- Ahh, Isa. Coś ty narobiła...? Co najlepszego on narobił doprowadzając cię do takiego stanu? - Neymar stał się teraz dla nich wrogiem. Nie liczyło się to, że był on ich przyjacielem od długiego czasu, liczyła się teraz Isabelle, która przez dwie i pół godziny walczyła o życie. To właśnie on skrzywdził tak ważną dla nich wszystkich Isabelle, to on doprowadził do jej próby samobójczej, to on po raz kolejny zawalił jej życie.
Argentynka ciągle nie potrafiła pojąć faktu, że on ją tak po prostu zranił, podle zdradził i kolejny raz nadużył jej zaufania.
- O mój Boże... Isabelle! - do sali wpadła Anastasia Zdezorientowana Antonella odwróciła się w stronę drzwi i widząc w nich swoją przyjaciółkę na chwilę oniemiała.
- Coo, jak ty tu tak nagle? Nic ci nie mówiłam przecież... - wstała i podeszła się przytulić. - Chyba nie mówiłam, bo tak naprawdę przez to wszystko już sama nie pamiętam.
- Telewizja powie ci wszystko. - westchnęła siostra Mendozy. - Ledwo co ją trzy godziny temu przywieźli, a oni już wszystko wiedzą.
- Nigdy się nie odczepią, po co zachować to dla siebie. Niee, oni wolą żerować na czyimś nieszczęściu...
- Co z moją siostrzyczką? - podeszła do łóżka. - Czekaj... czemu jest nieprzytomna co z nią? -zestresowała się i z przerażeniem popatrzyła na narzeczoną Messiego.
- Spokojnie, ona śpi. -przytuliła się do niej.
- Ant, to prawda co mówili w telewizji? To prawda, że ona... że ona znów próbowała odebrać sobie życie? - tak, znów. Niestety, do takiej sytuacji doszło już kiedyś. Problemy ze szkołą, wyśmianie... Bycie tym wyrzutkiem, z którego śmieją się na każdej przerwie, a nawet i lekcji. Tego wszystkiego doświadczyła w młodości Isabelle. Ciężko jest być nieakceptowanym przez rówieśników ze względu na to, że pochodzi się z biedniejszej rodziny, że jest się ponad przeciętnym z matematyki... Kujon, brzydula, szmaciara, to właśnie te teksty obijały się na co dzień o uszy naszej bohaterki i to przez takie obelgi skierowane w jej stronę dziewczyna próbowała się poddać i skończyć to wszystko. Wtedy jej się nie udało. Za co później po poznaniu Neymara dziękowała Bogu. A teraz? Teraz przez niego chciała uczynić to po raz kolejny...
- Tak. - wytarła malutką łzę. - Po raz kolejny...
- Podły drań! Wiedziałam! Kurwa, wiedziałam, że to tak się skończy! Raz zranił, zrobi to po raz kolejny! - pozwoliła dać upust swoim emocjom.
- Co wy sie tak drzecie... - z łóżka powoli i z wielkim wysiłkiem próbowała wstać Isabelle, jednak kiedy zauważyła, że bardzo się przy tym męczy, bardzo bolą ją nadgarstki i głowa postanowiła ponownie się położyć. - Tak w ogóle to... Czemu jestem w szpitalu? Zaraz. - popatrzyła na swoje nadgarstki, przez które po jej ciele przepływały wielkie fale bólu nie pozwalające jej przez dłuższy czas się poruszać. - Już wiem. - powiedziała przypominając sobie wszystko, a jej oczy nieoczekiwanie całe się zeszkliły, by potem zacząć wypuszczać na jej czerwone od gorączki policzki łzy. Pod wpływem wszystkich emocji i wspomnień, które krążyły w jej głowie, energicznie się podniosła nie zważając na to, że wszystko okropnie ją boli. - Nie chce żyć rozumiecie to?! Po co oni mnie ratowali?!
- Isa, spokojnie... nie mów tak... - Antonella nie mogła dokończyć w pełni swojej wypowiedzi.
-Wszystko straciłam, rozumiecie!? Wszystko! Nie wiecie jak to jest!- po tych słowach zaczęła zrywać z rąk bandaże, nadal starając się zignorować to, że ból powoli zaczyna paraliżować jej ciało, a ona sama może robić coraz mniej ruchów
- Isa, błagam przestań. Do jasnej cholery zostaw ten bandaż! Życie jest wspaniałe, musisz dać mu szanse to pokazać. - mówiła przez łzy próbując uspokoić swoją siostrę.
- Pieprze takie życie! Kocham was, ale nie chce już tak cierpieć, zrozumcie! Dałam już życiu szanse, a przechodzę znowu to samo! - i w tym momencie zerwała ostatnią część bandażu, a co za tym idzie z miejsca, w którym zrobiła dość głęboką ranę poleciał wielki strumień krwi.
- Doktorze! - krzycząc z sali wybiegła Ant.
- Błagam cie siostrzyczko... Nie rób mi tego, nie zostawiaj mnie!
*
Ahh ta szkoła mnie wykończy.
Codziennie albo sprawdzian, albo kartkówka.
Czyli zero czasu dla siebie.
Jestem załamana tym rozdziałem,
bo wyszedł okropnie, krótki i bez sensu,
ale musiałam coś dać,bo długo nic nie było.
No nic, zapraszam do komentowania
i przepraszam za to co odwaliłam. ;/
Ahh ta szkoła mnie wykończy.
Codziennie albo sprawdzian, albo kartkówka.
Czyli zero czasu dla siebie.
Jestem załamana tym rozdziałem,
bo wyszedł okropnie, krótki i bez sensu,
ale musiałam coś dać,bo długo nic nie było.
No nic, zapraszam do komentowania
i przepraszam za to co odwaliłam. ;/


BOSKIE :) Znowu placze :)
OdpowiedzUsuńWiesz co? Poryczałam się.. :'/ Czekam na next ;*
OdpowiedzUsuńJak możesz mi to robić? Niedługo zabraknie mi chusteczek w domu! ;D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział ;*
Świetne
OdpowiedzUsuńO Matko coś ty wymyśliła ? Nie nienawidzę takich opowiadań, ale twoje czytam z nadzieją, że wszystko się szybko ułoży :(( <3 <3
OdpowiedzUsuńO ludzie *.* Nie wierze ! czekam na kolejny rozdział <3
OdpowiedzUsuń