Jechali już od godziny, zostało jeszcze niecałe sześćdziesiąt minut drogi. Rozmawiali, śmiali się, śpiewali, ale nie zabrakło również tematu o rodzicach Marca.
- No mówię Ci, moja mama nie jest taka straszna, a tata jest naprawdę miły, rozumiem, że rodzice Neymara nie przyjęli do swojej rodziny Isabelle, ale uwierz mi, że moi są zupełnie inni. Możesz mi wierzyć albo i nie, ale mama kiedy dowiedziała się, że mam dziewczynę zaczęła tak krzyczeć ze szczęścia, że wyciszyłem głośnik w telefonie, serio. - No nie powiem, te słowa uspokoiły trochę dziewczynę, co i tak nie zmienia faktu, że gdzieś tam w środku jeszcze trochę czuła niepewność, ale to przecież tylko trochę. - A kiedy wysłałem jej twoje zdjęcie to mówiła, że jesteś śliczna i... Lepiej nie będę dokończać. - Zaśmiał się wypowiadając ostatnie słowo i patrząc się na ukochaną.
- No mówię Ci, moja mama nie jest taka straszna, a tata jest naprawdę miły, rozumiem, że rodzice Neymara nie przyjęli do swojej rodziny Isabelle, ale uwierz mi, że moi są zupełnie inni. Możesz mi wierzyć albo i nie, ale mama kiedy dowiedziała się, że mam dziewczynę zaczęła tak krzyczeć ze szczęścia, że wyciszyłem głośnik w telefonie, serio. - No nie powiem, te słowa uspokoiły trochę dziewczynę, co i tak nie zmienia faktu, że gdzieś tam w środku jeszcze trochę czuła niepewność, ale to przecież tylko trochę. - A kiedy wysłałem jej twoje zdjęcie to mówiła, że jesteś śliczna i... Lepiej nie będę dokończać. - Zaśmiał się wypowiadając ostatnie słowo i patrząc się na ukochaną.
- Powiedz. - spierała się.
- Jak będziemy na miejscu. - wyszczerzył się w jej stronę.
- No dobra. A tak w ogóle to będziemy tam tylko dwa dni, tak?
- Yy... No wiesz, nie zupełnie. - uśmiechnął się zakłopotany.
- Jak to nie zupełnie?
- Bo mama mnie prosiła żebyśmy zostali na dłużej, no i wiesz ja nie mogłem jej odm...
- Ile? - zapytała ze zrezygnowaniem, nie pozwalając mu dokończyć tym sposobem swojej wypowiedzi. - Trzy? - próbowała zgadywać sama.
- Nie...
- Cztery...? - z lekką niepewnością zerknęła na mężczyznę, ale widząc jego minę wiedziała co chce powiedzieć, dlatego stwierdziła, że zacznie pytać dalej. - Pięć, sześć, siedem, osiem? No ile, błagam nie znęcaj się nade mną! To jest karalne! - pisnęła, a po tych słowach Hiszpan zaczął się śmiać.
- Cztery. - uśmiechnął się i korzystając z tego, że jechali po prostej drodze, pocałował ją lekko w policzek.
- Jestem ciekawa ile z tobą jeszcze wytrzymam, kotku. - zaśmiała się i puściła głośno radio.
- Cztery. - uśmiechnął się i korzystając z tego, że jechali po prostej drodze, pocałował ją lekko w policzek.
- Jestem ciekawa ile z tobą jeszcze wytrzymam, kotku. - zaśmiała się i puściła głośno radio.
*
Przenieśmy się teraz do domu Neymara, który razem z synem układał puzzle. Isabelle została u siebie razem z Gerardem, Shakirą i Milanem, którzy uznali, że nie zostawią kobiety samej w domu i zostaną u niej na noc, aby dotrzymać jej towarzystwa, co w sumie bardzo ucieszyło Argentynkę. Wracając, mieliśmy teraz przecież obserwować to co dzieje się w domu Neya. Doszło w nim do bardzo ciekawego dialogu, ostatnio ciągle tam takie się odbywały i chyba wiadome czym było to spowodowane. Oczywiście obecnością Daviego.
- Kocham Iske, fajnie by było jakby została moją mamą. - uśmiechnął się do taty Davi, który ostatnimi czasy ciągle zaskakuje zarówno swojego tatę jak i innych swoimi pytaniami i przemyśleniami, które w sumie nie są normalne jak na chłopczyka w jego wieku.
- Ty już nic nie kombinuj, jasne?
- A czy ja kombinuje? Po prostu mówię to co myślę. - wyszczerzył się zupełnie tak samo jak robi jego ojciec
- Jesteś moim synem, znam cie jak nikt inny i widzę, że coś tu się święci. - popatrzył podejrzliwie na Daviego.
- Doooobra. - uniósł ręce do góry w geście kapitulacji, co bardzo rozśmieszyło Juniora. - Ale mógłbyś się jej wreszcie zapytać o mieszkanie razem. - odrzekł cicho kaszląc przy tym, aby jeszcze bardziej zagłuszyć to co powiedział, jednak nie udało mu się to.
- Wszystko słyszałem! - krzyknął Ney, który swoją drogą nie raz zachowywał się gorzej od jego pierworodnego, co wydaje się prawie, że niemożliwe, no ale jak to mówią: niemożliwe staje się możliwe. - W sumie to nawet dobrze mówisz, po co czekać...? - przyznał rację synowi.
- No właśnie. Mówiłem Ci kiedyś, że masz najlepszego syna na świecie?
- I to niejeden raz, a ja to będę niejednen raz potwierdzał. - uśmiechnął się szczerze do chłopczyka i wziął na ręce przytulając go.
- Kocham cie Tatusiu. - pocałował go w czoło. - I Iske też.
- Kocham cie Tatusiu. - pocałował go w czoło. - I Iske też.
*
Krótki, wystawiony
po prawie dwóch tygodniach i tak naprawdę o niczym,
może trochę się spodoba.
Zapraszam jeśli jeszcze ktoś nie czytał pierwszego rozdziału ;)
Davi jest tutaj normalnie kozak ;D co rozdział to zawsze coś ma do powiedzenia, a jest przecież mały ;D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny ;*
Davi - mój mistrz <3
OdpowiedzUsuńczekaj na kolejny młoda! :D
OdpowiedzUsuńWspaniały tekst ;)
OdpowiedzUsuńZacznę czytać od początku :)
Pozdrawiam