niedziela, 20 marca 2016

Ciąg dalszy...?

Hej!
Narzuca wam się pytanie typu "co ona to robi, już dawno po epilogu?"? Otóż mam do was pytanie B) mam w ogóle nadzieję, że ktoś to zobaczy, haha ;D Jak zapewne zauważyliście w epilogu tak naprawdę o Neymarze nie dowiedzieliście się za wiele, w sumie to tak naprawdę nic. Isabelle pod koniec nie zdradziła też swoich dalszych planów. Wszystko to było w stu procentach zamierzone. O co mi chodziło i dlaczego tak to wszystko rozegrałam? Już gdzieś w 17/18 rozdziale coś planowałam. Chciałam kontynuować to opowiadanie, czyli po prostu zrobić jego drugą część. Jednak pisząc epilog coś mnie odsunęło od tego planu i odszedł on w niepamięć, jednak po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że ja jednak chcę kontynuować tą historie, ze względu na przykład na to, jak przywiązałam się do jej bohaterów. Można powiedzieć, że cały zarys w głowie już mam i na prolog również mam już plan. Piszę tu, bo chcę się was zapytać czy chcielibyście coś takiego i czy opłaca mi się to w ogóle zaczynać. Dajcie znać. ;)
Jest coś jeszcze. Zaczynam pisać jeszcze jedno nowe opowiadanie (jedno z trzech nowych jakie planuje), ale nie jestem pewna co do głównego bohatera, Zastanawiam się nad Neymarem (jednak jeśli byście chcieli kontynuacje tamtego opowiadania, to nie chce pisać duch opowiadań równocześnie o tym samym piłkarzu, ponieważ pomieszają mi się jego charaktery, które by się od siebie znacząco różniły w tym i następnym opowiadaniu), Cescem lub Gerardem. Muszę sie zwrócić do was, kogo byście chcieli zobaczyć w moim nowym projekcie? To chyba na tyle, czekam na odpowiedzi. <3

niedziela, 31 stycznia 2016

Epilog.

    - Witam państwa w ten niedzielny poranek, mam przyjemność przedstawić państwu kobietę, która raczej jest wszystkim znana. Piękna, inteligentna, a przede wszystkim silna kobieta, która prowadzi bloga, w którym opisuje swoją historię z życia i pomaga kobietom, które same nie potrafią poradzić sobie ze załamanym sercem. Mowa jest tu oczywiście o Isabelle Alehandrze Mendozie, znanej jako była partnerka młodego Brazylijczyka Neymara Jr, byłego zawodnika lokalnego klubu FC Barcelona. Powiedz nam, jak poradziłaś sobie z tym wszystkim? Co cię motywowało?
      - Na początku dziękuję za taki miły wstęp. - Brunetka lekko sie uśmiechnęła.  - Jak sobie poradziłam? Było ciężko, bardzo ciężko, ale wiedziałam, że wszystko jest możliwe i, że jeśli będę chciała to dam radę. Motywowali mnie przyjaciele, nie będę wymieniać, bo jeszcze ktoś z nich mnie zabije jeśli o nim zapomnę. - Zaśmiała się. - Najwięcej zrobiła też dla mnie moja siostra, którą bardzo kocham i wiem, że w najgorszych chwilach będzie ze mną.
      - Jak zmieniłaś się po tych wszystkich zdarzeniach? No i czy w ogóle coś się w tobie zmieniło?
      - O tak. Po tych dwóch latach zmieniło się wiele, moje zachowanie, podejście do ludzi. Na pewno już tak łatwo nie wybaczam, nie ufam od razu nieznajomym. To są zachowania, które pojawiły się u mnie kiedy to wszystko się skończyło.
      - Słyszałam, że ten dzień, kiedy chciałaś odebrać sobie życie nie był takim pierwszym czy to prawda?
      - Eh, no niestety tak. - Zatrzymała się na chwilę.
      - Jeśli nie chcesz, możemy o tym nie mówić.
      - Nie spokojnie, dam radę. Po prostu jako mała dziewczynka nie miałam łatwo. Byłam gnębiona z powodu mojej nieprzeciętnej inteligencji jak na tamten wiek. No i nie oszukujmy się, nie pochodziłam ze zbyt zamożnej rodziny, ale rodzicom nigdy nic nie zarzucę, ponieważ ja i moja siostra zawsze miałyśmy to co chciałyśmy, oczywiście jeśli pieniądze im na to pozwalały.
      - Mieszkasz sama?
      - Nie, dziele dom razem z Caroliną oraz Davisiem i jestem bardzo zadowolona, dobrze się dogadujemy, a to przecież jest najważniejsze. Cieszę się, że przeprowadziła się tutaj, bo ja naprawdę pokochałam tego małego.
       - Planujesz mieć kiedyś rodzinę? Męża, dzieci, dom?
       - Nie myślę o tym i nie wydaje mi się żebym kiedyś planowała jakiś związek. Jestem szczęśliwa z bycia singielką. Jasne, gdzieś tam zostanie jakaś niezapełniona pustka, ale wiem, że rodzina i przyjaciele bardzo dobrze ją zapełnią.
        - Twój blog. Masz rzesze fanów z całego świata, pomogłas już wielu kobietom, jesteś z tego dumna? Planujesz coś jeszcze?
        - Nie nazwałbym ich fanami, nie czuję się gwiazdą, po prostu robię to, by pomóc innym. No i tak, jestem z siebie dumna. Cieszy mnie to, że dzięki mnie ktoś mógł podnieść się po stracie ważnej osoby. Co do drugiego pytania. Tak, planuje. Jednak na razie nie będę nic zdradzać.
        - No to teraz ostatnie pytanie, które nurtuje nie tylko mnie, ale zapewne też twoich czytelników. Chodzi mi tu o nazwę twojego bloga, ponieważ brzmi ona tak: "And It's so hard, to say goodbay".  Powiesz o co chodzi i dlaczego akurat taka nazwa?
       - Jasne, chodziło mi tu o to, że czasem ciężko jest powiedzieć "do widzenia" swojemu staremu życiu i zacząć je od nowa, jednak wiem, że się da, ponieważ ja dałam radę i jestem pewna, że każda kobieta będzie potrafiła.
        - To były już wszystkie pytania jakie do ciebie miałam. Dziękuję Ci za ten wywiad i życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga i w realizacji swoich planów, których niestety na razie nie chciałaś zdradzić.
         - Ja również dziękuję za zaproszenie oraz miłe spędzenie tego poranka i pamiętajcie. - Zwróciła się do kamery stojącej przed nią. - Dacie radę, ja w was wierzę, wy również uwierzcie.




*
Tak, to już koniec. Nie będę się rozpisywała, po prostu dziękuję za dużą aktywność i angażowanie się w życie bohaterów. Znowu ciężko jest mi rozstać się, tym razem z Isabelle i Neymarem, ale zawsze tak jest. Założę się, że trochę się wzrusze, haha. Jak dobrze, że tego nie widzicie. ;D Jak wiecie, a może i nie prowadzę jeszcze dwa inne blogi, na które zapraszam, opowiadanie o Alexisie i Ines będzie moim opowiadaniem głównym, a o Messim takim pobocznym, w którym notki nie będą pojawiały się regularnie, lecz z trochę dużymi odstępami czasowym, ponieważ jeszcze nad nim pracuje i nie mam w pełni wymyślonej historii. No to jeszcze raz wam dziękuję i niestety do nie następnego :') 
http://historia-o-niezwyklej-milosci.blogspot.com ◀ o Alexisie i Ines (główny)
http://byc-wielkim-mimo-wszystko.blogspot.com ◀ o Messim

sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 22.

      - Ana? - Zapytała cicho, wstydziła się do niej dzwonić. Nie odzywała się od paru miesięcy, nie dawała nawet najmniejszego znaku życia, a teraz jak gdyby nigdy nic do niej dzwoni.
      - Isabelle? Jezu, jak cieszę się, że cię słyszę, martwiliśmy się o ciebie.
      - Wiem, przepraszam... - Przełknęła wielką gulę w gardle, która nie pozwalała jej kontynuować. To wszystko było dla niej trudne, a łzy, które pchały się na jej policzki nie pomagały jej w tym. - Ale nie po to dzwonie. Bo słuchaj... Jest sprawa. - Ucichła. - To ty...?
     - Co Ja? - Zapytała lekko poddenerwowana.
     - Neymar, policja, dopalacze, mówi Ci to coś...?
     - Widziałaś?
     - Skoro pytam, to sama sobie odpowiedz.
     - Tak. - Wyszeptała pełna złości. - Mówiłam, że zapłaci i to zrobił. Skrzywdził ciebie, a ja nikomu nie pozwolę tego zrobić, a już na pewno nie jemu. Zrozum to było dla ciebie.
      - Skąd wiedziałaś? - cicho pisnęła.
      - Przyłapałam go kiedyś, obiecał mi, że już więcej tego nie zrobi jeśli Ci nie powiem. Ja swojej przysięgi dotrzymałam, ale on już nie.
      - Co!? - Słona ciecz wpłynęła z jej oczu, a ona sama nie potrafiła przez to na chwilę złapać tchu. - Tego dnia, on...
      - Tak, tego dnia też brał, przecież na trzeźwo nigdy by cie nie zdradził, a co dopiero z Bruną. Dani mówi, że ciągle powtarza, że cię nadal kocha...
      - Gdyby mnie kochał nawet pod wpływem tego gówna nie wszedł by tej suce do łóżka! - Jej pięści się zacisnęły.
      - Is przyjedz do nas. - Zmieniła szybko temat, by jej siostra mogła się uspokoić. - Proszę. Brakuje tu ciebie. Nigdy na tyle się nie rozstawałyśmy.
To prawda. Zawsze były blisko siebie, jeśli gdzieś jeździły, to razem. Zdarzało się, że na parę dni jedna z nich wyjeżdżała sama, na przykład Anastasia z Marciem, ale takie sytuacje zdarzały się raz, na wiele miesięcy. - Halo, Isabelle. - Dziewczyna ucichła, sama dokładnie nie wiedziała co ma robić. Wrócić do Barcelony i być ze swoimi przyjaciółmi, ale widzieć twarz człowieka, który niemal doprowadził do jej śmierci czy zostać w Argentynie i nie mieć tu nikogo, oprócz mamy.
     - Okej.
     - Co?
     - Dobra, wrócę. - Uśmiechnęła się lekko do słuchawki, kiedy usłyszała śmiech siostry. Sama również nie wytrzymywała bez jej oparcia jakim była Ana. Wiedziała też, że nie może uciekać, że musi wytrzymać i zapomnieć o złych zdarzeniach, które przytrafiły się w Barcelonie.
      - Anastasia Mariia Mendoza proszona na salę. - Zabrzmiał męski głos, który zdziwił Isabelle.
      - Ty jesteś na tej rozprawie? Ann?
      - Tak jestem, zadzwonię później, kocham cie siostrzyczko. - Wypowiedziała rozłączając się.

*Parę tygodni później.*

Wszystko wreszcie zeszło na właściwy tor, mogło być lepiej, ale przecież nie wolno żądać za wiele.
Okazało się, że Anastasia również zaszła w ciążę i już za pięć miesięcy będzie mogła bawić swoją pociechę. Antonelli i Isabel został jeszcze miesiąc zmagania się z brzuszkiem, który swoją drogą trochę im pasował, sam Pique powiedział, że lubi patrzeć na swoją ukochaną w za dużych ciuchach, nawet te humorki mu nie przeszkadzały, przecież już się przyzwyczaił. Leo również nie przeszkadzało to, że jego ukochana miała multum kaprysów. Starał się spełniać ich jak najwięcej. No i w taki oto sposób sam, powtarzam SAM, zrobił oddzielny pokój dla ich synka, tak to już było pewne, że kolejnym potomkiem Messiego będzie synek, kto wie, może zastępca. Kupił psa, rasy Husky. Chodził o trzeciej nad ranem do sklepu po owoce i bitą śmietanę, jakie szczęście, że w Barcelonie funkcjonuje sklep całodobowy. Caroline czując pustkę w Brazylii postanowiła przeprowadzić się do Barcelony. Jako, że Anastasia przeprowadziła się do Marca, Isabelle miała cały dom dla siebie. Postanowiła więc zaproponować jej współlokatorstwo, na co Brazylijka od razu się zgodziła, tak samo jak mały Davi. Co do Neymara... Postanowił przeprowadzić się i grać w Anglii, nie brakowało mu różnych propozycji. Przyjął tę od Manchesteru i jak najszybciej się wyprowadził, ku uciesze Isabelle i innych. Kto by pomyślał, że trio MSN tak szybko się rozpadnie i stanie się już tylko duetem Suareza i Messiego? Nie podobało się to kibicom, mieli za złe Brazylijczykowi, przez co mógł być pewny, że jeśli pojawi się kiedyś na Camp Nou, od razu zostanie wygwizdany.
A Isabelle, no cóż. Pogodziła się z tym, że mężczyźni w jej życiu przychodzą i po pewnym czasie odchodzą. Zrozumiała, że coś takiego jak prawdziwa miłość nie istnieje, chodź miała wokół siebie tyle przykładów tej najprawdziwszej miłości. Zapisała się do psychologa. Sama, z własnej woli. Zaczęła dwa razy w tygodniu chodzić na spotkania. Stwierdziła też, że zacznie pisać bloga, w którym będzie opowiadała historię ze swojego życia i pomagała kobietom, które przeszły to co ona, by mogły tak samo się podnieść mimo wielu upadków.
Była z siebie dumna. Mimo tego, że tak ciężko było się jej pożegnać i powiedzieć "żegnaj" staremu życiu, zrobiła to i mogła zacząć je od nowa.


*
Ehh, dno i tyle, :/
Wiem dobrze co mówię.
No niestety miał ten rozdział wyglądać zupełnie inaczej,
miałam pomysł w głowie,
przyszła nagle choroba i wszystko wyparowało.
Tyle jestem w stanie napisać.
No.. Jak możecie się spodziewać
jest to już ostatni rozdział na tym blogu.
Jeszcze prolog i tak naprawdę będziemy musieli pożegnać
się z historią o Isabelle i Neymarze.
Cóż, koniec wygląda nie tak jak miał, ale mam nadzieję,
że choć w tym najmniejszym stopniu się wam podoba.
To chyba tyle... To do prologu :')

środa, 6 stycznia 2016

Rozdział 21.

      - Hej kochanie, dobrze się czujesz? - Podeszła do Isabelle pani Mendoza i przytuliła się do dziewczyny.
      - Mamo... Musisz do mnie co pięć minut przychodzić? Spokojnie, nie będę chciała już się zabić. - Odepchnęła lekko swoją rodzicielkę.
Isabelle postanowiła wrócić do Argentyny. Od razu kiedy wyszła ze szpitala, poszła do domu  i zaczęła się pakować. Kiedy zdziwiona Anastasia zobaczyła porozrzucane rzeczy i parę walizek zaczęła wypytywać siostrę o co chodzi, a ta oznajmiła jej, że wraca do domu. Zresztą, nawet się z nią nie sprzeciwiała, dziewczyna miała swoje powody by wracać w rodzinne strony. Tam nic nie przypominało jej o Brazylijczyku, nie mogła wspominać spotkań w różnych kafejkach, było to po prostu miejsce nienaruszone przez piłkarza, co jeszcze bardziej ją tam ciągnęło. Im mniej wspomnień tym lepiej, jednak czy to prawda? Skreślając wszystkich przyjaciół i miejsce, które dawało jej tyle szczęścia jest dobre na rozdarte serce? Pani Mendoza jak i Anastasia nie były co do tego pewne, jednak co one mogły w tej sytuacji skoro Isabelle była nieugięta? Co prawda pani Arlet-bo tak miała na imię rodzicielka Any i Isy, bardzo cieszyła się z przyjazdu córki, jednak martwiło ją to, że kobieta zaraz po przyjeździe zaszyła się w pokoju i od miesiąca prawie w ogóle z niego nie wychodziła. Wyłączyła telefon, a kartę wyrzuciła do kosza. No tak, właśnie. Była tam już dokładnie od miesiąca. Znana sytuacja? Dokładnie taka sama kiedy po nieświadomym spędzeniu nocy z Neymarem o mały włos nie pocałowała się z nim na środku jego własnego mieszkania. Tym razem jednak było gorzej, bo wtedy przecież wychodziła na spacery, teraz nie miała ochoty nawet na to. Wychudzona, ciągle we łzach patrzyła się tępo w ścianę, pisząc coś w zeszycie. Wypisała już ich z trzy. Sama pani Arlet nie wiedziała co się w nich kryje, ale nie chciała tego Wiedzieć. Świadoma była tego, że jej córka potrzebuje wyciszenia, spokoju i prywatności, jednak i tak co parę godzin zaglądała do jej pokoju by sprawdzić co robi. Co wydaje mi się całkiem normalne w takiej sytuacji. Kto nie bał by się o swoje dziecko, które w ciągu jednego dnia próbowało dwa razy odebrać sobie życie?
      - Ja wiem córeczko. Po prostu chciałam sprawdzić czy wszystko jest okej i, czy czegoś nie potrzebujesz. - Uśmiechnęła się lekko.
      - Spokoju. - Wyszeptała, kątem oka patrząc w jej stronę. - Chcę tylko spokoju. - Powtórzyła głośniej, tym razem jednak  już przez łzy, które nie dawały jej od dłuższego czasu spokoju. Miała nadzieję, że jednak kiedyś się skończą. Niestety tym co zazwyczaj się jej kończyło były chusteczki.
Pani Arlet nic nie odpowiedziała, jedynie popatrzyła na swoją córeczkę z bolącym sercem. Jedyne czego chciała to tak samo jak ona sama spokoju i pewności, że mężczyzna, który tak podle po raz drugi skrzywdził jej córkę nie zrobi tego po raz kolejny ani jej, ani żadnej innej dziewczynie, która tak samo jak Isabelle szaleńczo się w nim zakocha.
      - Puść sobie chociaż radio, nie możesz siedzieć w takiej ciszy po prostu patrząc się w tą ścianę. - Popatrzyła ze zrezygnowaniem w stronę dziewczyny. Nie słysząc odpowiedzi pocałowała ją w czoło i wyszła.
Isabelle siedziała chwilę w nieprzerwanej niczym ciszy i myślała nad sensem jej życia, które było ciągiem niepowodzeń, przerwanym czasem tylko chwilą złudnego i tak kończącego się po którymi czasie szczęścia, dzięki czemu pasmo nieszczęścia, które tak krążyło nad Argentynką za każdym razem rosło w siłę. To było przykre. Dziewczyna w wieku tylko dwudziestu dwóch lat miała ochotę zakończyć wzrost tych liczb. Nazywała się naiwną, głupią małolatą, która dała omotać się głupiemu piłkarzynie myśląc, że może jednak on naprawdę się w niej zakochał.
Spojrzała w swoją lewą stronę i zobaczyła radio. Po chwili namysłu stwierdziła, że jej mama miała rację. Chciała dowiedzieć się co dzieje się w świecie. Niemrawo zczołgała się z łóżka, zrzucając z niego parę zużytych chusteczek i po chwili stała już przy urządzeniu. Przysiadła na krzesełku,  a po naciśnięciu fioletowego przycisku zaczęła słuchać.
      - Dzień dobry państwu. Skandal w Barcelonie! Piłk... - Wyłączyła. Nie chciała słyszeć o tym okropnym miejscu, jednak po głębszym zastanowieniu zrozumiała, że ma tam przyjaciół, tych przyjaciół których tak kochała, a zostawiła ich mimo tego, że tak jej pomagali. Po raz kolejny wcisnęła przycisk.
      - Tak, tak to prawda. Mówił mi, że przestał, ale wiedziałem, że kłamał. Od pewnego czasu nie zachowywał się normalnie, był bardzo pobudzony, gadał nieraz głupoty, nie powinienem tego mówić, ale zdaje mi się, że to właśnie przez to zdradził Isabelle ~ mówił Andrés Iniesta, przyjaciel z boiska Neymara Jr.
Za przetrzymywanie, spożywanie i rozpowszechnianie narkotyków grozi mu kara grzywny oraz do czterech lat więzienia w zawieszeniu, jednak wszystkiego dokładniej dowiemy się po rozprawie sądowej, która odbędzie się za parę minut. Nadal jest to szok nie tylko dla kibiców Barcelony, ale i również dla przyjaciół i rodziny piłkarza. Jak na razie to wszystko, zapraszamy o szesnastej na kolejną dawkę informacji o świecie i kraju.
Isabelle z niedowierzaniem patrzyła na małe urządzenie. To dlatego był taki dziwny, mówił jej, że jest jego własnością... Ona myślała, że najzwyczajniej sobie żartował. Mówił chłopakom, że mają jej nie dotykać, on to wszystko robił pod wpływem jakiegoś świństwa, które powoli go niszczyło. Isa również wiedziała, że kiedyś brał, ale była święcie przekonana, że to już zamknięty rozdział, jednak jak widać, przeszłość nigdy nie zniknie i zawsze będzie prześladować.
      - Mamo! - Krzyknęła biegnąc po schodach. - Proszę powiedz, że te śmieci sprzed miesiąca nie zabrała śmiecia... Zresztą, Boże co za głupie pytanie, przecież to jasne, eh przepadło. - Usiadła na krześle i położyła głowę na stole.
      - Chodzi ci o to? - Pokazała jej małą kartę. - Wiedziałam, że prędzej czy później będziesz chciała do kogoś zadzwonić. - Zaśmiała się.
      - Dziękuję Ci! - Isabelle rzuciła się w jej ramiona i zaczęła cicho płakać.
      - Powiesz co się stało, ze jest ci potrzebna?
      - Potem, muszę dowiedzieć się czy to ona. - rzuciła jej patrząc za plecy kiedy biegła do pokoju. Usiadła na łóżku i wykręciła numer do swojej siostry.