurze runął na ziemię. Przestraszona kobieta podbiegła do jej podopiecznego i z przerażeniem w oczach zaczęła go powoli podnosić.
- O mój Boże, Davi nic ci nie jest? - spytała prawie, że ze łzami w oczach.
- Nie, nic... Ałć... - syknął kiedy kobieta chwyciła go za kostkę lewej nogi, na pierwszy rzut oka tak na prawdę nie było widać, że jest z nią coś nie tak, ale widziała, że z każdym dotykiem kostki mały cierpi coraz bardziej.
- Nie ma rady, jedziemy do szpitala, trzeba zrobić prześwietlenie. - uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco.
- Bez taty nigdzie nie jadę! - mina Isabelle mówiła wszystko, jak ona miała teraz od tak sobie z Paryża sprowadzić jego tatę? Nie dość, że było tak późno to jeszcze za paręnaście godzin miał mieć mecz, w sumie nic nie ważny, towarzyski, ale jednak mecz!
- Ale Lucca, nie mogę tak na zawołanie sprowadzić tu twojego taty.
- No to nie jadę do żadnego szpitala. - no co ona miała teraz zrobić? Nic innego jak zadzwonić do Neymara i tak musiałaby go poinformować o tym niefortunnym wypadku jego syna. Mały z uśmiechnięta miną siedział na schodki i czekał, aż kobieta wykręci numer jego ojca.
*
Dziewczyna po odłożeniu telefonu zaraz przed swoimi oczami ujrzała małego uśmiechniętego chłopca.
- Już cię noga nie boli? - zapytała badawczo.
- Boli, ałaaaa! - krzyknął łapiąc się za kostkę i upadając. Isabelle popatrzyła na niego z góry podejrzliwie, jednak odłożyła na bok wątpliwości i podeszła aby pomoc wstać dziecku. - I co? Przyjedzie? - spytał kiedy usiadł wreszcie na kanapie. Ze założonymi rękami czekał na odpowiedź.
- Zadzwoniłam po twojego tatę i powiedział, że masz teraz jechać ze mną do szpitala, a on jutro przyjedzie żeby zobaczyć czy wszystko w porządku. - powiedziała nie patrząc na chłopczyka, ten od razu domyślił się, że Isabelle kłamie.
- Aaaale zmyślaa. - przewrócił oczami. - Zobaczysz, taaaki nos ci kiedyś urośnie. - pokazał rękami o jaką długość mu chodzi i powiem wam, że była dość spora.
- Ha-ha-ha - odrzekła siadając na miejscu obok Daviego. - Przyjedzie. - uśmiechnęła się blado w stronę syna jej byłego. - Powiedział, że to i tak nic nie ważny mecz i, że za jakieś cztery godziny tu będzie. - uśmiechnęła się lekko. - A nie powiedziałam ci prawdy, bo boję się o twoją nogę. - wskazała palcem na jego stopę, która podejrzanie nawet nie była opuchnięta, a może tylko się jej tak wydawało?
*
No hejkaa,
rozdział miał być w piątek
(bo ostatnio jakoś zaczęłam tak dodawać)
ale tak mnie korciło żeby go dodać teraz,
więc dałam.
Mam nadzieję, że się podoba
i czekam na opinie.
Jak myślicie?
Czy plan Daviego zadziała i połączy tę dwójkę?
A może Isabelle dalej będzie nieugięta?
Następny rozdział pokaże ;)
*
No hejkaa,
rozdział miał być w piątek
(bo ostatnio jakoś zaczęłam tak dodawać)
ale tak mnie korciło żeby go dodać teraz,
więc dałam.
Mam nadzieję, że się podoba
i czekam na opinie.
Jak myślicie?
Czy plan Daviego zadziała i połączy tę dwójkę?
A może Isabelle dalej będzie nieugięta?
Następny rozdział pokaże ;)


