- Dziękuję Wam, że zostaliście. On oczywiście nie zaproponował żeby razem z Davim zostali albo żebym ja poszła do nich. - podkręciła głową Isabelle.
- Wiesz jaki on jest. - Poklepała ją po ramieniu Kolumbijka. - Przecież on jeszcze nie dorósł. Już Lucca jest bardziej przytomny umysłowo, no bo spójrz: to dzięki niemu Neymar otworzył się znowu przed wszystkimi, to dzięki niemu się pogodziliście i kto wie... Może dzięki niemu doczekacie się potomka, widać, że powoli do tego dąży, a jak
na razie wszystkie jego akcje kończyły się dla niego powodzeniem.
- Weź nawet tak nie mów. Ja nie wiem czy jestem gotowa. Przecież ja mam tylko 22 lata. Na razie to ja o pracy myślę, a nie dziecku... Właśnie! - pstryknęła palcami. - Nie widzieliście może jakiś ogłoszeń?
- Coś konkretnego? - Zapytał przez pewien czas milczący Pique.
- Chyba nie, mogę robić wszystko, no nie wiem opiekunka, sprzątaczka ktokolwiek.
- Na pewno stać cię na coś więcej niż tylko sprzątaczka. - Dopowiedziała Kolumbijka.
- No nie wiem... To widzieliście coś?
- Noo ostatnio coś widziałam. - odpowiedziała "pani Pique" znacząco patrząc na Gerarda. Isabelle patrzyła na nich nie wiedząc o co jej chodzi. - Wiesz.. szukamy opiekunki dla Milana, bo ja teraz nagrywam nową płytę, a Gerardowi już od następnego tygodnia rozpoczynają się treningi, no i nie będziemy mieli co zrobić z małym. - wytłumaczyła wszystko Isabel.
- Trzeba było mówić! Od razu bym wam pomogła! No, ale bezinteresownie. To trochę głupie, że właśni przyjaciele będą mi płacić...
- Oj weź przestań głupoty gadać! - wyskoczyła na nią Barcelońska "3". - Zaczynasz jutro. - dopowiedział i pocałował ją w policzek.
- Kocham Was.
- My ciebie też. - powiedzieli w tym samym momencie i przytulili się do dziewczyny.
Wreszcie wszystko zaczynało schodzić na dobrą drogę. Isabelle pogodziła się z Neymarem i tworzą wręcz przykładną parę, Davi będzie mógł zostać u Juniora na stałe i a nóż stworzą razem z Isą rodzinę i malec doprowadzi do tego, że para wreszcie zdecyduje się na potomka? Anastasia ma się dobrze z Marciem i zanosi się na to, że będą ze sobą długo, a kto wie, może to już miłość na zawsze? Jednak... może jest za kolorowo? Przecież w życiu nic nie trwa wiecznie, a już w szczególności szczęście... Może to już ten moment kiedy wszystko w ich życiu stopniowo zacznie się walić? A może jednak tu będzie inaczej i już na zawsze zapanuje spokój? Tego nie możemy być pewni...
- Wiesz jaki on jest. - Poklepała ją po ramieniu Kolumbijka. - Przecież on jeszcze nie dorósł. Już Lucca jest bardziej przytomny umysłowo, no bo spójrz: to dzięki niemu Neymar otworzył się znowu przed wszystkimi, to dzięki niemu się pogodziliście i kto wie... Może dzięki niemu doczekacie się potomka, widać, że powoli do tego dąży, a jak
na razie wszystkie jego akcje kończyły się dla niego powodzeniem.
- Weź nawet tak nie mów. Ja nie wiem czy jestem gotowa. Przecież ja mam tylko 22 lata. Na razie to ja o pracy myślę, a nie dziecku... Właśnie! - pstryknęła palcami. - Nie widzieliście może jakiś ogłoszeń?
- Coś konkretnego? - Zapytał przez pewien czas milczący Pique.
- Chyba nie, mogę robić wszystko, no nie wiem opiekunka, sprzątaczka ktokolwiek.
- Na pewno stać cię na coś więcej niż tylko sprzątaczka. - Dopowiedziała Kolumbijka.
- No nie wiem... To widzieliście coś?
- Noo ostatnio coś widziałam. - odpowiedziała "pani Pique" znacząco patrząc na Gerarda. Isabelle patrzyła na nich nie wiedząc o co jej chodzi. - Wiesz.. szukamy opiekunki dla Milana, bo ja teraz nagrywam nową płytę, a Gerardowi już od następnego tygodnia rozpoczynają się treningi, no i nie będziemy mieli co zrobić z małym. - wytłumaczyła wszystko Isabel.
- Trzeba było mówić! Od razu bym wam pomogła! No, ale bezinteresownie. To trochę głupie, że właśni przyjaciele będą mi płacić...
- Oj weź przestań głupoty gadać! - wyskoczyła na nią Barcelońska "3". - Zaczynasz jutro. - dopowiedział i pocałował ją w policzek.
- Kocham Was.
- My ciebie też. - powiedzieli w tym samym momencie i przytulili się do dziewczyny.
Wreszcie wszystko zaczynało schodzić na dobrą drogę. Isabelle pogodziła się z Neymarem i tworzą wręcz przykładną parę, Davi będzie mógł zostać u Juniora na stałe i a nóż stworzą razem z Isą rodzinę i malec doprowadzi do tego, że para wreszcie zdecyduje się na potomka? Anastasia ma się dobrze z Marciem i zanosi się na to, że będą ze sobą długo, a kto wie, może to już miłość na zawsze? Jednak... może jest za kolorowo? Przecież w życiu nic nie trwa wiecznie, a już w szczególności szczęście... Może to już ten moment kiedy wszystko w ich życiu stopniowo zacznie się walić? A może jednak tu będzie inaczej i już na zawsze zapanuje spokój? Tego nie możemy być pewni...
*
Nadszedł najbardziej wyczekiwany moment dla Bartry i, że pozwolę sobie to tak ująć: najstraszniejszy moment dla Anastasii. Ich auto właśnie zatrzymało się przed domem rodzinnym Państwa Bartra.
Kobieta spojrzała na mężczyznę z miną: "Błagam wracajmy". Jednak na nic się jej to zdało, ponieważ chłopak wyszedł z auta nic nie mówiąc, obszedł je dookoła i otworzył drzwi Marii Mendozie, w jego stronę skierowała jedynie ciche "dziękuję" i udała się za nim. Już w bramie widać było mamę jej wybranka, a mianowicie panią Montse Aregall, która zaczęła do nich machać.
- Marc! Słońce moje! Wreszcie przyjechaliście. - podeszła do niego i zamknęła go w pełnym matczynej miłości i tęsknoty uścisku, on odpowiedział jedynie skrępowanym "hej" i obrócił się w stronę swojej "damy"
- A to mamo jest Anastasia Mariia Mendoza, kobieta, która skradła moje serce i nie chce go oddać. - powiedział dumnie patrząc się na swoją ukochaną i pocałował delikatnie w usta, co bardzo ją rozluźniło.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się do Pani Montse i przytuliła ją lekko.
- Dzień dobry, kochana. - uśmiechnęła się kobieta. - Marc mi tyle o tobie opowiadał, jesteś jeszcze piękniejsza niż na tym zdjęciu co mi wysłał. - dziewczyna na te słowa lekko się zarumieniła i jednocześnie uspokoiła. Teraz karciła się w myślach za to, że bała się tego spotkania, ponieważ jego mama była zaskakująco miła. Zaprosiła ich do środka gdzie czekali już na nich Josep Bartra czyli ojciec Marca i jego brat Eric, którzy tak samo jak Montse przywitali się z nią ciepło i serdecznie.
W kuchni stał już stół z kolacją, do którego jak strzała wystrzelił Marc, Anastasia popatrzyła pytająco na jego mamę i zaczęła się cicho śmiać.
- Tak, on tak zawsze. - odpowiedział Eric na jeszcze nie zadane przez kobietę pytanie i puścił jej oczko, po czym reszta rodziny dołączyła do jedzącego już Bartry.
- Wiesz, ale kiedy ja ci gotowałam to się tak nie cieszyłeś. - popatrzyła na niego z poważną miną.
Kobieta spojrzała na mężczyznę z miną: "Błagam wracajmy". Jednak na nic się jej to zdało, ponieważ chłopak wyszedł z auta nic nie mówiąc, obszedł je dookoła i otworzył drzwi Marii Mendozie, w jego stronę skierowała jedynie ciche "dziękuję" i udała się za nim. Już w bramie widać było mamę jej wybranka, a mianowicie panią Montse Aregall, która zaczęła do nich machać.
- Marc! Słońce moje! Wreszcie przyjechaliście. - podeszła do niego i zamknęła go w pełnym matczynej miłości i tęsknoty uścisku, on odpowiedział jedynie skrępowanym "hej" i obrócił się w stronę swojej "damy"
- A to mamo jest Anastasia Mariia Mendoza, kobieta, która skradła moje serce i nie chce go oddać. - powiedział dumnie patrząc się na swoją ukochaną i pocałował delikatnie w usta, co bardzo ją rozluźniło.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się do Pani Montse i przytuliła ją lekko.
- Dzień dobry, kochana. - uśmiechnęła się kobieta. - Marc mi tyle o tobie opowiadał, jesteś jeszcze piękniejsza niż na tym zdjęciu co mi wysłał. - dziewczyna na te słowa lekko się zarumieniła i jednocześnie uspokoiła. Teraz karciła się w myślach za to, że bała się tego spotkania, ponieważ jego mama była zaskakująco miła. Zaprosiła ich do środka gdzie czekali już na nich Josep Bartra czyli ojciec Marca i jego brat Eric, którzy tak samo jak Montse przywitali się z nią ciepło i serdecznie.
W kuchni stał już stół z kolacją, do którego jak strzała wystrzelił Marc, Anastasia popatrzyła pytająco na jego mamę i zaczęła się cicho śmiać.
- Tak, on tak zawsze. - odpowiedział Eric na jeszcze nie zadane przez kobietę pytanie i puścił jej oczko, po czym reszta rodziny dołączyła do jedzącego już Bartry.
- Wiesz, ale kiedy ja ci gotowałam to się tak nie cieszyłeś. - popatrzyła na niego z poważną miną.
- Bo ten.. Noo.. - mówił z pełną buzią co rozśmieszyło wszystkich zebranych. Już od dawna w tym domu nie było aż tak rozluźnionej atmosfery, nie kłóciłabym się gdyby ktoś powiedział, że to dzięki starszej z sióstr.
Po skończonym posiłku Anastasia udała się do pokoju Marca, w którym mieli nocować, a mężczyzna poszedł wziąć prysznic. Kobieta zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, ściany były pomalowane na niebiesko, wisiało na nich parę plakatów, a na szafkach stało wiele różnych zdjęć z jego dzieciństwa, jak i z przed paru lat. Oczywiście nie mogła odpuścić i zaczęła analizować po kolei rzeczone fotografię, najbardziej przykuła jej wzrok jako jedyna stojąca na biurku co mogło oznaczać to, że została ona wyróżniona spośród innych więc miała jakieś szczególne znaczenie. Podeszła bliżej, usiadła na krześle i zaczęła się jej przyglądać. Znajdowała się na nim para nastolatków, jedną osobą oczywiście był jej chłopak, a drugą jakaś dziewczyna. Usłyszała jakiś szelest, w momencie kiedy się obróciła zobaczyła stojącego Marca w przejściu w samym ręczniku.
- Kto to? - Spytała pokazując mu zdjęcie.
- Yy moja była. - Podrapał się po głowie, był to dla niego trochę niezręczny temat, zresztą dla kogo nie było by niezręczne rozmawiania że swoją obecną dziewczyną o byłej.
- Ładna. - powiedziała patrząc się na nią.
- Ale nie tak jak ty. - Uśmiechnął się i skradł jej pocałunek.
- I na to właśnie czekałam. - przytuliła się do niego i stając na palce lekko pocałowała w usta.
*
Otworzyła ociężałe oczy, ale pod wpływem słońca zmuszona była ponownie je zamknąć co nawet jej podpasowało, bo jakoś nie uśmiechało się jej wstawać. Obróciła się na bok i z szafki nocnej stojącej przy łóżku sięgnęła po telefon, na którym zobaczyła sms od Shaki z treścią mnie więcej:
"Nie chcieliśmy cię budzić, więc poszliśmy od razu do domu, nie zapomnij, że o 12 zaczynasz pracę, kochamy cię, pa <3".
Isabelle czytając ostatnie słowa tego zdania wstała tak szybko jakby co najmniej pokopało ją elektryczne krzesło, ponieważ była już 11:20, a do samego domu pary miała jakieś dwadzieścia minut, wliczając w to wszystko makijaż, fryzurę i śniadanie miała naprawdę mało czasu, w sumie jakby trochę przyspieszyła na drodze to mogłaby zajechać w ciągu niecałych piętnastu minut. Pobiegła szybko do łazienki, przebrała w pierwsze lepsze, ale dość wygodne i pasujące do pogody ciuchy,
a chwilę później poprawiała już drugą kreskę na oku i nakładała szminkę. Ze względu na coraz mniej czasu stwierdziła, że po drodze zje po prostu jabłko, więc można powiedzieć, że była już gotowa. 11:43 noo naprawdę niezły czas. Założyła buty i już wychodziła, gdy nagle poczuła, że uderza w coś, a raczej kogoś drzwiami. Tym kimś był Neymar, który oszołomiony tym co się stało trzymał się za głowę, w którą dosyć mocno oberwał.
a chwilę później poprawiała już drugą kreskę na oku i nakładała szminkę. Ze względu na coraz mniej czasu stwierdziła, że po drodze zje po prostu jabłko, więc można powiedzieć, że była już gotowa. 11:43 noo naprawdę niezły czas. Założyła buty i już wychodziła, gdy nagle poczuła, że uderza w coś, a raczej kogoś drzwiami. Tym kimś był Neymar, który oszołomiony tym co się stało trzymał się za głowę, w którą dosyć mocno oberwał.
- Fajnie mnie witasz. Liczyłem raczej na jakieś: "Hej kochanie. Fajnie, że przyszedłeś", czy coś w tym stylu, ale dobra skoro wolisz tak to nie będę się kłócić, bo znów mogę dostać.
- Matko, przepraszam cie skarbie, ale muszę lecieć, bo jestem spóźniona, pa! - Szybko rzuciła mu na odchodne i minute potem widział ją odjeżdżającą z piskiem w oponach.
- Taa... To się jej zapytałem. - powiedział zrezygnowany sam do siebie i ciągle trzymając się za głowę skierował się w stronę swojego auta.
*
Trochę dłuższy od poprzednich,
nawet jestem z niego zadowolona.
Ocenę pozostawiam Wam ;)
Do nn <3
<KLIK>
Trochę dłuższy od poprzednich,
nawet jestem z niego zadowolona.
Ocenę pozostawiam Wam ;)
Do nn <3
<KLIK>

Ciekawe o co Ney mial sie jej spytac :)
OdpowiedzUsuńŚwietne
OdpowiedzUsuńCiekawie, ciekawie. ;D
OdpowiedzUsuńCzekam na następny ;D
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz.;)
OdpowiedzUsuńTrochę mnie zaczęło wciągać, chyba zacznę od początku czytać :D
OdpowiedzUsuńNoo powiem Ci, że bardzo to mnie wciągnęło, jak tak czytałam i jestem strasznie ciekawa co będzie dalej! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
VIOLAANDKASIA.BLOGSPOT.COM - klik! :)
Wow super uwielbiam twój blog <3
OdpowiedzUsuńPrzy okazji zapraszam do siebie :
http://neymarloveforever.blogspot.com/