środa, 28 października 2015

Rozdział 12.

      - No dobra, no to chyba czas wyjaśnić po co was tu wszystkich zaprosiliśmy. - wstał Lionel, gdy już wszyscy skończyli raczyć się pysznościami i złapał za rękę swoją ukochaną, aby mogła stanąć obok niego.
      - Chcieliśmy Wam powiedzieć, że spodziewamy się dziecka! - krzyknęła uradowana Antonella.
      - Naprawdę? - zapytała z podekscytowaniem Anastasia, czyli ta, która wprost ubóstwa dzieci.
      - Tak! To już trzeci miesiąc!
      - No to gratulujemy kochani! - wykrzyknął Gerard.
      - Będę miał braciszka, będę miał braciszka...! - krzyczał cały czas zadowolony Thiago.
      - Albo siostrzyczke. - powiedziała Isabelle szeroko się uśmiechając i roztrzepujac malcowi włosy. I tak oto rozpoczęło się dwudziesto minutowe pochodzenie do pary i gratulowanie im drugiego potomka.
      - Mam coś jeszcze do powiedzenia. - stanął obok ukochanej Lio, ale nie trwało to długo, bo po niecałych paru sekundach klęczał przed Argentynką. - Jesteś ze mną od najmłodszych lat, pamiętam kiedy jako dzieci bawiliśmy się razem, już wtedy wiedziałem, że nie jesteś dla mnie zwykłą przyjaciółką, a teraz z każdą następną chwilą coraz bardziej rozumiem, że chcę być z Tobą już na zawsze. Jestem pewien, że to co do Ciebie czuję nie jest chwilowe, dowodem tego jest nasz cudowny synek Thiago i mój drugi jeszcze nienarodzony zastępca w reprezentacji i Barcelonie, bo oczywiste jest to, że będzie to chłopiec. - w tym momencie pogłaskał ją po brzuchu i lekko sie uśmiechnął. - To uczucie jest twarde jak niejednen diament i dlatego chciałbym, żeby ten był tego największym symbolem. - i po tych słowach wyciągnął diamentowy pierścionek zaręczynowy - Antonello Roccuzzo, czy uczynisz mnie najszczesliwszym piłkarzem na świecie i wyjdziesz za mnie?
Kobieta stała w osłupieniu i po chwili przetarła spływające po jej policzkach łzy, nie żałowała tego, że pojechała za nim do Barcelony, być może straciłaby szansę na ogromne szczęście u boku wspaniałego, romantycznego i jedynego w swoim rodzaju Argentyńczyka.
     - I ty się jeszcze pytasz? - pisnęła. - Tak, tak i jeszcze raz taak! - rzuciła się w jego ramiona, aby potem po krzykach gości: "gorzko, gorzko!", złączyć swoje usta w długim pocałunku. O dziwo po raz kolejny żadne z dzieci nie zakryło oczu.
      - Słuchajcie... - odezwała się Shaki. - Skoro zrobił się z dzisiejszego wieczoru dzień wyznań,  to ja też mam Wam coś do powiedzenia. - momentalnie każdy odwrócił wzrok w stronę Kolumbijki. - Ja-ja również spodziewam się dziecka! - krzyknęła szeroko się uśmiechając.
      - Co... Będę miał drugie dziecko! - krzyknął Gerard i nagle runął na ziemię, najwidoczniej Mebarak jeszcze nie zdążyła mu powiedzieć o ich drugim potomku. Każdy podszedł do biednego Pique, który po paru minutach się ocknął, długo zajęło mu zrozumienie, że jego żona spodziewa się dziecka. Biedna Isabel... Nie dość, że już ma w domu dwójkę dzieciaków,  to teraz kolejny, miejmy nadzieję, że ten z charakteru będzie podobny do matki.

                                     *

Było już naprawdę późno, jednak nikomu nie chciało się wracać do domu, wszyscy z niebywale dobrymi humorami siedzieli w salonie i rozmawiali ze sobą.
       - No dobra, a kiedy w końcu to ja będę ciocią? - Antonella spojrzała w stronę Neymara i Isabelle.
       - Ty to do mnie mówisz? - zdziwiła się.
       - No, a na kogo patrzę? - przewróciła śmiesznie oczami narzeczona Messiego.
       - Dopiero dwa dni jesteśmy razem, a ty juz rządasz dzieci. - zaśmiała się.
       - W sumie to Davi pewnie nie pogardziłby rodzeństwem. - wtrącił się Neymar.
       - Ty chyba za dużo wypiłeś. - wystawiła mu język Isabelle.
       - Może. - podrapał się po głowie.
       - Davi! Chcesz dzisiaj spać u mnie? - krzyknęła. Mały podbiegł do niej i energicznie pokiwał głową na znak, że chcę.
       - To bierz tatę i idziemy, bo zaczyna mi tu majaczyć. - po tych słowach zaczęła się głośno śmiać. Pierworodny Neya zrobił to co mu powiedziała i chwilę później stali już w drzwiach. Pożegnali się i spacerem ruszyli w stronę domu Mendoz, oczywiste było, że żadne z nich nie będzie mogło prowadzić.



*
Krótki i beznadziejny,
ale z 38 stopniową gorączką na nic lepszego mnie nie stać,  w sumie i bez niej powstałoby pewnie to samo.
Oczywiście każdy kto przeczytał niech skomentuje i oczekuję
 kolejnego rozdziału ;)
<KLIK>
Zapraszam na prolog jeśli ktoś jeszcze nie widział :)
                       
      

niedziela, 25 października 2015

Nowe opowiadanie, nowa historia, nowa przygoda!

Hej!

Zapraszam was bardzo serdecznie,
 tym razem już na prolog mojego nowego opowiadania! Link oczywiście podam na dole.
Mam nadzieję, że dobrze się przyjmie
i będziecie go czytać ;3

<KLIK>



piątek, 23 października 2015

Rozdział 11.

Neymar stał przed lustrem i poprawiał jeszcze swoją fryzurę. O dziwo zajęło mu to naprawdę mało czasu, patrząc na to ile poświęca go na to codziennie. Miał zamiar zrobić niespodziankę swojej ukochanej i zajechać po nią, by razem mogli udać się już prosto pod dom cracka i jego partnerki.  Założył czarne buty, poprawił jeszcze garnitur, złapał za kluczyki do swojego Lamborghini i wyszedł przez przejście w swoim domu do garażu, wsiadł i ruszył w stronę domu jego ukochanej, ta nie wiedziała o tym, że ma zamiar ją odwiedzić.
Kiedy był już na miejscu podszedł do drzwi, zadzwonił i z szerokim uśmiechem czekał, aż ktoś mu otworzy, po niecałych dwóch minutach usłyszał otwierający się zamek, a chwilę później ujrzał Alehandre Mendoze stojącą przed nim jeszcze z mokrymi włosami i w dresach.
     - Co ty tu robisz, nie umawialiśmy się chyba, że przyjedziesz, prawda? - uniosła do góry prawą brew wymawiając ostatnie słowo.
     - Taka niespodzianka, wieesz.. - podrapał się po głowie. - Wpuścisz mnie? - spytał z uwagi na to, że dalej stali w progu. Dziewczyna ruchem ręki wskazała aby jej chłopak wszedł i nakazała mu usiąść na fotelu w salonie.
     - Czemu nie jesteś jeszcze gotowa, przecież za dwadzieścia minut mamy być u nich. - rzekł ze zdziwieniem Brazylijczyk.
     - Jak to? A która jest?
     - Noo 18:40. - odpowiedział uruchamiając telefon i patrząc na zegarek.
     - A my mamy być u nich za godzinę i dwadzieścia minut, durniu. - zaśmiała się i pocałowała mężczyznę w policzek po czym kazała mu sobie coś puścić w telewizji, a sama poszła wysuszyć włosy i ogólnie się przygotować.
 Tego wieczora kobieta postawiła na czerwień, ubrała się w piękną u góry koronkową czerwoną sukienkę z kołnierzykiem, buty na obcasach (co było naprawdę czymś wyjątkowym u Isabelle), które były czarne, na oczach zawitał jedynie tusz i rozjaśniacz, a usta, które miały odgrywać tu najważniejszą rolę podkreśliła czerwoną szminką, włosy lekko podkręciła i po niecałej godzinie gotowa zeszła do swojego partnera.
    - Oj warto było tyle czekać. - uśmiechnął się kokieteryjnie i wstał, złapał ją za biodra i zwinnym ruchem pociągnął do siebie, by zaraz po tym namiętnie wpić się w jej idealnie czerwone usta, ryzykował zabarwieniem swoich, ale jakoś go w tym momencie to interesowało, ważna była Isabelle, ta Isabelle, o której jeszcze niedawno śnił, a teraz miał ją dla siebie i nikogo więcej, była jego oczkiem w głowie, jego miłością, jego całym światem. Sam ciągle zastanawiał się jak on mógł wytrzymać tyle czasu bez jej pięknego głosu, oczu, zapachu, wszystkiego...
Gdy już zabrakło im tchu oderwali się od siebie, a Is widząca całe czerwone usta Neymara zachichotała cicho po czym sięgnęła po mokre chusteczki i dokładnie wytarła mu twarz.
      - Jedziemy?
      - No właaśnie, miałam raczej inny pomysł. - uśmiechnęła się szeroko. Neymar nic nie powiedział tylko podniósł pytająco brew nie bardzo rozumiejąc o co może jej chodzić.
     - Bo wieesz.. w sumie to jeszcze nikt nie wie, że się spotykamy, to dobry pomysł aby ich jakoś wkręcić.
     - Kontynuuj. - zaśmiał się uroczo Brazylijczyk, po czym zaczął słuchać jak będzie po kolei przebiegał ich plan.

*

      - Kogo brakuje? - zapytała Antonelle Mebarak stojąca w kuchni i pomagająca jej zaparzyć herbatę dla Daviego, Thiago i Milana.
     - Yy.. - wychyliła głowę w stronę salonu, aby lepiej widzieć siedzących gości. - Dokładnie Isabelle i Neymara. - zdziwiła się lekko.
     - Jeszcze zaraz przyjdą tu przytuleni do siebie i oznajmią nam, ze są razem. - zaśmiała się głośno partnerka Pique, a jej przyjaciółka zaczęła jej wtórować, przecież dla tych kobiet ostatnią realną rzeczą jaką mogłaby się zdarzyć to Isabelle wybaczająca "Barcelonskiej 11". Te chwile śmiechu przerwał im dzwonek do drzwi, gospodyni domu poprosiła przyjaciółkę o zajęcie miejsca przy stole, a sama poszła otworzyć. Jej oczom ukazał się promienny uśmiech Jej przyjaciółki z Argentyny.
    - No wreszcie jesteś. - przytuliła ją. - Widziałaś może Neymara jak tu szedł? Jeszcze go niema.
    - Nie. - powiedziała z jeszcze szerszym uśmiechem i za prośbą Anto zasiadła do reszty przyjaciół. Zachowanie Isabelle wydawało się jej niemało dziwne, ale nie miała czasu na dłuższe namysły, ponieważ kobieta jeszcze nie zdążyła odejść od drzwi, a ponownie rozległ się dźwięk dzwonka, teraz był to już ostatni wyczekiwany i spóźnialski Junior. Przywitał się i pewnie poszedł w stronę stołu, widząc, że obok jego partnerki siedzi Marc, Anastasia i Claudio, a jedyne wolne miejsce jest na końcu poprosił ostatnio wymienionego o zamianę miejscami, ten lekko zdziwiony całą sytuacją oczywiście się przesiadł, a zadowolony Brazylijczyk usiadł obok ukochanej i czule pocałował ją w usta. Każdy gość jak i gospodarze siedzieli z otwartymi ustami nie wiedząc co się dzieje, oczywiście oprócz Bartry, siostry Alehandry i małego Daviego, który pierwszy raz w życiu nie zasłaniał oczu, gdy widział jak się całowali, ale robił to po prostu dlatego żeby mieć ubaw ze wszystkich zebranych.
     - No co się patrzycie? Już własny chłopak nie może mnie pocałować? - po tych słowach sami zainteresowani zaczęli się głośno śmiać.
     - Czekaj, możesz powtórzyć? Chłopak? - nie dowierzał Dani. 
     - No chłopak, coś nie tak? - próbowała nie wybuchnąć śmiechem.
     - Od kiedy? - tym razem do ich konwersacji dołączył się Pique.
     - Wczoraj! To dzięki mnie! - wyrwał się z miejsca pierworodny Neya. - To jest właśnie ta chwila, kiedy macie mi gratulować i ogólnie mówić jaki to jestem genialny. - wyszczerzył się, a cała reszta zaczęła się śmiać. Kiedy już każdy ochłonął gospodyni domu przyniosła długo wyczekiwany przez jej syna i Leo posiłek.
      - No dobra, no to chyba czas wyjaśnić po co was tu wszystkich zaprosiliśmy. - wstał Lionel, gdy już wszyscy skończyli raczyć się pysznościami i złapał za rękę swoją ukochaną, aby mogła stanąć obok niego.
      - Chcieliśmy Wam powiedzieć, że...



*
I Buuja!
Tak, jestem okropna :D
Po prostu lubię robić innym na złość
 i dlatego nie wyjawiłam Wam powodu kolacji :D
Oczywiście uwagi, wrażenia itp
obowiązkowo zostawcie w komentarzach.
Ooo właśnie,
chciałabym Wam meega mocno
podziękować za tą aktywność pod każdym rozdziałem,
jesteście naprawdę wielcy <3
Teraz już nie pozostaje mi nic innego
jak tylko napisać:
"Do następnego" ;)

sobota, 17 października 2015

Rozdział 10.

      - Cześć Isa. - powiedział lekko zdenerwowany Leo do słuchawki.
      - O, hej! - krzyknęła uradowana.
      - A ty co taka wesoła? - zdziwiła się Barcelońska dziesiątka.
      - To raczej nie jest rozmowa na telefon. - odpowiedziała z szerokim uśmiechem i spojrzała kątem oka w stronę oglądającego telewizję Brazylijczyka - No dobra mów co chciałeś, bo raczej tak po prostu do mnie nie zadzwoniłeś. Coś się stało? Coś z Ant? A może coś z Thiago? - buzia się jej nie zamykała, pewnie mówiłaby dalej gdyby nie przerwał jej Lio.
      - Zaczynam się o ciebie martwić. - po tych słowach lekko się zasmiał. - Ostatnio taka szczęśliwa byłaś jak tu przyjechałaś.
      - Dobra nie rozmawiajmy o mnie, to w końcu ty dzwonisz z jakąś sprawą.
      - No tak, co robicie jutro z Anastasią?
      - Chyba nic, ale Ana mówiła, ze wieczorem razem z Marciem wyjeżdżają do jego rodziny.
      - Uuu no to grubo. - zaśmiał się piłkarz. - To trochę pokrzyżowali mi, a raczej nam plany...
      - Jak to?
      - No bo razem z Antonellą chcieliśmy was zaprosić na kolację. - Isabelle trochę się zdziwiła, rocznicy żadnej nie mieli, urodzin też nikt nie miał... Zamyśliła się, kompletnie zapominając o tym, że jeszcze z nim rozmawia - Haaaloo...! - krzyczał do słuchawki.
      - Yyy, a tak, coś załatwię, raczej nic się nie stanie jak pojadą na drugi dzień - uśmiechnęła się do samej siebie.
      - Jesteś kochana, nawet nie wiesz jakie to dla nas ważne.
      - A tak w ogóle to co to za okazja?
      - Zobaczysz. - powiedział szybko.
      - No e.. - mogła kontynuować, ale zorientowała się, ze Leo najzwyczajniej w świecie się rozłączył, pozostawiając ją w długim zamyśleniu. Odłożyła telefon na blat i poszła na górę. Zapukała do drzwi pokoju swojej siostry i weszła. Widok był przezabawny, dokładnie tak samo jak śmiech Isabelle, jej oczom ukazała się Anastasia siedząca na torbie i na próżno próbująca ją zamknąć. Bezcenne.
     - Będziesz tak stać i się głupio śmiać, czy jednak podejdziesz tu i mi pomożesz? - zapytała patrząc na nią spod byka zdejmując przy tym z twarzy przeszkadzający jej kosmyk włosów.
     - No dobra już idę, bo jeszcze mnie zabijesz tym wzrokiem. - zaczęła się głośno śmiać, a następnie podeszła w celu pomocy, usiadła na walizce i zaczęła po niej skakać, a Anastasia próbowała zamknąć suwak.
     - No skacz! - krzyknęła rozbawiona  młodsza z sióstr.
     - A co robię, latam? - oburzyła się starsza po czym wstała cała zdyszana. - Dobra, mam inny pomysł. - oddaliła się trochę od torby i jej siostry. - Ok, jak powiem "już" masz złapać za suwak i zapiąć walizkę. Dobra?
     - Dobra. - wyszczerzyła się Anastasia, próbując nie wybuchnąć śmichem, co zapewne obraziło by jej młodszą siostrę. Alehandra Mendoza wzięła rozbieg i rzuciła się w jej stronę.
     - Juuuż!! - po czym skoczyła na to z czym męczyły się od 20 minut. No, ten pomysł również nie zadziałał. Nic się nie stało, chyba, ze zaliczymy stłuczone biodro Argentynki. Kiedy tak leżały zrezygnowane, to znaczy Isa leżała, a Ana siedziała opierając się o nią, usłyszały cichy śmiech, gdy się obróciły w stronę drzwi zobaczyły posikanego ze śmiechu Neymara.
     - Czemu jej pomagasz skoro jutro idziemy na kolację do Messich? - mówił próbując po każdym słowie brać oddech z powodu śmiechu.
     - A ty skąd wiesz? - ten nic nie odpowiedział tylko pokazał jej swój telefon, nie będąc Sherlockiem Holmesem można było zorientować się, ze "Pchła" do niego napisała informując go o wszystkim. Dziewczyny poprosiły go o pomoc w dopięciu torby, a potem Isa opowiedziała jej o rozmowie z Leo i poprosiła o przełożenie wyjazdu, dziewczyna cała szczęśliwa zadzwoniła do ukochanego z prośbą o przeniesienie odwiedzin jego rodziny na następny dzień, zastanawiacie się dlaczego była taka szczęśliwa? To proste i logiczne, miała więcej czasu, aby przygotować się na ten dzień i dobrze wypaść przed jego rodzicami. Ona zaczęła nawet planować to co chce im powiedzieć! Biedna. Ostatni raz bała się tak... zresztą to ja nawet nie wiem kiedy.

*Następny dzień, wieczór, dom Antonelli i Messiego*

      - Lionelu Andresie Messi Cuccittini! - wykrzyczała z salonu Antonella.
      - Cooo.. - powiedział z pełną buzią mężczyzna siedzący w kuchni i korzystający z tymczasowej nieobecności kobiety w tym pomieszczeniu.
      - Ty już wiesz co, odłóż natychmiast te Empanadas!
      - Alee...
      - Żadne ale. - zrobił to o co go poprosiła wiedział, że nie może kłócić się ze swoją ukochaną, ponieważ nigdy nie wygra, musiał niestety po prostu czekać, aż przyjdą goście i dopiero wtedy będą mogli zasiąść do stołu i raczyć się pysznościami prosto z Argentyny. Ant dała Leo naczynia i kazała mu nakryć do stołu, a sama poszła do kuchni i dokańczała dania, oraz dorobiła parę Empanadas, ze względu na to, że jej miłość prawie połowę z nich zjadła.
      - Pamiętaj, Neymar jak najdalej od Isabelle. Najlepiej będzie jak on usiądzie na końcu stołu, a ona obok Marca i Anastasii tutaj. - wskazała palcem na miejsce, o które jej chodziło i podała pilkarzowi karteczki z imionami gości. Byli to: Isabelle, Anastasia, Marc, Neymar, Shaki, Gerard, Dani, Jo, Claudio, Andres, Xavi... No po prostu (prawie) wszyscy piłkarze wielkiej Dumy Katalonii i ich partnerki.
      - Idealnie. - odrzekła kobieta z wielkim uśmiechem dumy na twarzy. - Teraz jeszcze goście i będzie wszystko gotowe. - przytuliła się do Argentynczyka i złożyła na jego ustach długi, pełen miłości i pożądania pocałunek.




*
Po dwóch tygodniach
 mej nieobecności
przychodzę z rozdziałem.
Tyle dni pisania
 i wreszcie mi się udało.
Nienawidzę tego kiedy mam tyle pomysłów, 
ale nie umiem nic napisać!
Co do rozdziału, to jak myślicie?
Po co Antonella i Leo zaprosili wszystkich na kolację?
Piszcie w komentarzach ;) Oczywiście 
każdy kto przeczyta niech pozostawi po
sobie motywujacy komentarz ;)
Nadal są mi takie potrzebne ;(
Oo i mam jeszcze pytanie,
czy chcecie żebym na nowego bloga dała prolog
 i dopiero za jakiś nieokreślony
 czas zacząć dawać rozdziały
czy poczekać?
 Bo prolog już mam.
Ja idę zaraz oglądać naszych chłopaków,
 więc miłego wieczoru ;)


poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 9.

      - Przyjechał! Przyjechał! - krzyczał Davi kiedy po czterogodzinnym czekaniu pod bramę domu Mendoz nadjechał samochód.
      - Widzę, nie musisz krzyczeć. - zaśmiała się Isabelle. Kazała chłopczykowi zaczekać na fotelu i oglądać bajki, a sama poszła do drzwi aby otworzyć jego tacie. Wypuściła głośno powietrze z ust i chwyciła za klamkę po usłyszeniu dzwonka. Zawahała się, jednak słysząc cichy szept otuchy ze strony Luccy z salonu zrozumiała, że robi to jedynie po to aby pomóc Daviemu, bo tylko dzięki temu chłopczyk będzie chciał pojechać z nią do szpitala. Pociągnęła i przed jej twarzą pojawiła się twarz jej miłości. Stali tak wpatrzeni się w siebie nic nie mówiąc.
      - Yhmm, wejdź. - przerwała tą ciszę po czym przeczesała ręką włosy kiedy Neymar wyminął ją aby zrobić to co mu powiedziała.
      - Taaaatuś! - krzyknął Davi podbiegając do swojego taty, Isabelle patrzyła z otwartą buzią na chłopczyka. Kiedy ten spojrzał na swoją nogę od razu skarcił się w myślach i upadł z hukiem na podłogę poprzedzając to donośnym krzykiem. Oni podeszli do niego z założonymi rękami i patrzyli podejrzliwie w jego stronę.
      - Ałaa, no pomóżcie. - popatrzył na nich bolącym wzrokiem. Ci podeszli, a Lucca podłożył nogę Isabelli tak, aby ta spadła na jego tatę. I tak oto teraz oni leżeli, a pierworodny Neymara stał nad nimi z tym wielkim uśmiechem.
      - Nic się nie stało - wyszeptała mu cicho do ucha widząc zakłopotanie na twarzy Da Silvy.
      - Oj no całujcie się już! - razem w tym samym momencie popatrzyli się do góry, a widząc spontaniczne gesty chłopaka zaśmiali się i mieli już złączyć swoje usta... - Ej czekajcie!
      - No co?! - udawał oburzonego Brazylijczyk.
      - Zróbcie to, aaale muszę się odwrócić, więc jak skończycie to mi powiedzcie. - Isabelle zwijała się ze śmiechu na piłkarzu, ten ją uspokoił łapiąc za podbródek i czule całując, wreszcie przypomnieli sobie jakie to było wspaniałe uczucie, nareszcie mogli poczuć się jak kiedyś, poczuć się kochanym.. - Juuuuż?! - krzyczał odwrócony do nich z rękami na twarzy, para (bo chyba mogę tak już o nich mówić, a raczej wreszcie) już dawno skończyła, czekali tylko na to żeby się odwrócił, a oni mogli kontynuować na jego oczach. - No e...  - w tym momencie odwrócił wzrok na nich. - Fuuu!! To było specjalnie! - rzucił się na nich łaskocząc  raz jego tatę, a raz Isabelle.

*

Wszyscy razem (czyli Isabelle, Neymar i Davi) siedzieli na kanapie w salonie i oglądali telewizję, a dokładniej bajki, bo oczywiste było, ze tym kto wygra pilota będzie pierworodny Da Silvy. No bo kto inny?
      - Ej. - wstał mały chłopczyk i stanął dokładnie na przeciwko wtulonej do siebie pary. - Przyznajcie, genialnie to zaplanowałem. - wyszczerzył się widząc ich uśmiechnięte miny.
      - Tak, tak Davi, genialnie. -  przyznała rację dziecku Argentynka.
      - A ty tato nic nie powiesz? Za to wszystko powinieniem dostać trzy gałki lodów!
      - A to niby czemu? - zapytał ze zdziwieniem Brazylijczyk.
      - A to temu, ze gdyby nie ja to wy byście się nigdy nie pogodzili, powinieneś się ode mnie uczyć! - słysząc to Isabelle nie mogąc się powstrzymać wybuchła śmiechem, była strasznie szczęśliwa, wreszcie miała u boku swojego ukochanego, przecież powinno dawać się drugą szansę i taką właśnie otrzymał Brazylijczyk, miejmy nadzieję, że szybko jej nie zaprzepaści i tym sposobem nie straci jej po raz kolejny i kto wie czy nie ostatni? Syn Ney'a ponownie usiadł obok nich i dalej zaczęli gapić się w ekran telewizora. I w tym oto momencie jak burza wpadła do domu Anastasia. Widząc przutuloną do Brazylijczyka siostrę ze zdumienia przetarła oczy rękami, aby upewnić się czy czasem jedna lampka wina nie przyprawiła ją o zwidy.
      - Że co? Że wy? Ale, że tak razem? Tutaj? Jak to?! - stała przed nimi z otwartą buzią, a sprawcy takiego zdziwienia Marii śmiali się nie mogąc złapać tchu. - No odpowie mi ktoś wreszcie? - stała z założonymi rękami dalej nie wierząc i co kilka sekund przecierając oczy, co jeszcze bardziej rozśmieszyło parę.
      - Dobra, to może ja wytłumaczę. - z szerokim bananem na ustach zabrał głos mały chłopak wychodząc przed wszystkich. - Więc, dawno, dawno temu... - i tak oto wszyscy musieli słuchać długiej i wyczerpującej opowieści Luccy zaczynającej się od momentu kiedy wpadł na ten, jak to sam cały czas powtarzał, genialny pomysł, a kończącej się w momencie kiedy nieoczekiwanie do domu przyszła Anastasia. Dziękujcie mi, że oszczędziłam wam tej męczarni, bo uwierzcie, że trochę mu to zajęło.
      - A tak w ogóle to co się stało, że tak nagle wróciłaś? - spytała Isabelle swoją siostrę, kiedy zmęczony opowieścią Davi poszedł spać, a co do opowieści to musicie wiedzieć, zawierała nawet dialogi! No.. może nie były aż tak dokładnie opisane słowo w słowo, ale jednak były!
     - Aaa... - machnęła ręką dziewczyna - nawet mi nie przypominaj.
     - Pokłóciliście się z Marciem? - spytał z zaciekawioną miną piłkarz wywołując śmiech ze strony jego dziewczyny. - No co? Tylko pytam. - skulił głowę na dół i udawał, a może i nie no bo kto go tam wie, obrażonego. 
      - Oj kotek, przecież nic nie mówię. - pocałowała go w policzek, na co od razu piłkarzynie poprawił się humor.
      - Będę musiała się do tego przyzwyczaić. - zaśmiała się Anastasia.
      - Dobra, wracając. Serio się pokłóciliście? - zapytała Isabelle.
      - Niee. - zaprzeczyła.
      - Tyy. - zwrócił się do swojej dziewczyny - A może ona jest w ciąży! Alboo... - pstryknął palcem. - Albo on sie jej oświadczył! 
      - Ty to masz wyobraźnię. - stwierdziła Anastasia i uderzyła się w twarz robiąc tak zwanego "Face Palma".
      - No to mów, bo zaraz skończy się na tym, ze wyprowadzi was na Antarktyde i zrobi wam trojaczki. - zaśmiała się. - Albo lepiej! - klasnęła w ręce. - Pięcioraczki!
      - No bo on chce żebym ja jechała razem z nim do jego rodziny! - pisnęła przestraszona.
      - Na prawdę? - siedział ze skrzywioną miną Brazylijczyk - To wszystko? To cię tak martwi? To przez to wparowałaś do domu co najmniej jakby Marc powiedział ci, że... Że wyprowadza się do Iranu! - złapał się za głowę mężczyzna.
      - Widzisz? Mówiłam, że zaraz was gdzieś przeprowadzi. - pokiwała ze zrezygnowaniem głową kobieta. - Ale noo trochę się z nim zgadzam. To dlatego aż tak się boisz?
     - Już nie pamiętasz waszej sytuacji? To znaczyy... Jestem pewna, że Marc mnie kocha, ale co jeśli jego rodzice są podobni do Twoich? - tu skierowała wzrok na Juniora. Ten tylko bezradnie poruszył ramionami. 
     - Chyba lepiej jest być dobrej myśli, prawda? - poklepała po plecach swoją siostrę.
     - No prawda. - uśmiechnęła się Anastasia i przutulila się do swojej siostry. - To idę się pakować, bo jutro wieczorem wyjeżdżamy. - powiedziała po czym poszła na górę zostawiając parę samą.
      - Too... - zaśmiał się Neymar, miał już pocałować swoją dziewczynę, ale do tej zadzwonił telefon.
      - Wybacz. - pocałowała go w policzek, a potem spoglądnęła na ekran telefonu. - Leo, ciekawe co chce. - przeciagnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha. - Halo...






*
Powracam z nowym rozdziałem!
Nareszcie!
Miesiąc pisałam ten rozdział, 
po prostu masakra!
Tak się zajęłam nowym opo, 
że potem już kompletnie straciłam wenę do pisania tego.
Ale jestem i mam nadzieję, ze nie zawiodłam ;3 
Czytasz? To skomentuj! 
Przyda mi się trochę motywacji, 
szczególnie teraz,
 bo z weną słabiutko jakoś ostatnio.