piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 3.

      - To mieszkanie jest przecudowne! - odwróciła się. - Dziękuje, Anto! - podbiegła do niej i przytuliła kobietę jeszcze mocniej niż na lotnisku, a myślałam, że mocniej się już nie da.
      - No wiem. - uśmiechnęła się i poczekała jeszcze chwilę, aż Isabelle wypuści ją z uścisku. - Brzydkiego bym nie kupiła. - puściła jej oczko, zaraz co? Kupiła? Stojąca w oddali jednak na tyle by usłyszeć Anastasia nie wierzyła co przed chwilą usłyszała, umówiły się, że Roccuzzo pomoże tylko znaleźć im jakieś mieszkanie i to wszystko. Zresztą sami byliście tego świadkami.
      - Ale jak to kupiłaś? Inaczej się umówiłyśmy. - podeszła do nich Mariia Mendoza, która jeszcze przed chwilą chodziła po willi. Tak, willi. Bo inaczej nie można było tego nazwać.
      - To taki mały prezencik ode mnie i Leośka.
      - Ale zaraz, zaraz. Za co? - Ana dalej niczego nie pojmowała.
      - Oj no za to, że jesteście tu z nami. - przytuliła je, po czym złapała za ręcę, aby pokazać im cały budynek. Najpierw zaczęły od kuchni, z której łatwo można było przejść do salonu.
Miejsce, w którym miały gotować i spożywać, było w ciemnych kolorystykach z małymi dodatkami w kolorze żółtym przez co wszystko nie wydawało się szare i smutne. W salonie, o którym już wspominałam były już po paru minutach, był on w podobnych kolorystykach, a żebym nie musiała mówić ciągle tego samego to każde pomieszczenie takie było. Ale za to zamiast żółtych w salonie były białe dodatki.
      - Dobra, a teraz miejsce, w którym Isa będzie spędzała całe popołudnia. - zaśmiała się głośno. Udały się po schodach, ominęły parę pokoi, a dokładniej dwa, ponieważ Anto powiedziała, że to na końcu. Ciekawość nie dawała im spokoju, kobieta powiedziała, że na pewno będą wniebowziete kiedy je zobaczą, to trochę polepszało sprawę. Anastasia otworzyła drzwi, otworzyła szeroko oczy i odwróciła się do jeszcze szczęśliwszej siostry. Była to łazienka, teraz pewnie śmiejecie sie z nich bo cieszą się ze zwykłej łazienki, otóż dla nich to było miejsce święte i, w którym spędzają 1/4 swojego życia. A czemu Isa będzie tam spędzać popołudnia? Ponieważ ona kocha długie kąpiele, a w takim pomieszczeniu Anto wiedziała, ze będą one jeszcze dłuższe.
      - Jak ty mnie dobrze znasz. - pokazała rządek śnieżno białych zębów. - No, także wychodźcie. - zaśmiała się głośno na znak, że żartuje.
      - No dobraa, ale zostały jeszcze dwa. - Ant uśmiechnęła się szeroko wskazując na drzwi stojące niedaleko nich. A ta od razu się poderwała i stała już przed drzwiami jednego z dwóch wspomnianych pokoi. Kiedy ich przyjaciółka otworzyła drzwi, Alehandra Mendoza stała jak wryta, z otwartą buzią. Co zobaczyła? Dokładnie odzwierciedlony pokój, z jej domu w Argentynie. Noo z małymi zmianami, ponieważ wyglądał on teraz bardziej dorośle (?). No chodzi mi o to, że jeśli ktoś do niego wejdzie nie będzie miał wątpliwości, że mieszka tam kobieta. Skoczyła na dziewczynę i zaczęła jej dziękować.
      - Dobra to teraz twój. - popatrzyła na Anastasię i odwróciły się do pokoju naprzeciwko Isy. Otwierała drzwi droczac się z nową właścicielką tego pomieszczenia, dlatego specjalnie robila to powoli, aby zdenerwować Ane, ta nie wytrzymała i wepchnęła się do miejsca, które zapewne stanie się jej świątynią.
      - O japier... - przerwała, ponieważ wiedziała, ze będzie to niestosowne. Pokój był pawie, że identyczny do pokoju jej siostry, ale z jednym wyjątkiem, wszystko było z Arsenalu, czyli tego co było dla niej najważniejsze, nie licząc rodziny i przyjaciół. To co najbardziej ją ucieszyło i odebrało mowę to wielki plakat z Alexisem Sanchezem - jej idolem. Dziewczyna zaczęła piszczeć i rzuciła się na swoje łóżko. Przyjaciółki stały tylko i śmiały się z jej reakcji.
      - No to Leo przegrał zakład. - zaczęła zwijać się ze śmiechu narzeczona wielkiego piłkarza Barcy. A Ana i Isa patrzyły tylko na nią pytająco unosząc swoje brwi. - No to może pójdziemy do kuchni, usiądziemy, napijemy się kawy, a ja wam powiem. - patrzyła na nie z szerokim bananem na ustach.
      - Ale dopiero trzeba pójść na zakupy, przecież nic nie mamy. - Ana spojrzała na nią i zobaczyła, że uśmiech na twarzy Argentynki i tak nadal został taki sam.
      - Tym to się zajęła wczoraj Isabel. - one popatrzyły na siebie nic nie rozumiejąc.
      - Ja? - zdziwiła się młodsza Mendoza.
      - Niee, haha. Shakira.
      - Aaaa. - odrzekły w tym samym momencie. - To co? Czyli kawa? - zaśmiała się Alehandra po czym udały się razem do ich nowej kuchni.


                                                         *                                                   


      - No to powiesz jaki to był zakład. - uśmiechnęła się Ana podając przyjaciółce kubek z kawą rozpuszczalną i przed chwilą na szybko upieczone przez Ise ciasto marchewkowe.
      - No bo to było tak. - upiła łyk napoju kofeinowego. - Kiedy przyszliśmy tu wczoraj, aby sprawdzić czy wszystko jest...
      - Wtedy kiedy niby szliście pilnować dzieci Gerarda i Shakiry? - przerwała jej starsza siostra.
      - Tak, dokładnie wtedy. - spojrzała na nią uśmiechnięta. - ...gotowe. - dokończyła. - Sprawdziliśmy jeszcze wasze pokoje. - kontynuowała. - No bo wiecie chcieliśmy żeby wszystko było idealne, nawet cztery sprzątaczki zamówiliśmy, żeby każda wszystko dokładnie wysprzątała. - dziewczyną jak na zawołanie po policzkach poleciały łzy, Anto widząc to jeszcze bardziej się uśmiechnęła. - No i jak sobie tak staliśmy w pokoju Any to myśleliśmy kto się bardziej ucieszy. Leoś stawiał na Isabelle, bo jesteś zagorzałą Cules no i do tego sam fakt, że sprowadzalismy te meble z Argentyny- skierowała wzrok na wspomnianą jedną z sióstr. Te słowa bardzo zaskoczyły Ise, nie miała pojęcia, że sciagali je z Rosario. - A ja, że Ana, ponieważ dobrze wiem jakie masz wybuchy szczęścia. - na te słowa  dziewczyna zareagowała śmiechem.
      - To wygrałaś. - Is wstała i nałożyła dziewczynom kolejne kawałki cista, o którym już wspominałam, ponieważ w trakcie rozmowy zdążyły zjeść swoje porcje. I tak siedziały rozmawiając i śmiejąc się. Pewnie myślicie gdzie w tym wszystkim był Leo, prawda? A tak się składa, że na wieczorze kawalerskim. A teraz pewnie kolejne narzucajace się wam pytanie to kogo jest rzeczony wieczór i kto ma zamiar związać się węzłem małżeńskim, który (podobno) ma wiązać dwoje ludzi w nieprzemijajacej miłości trwającej aż do śmierci? W chu** dobra obiecałam sobie, że jako idealny narrator nie będę przeklinac, wracając... was zaszkocze bo otóż to wszystko za niedługo przyrzekać przed ołtarzem przy księdzu i Bogu będzie Dani Alves, ponieważ wspomniany bierze ślub z niejaką Joaną. A dzisiaj odbył się wieczór kawalerski, nie chce wiedzieć co tam się działo, zresztą sama Antonella, kiedy to Leo dzwonil do kobiety, aby opowiedzieć jej co się stało (podobno miała zwijać się ze śmiechu) mówiła dokładnie tak samo. Wiedziała, że jej miłość już dawno wypila pół barku w domu jego najlepszego przyjaciela. Ale za to wieczór panieński Jo miał odbyć się dopiero za tydzień. Tak na prawdę to nawet nie wiedziała kogo zaprosić. Nikogo z WAGs nie znała. No oprócz Anto, ale nie można było nazwać tego większa znajomością, ich relacje zatrzymywały się na powiedzeniu sobie "cześć" na ulicy gdy się mijają, ponieważ widziały się tylko z raz czy dwa razy. Było to bodajże na jednym z meczy, a później u jej narzeczonego, a za miesiąc już męża.
      - Za tydzień jest trening przygotowujący chłopaków do jakiegoś meczu i Leo mówił, że chce abyście przyszły. - puściła im oczko. - Wiecie, dawno nie byłyście, a wszyscy tak strasznie się za wami stęsknili. -  na te słowa kobietom mimowolnie wkradł się na usta uśmiech.



*
No to mamy nowy rozdział.
 Pierwsza część mi się nie za bardzo podoba,
ale opinia należy do was.
Oczekujcie kolejnego, 
w którym zacznie się powoli dziać. ;D
Zachęcam wszystkich,
 którzy czytają do komentowania,
nawet tych z anonima. ;) 
Do nexta. :D

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 2.

     - Ktoo chce dostać świeżutkie bilety na nasz mecz?! - do pokoju Isabelle wparował w samych bokserkach Leo trzymając wspominane przez niego kartoniki. Isa wiedziała, że nie podaruje mu tego iż ją obudził, ale stwierdziła, że wszystko w swoim czasie. Zza piłkarza wyłoniła się zaspana Anastasia.
      - Ciebie też obudził? - zapytała przecierając oczy i po chwili ziewając. Argentynka pokiwała twierdząco głową i podniosła się z wielkiego, wygodnego łóżka. Popatrzyła chwilę na bilety, nie dużo rozumiejąc o co mu chodzi. Patrzyła to raz na piłkarza, raz na to co trzymał w ręce. Przetarła oczy i... zaczęła piszczeć. Nikt nigdy nie zrozumie tej dziewczyny, jeszcze parę sekund temu nie wiedziała co się w okół niej dzieje, a teraz zaczęła krzyczeć i przytulać Leo. Mimo tego, że była zagorzałą Cules, nigdy nie była na meczu FC Barcelony, noo... niby poznała piłkarzy i była tam raz czy dwa na ich treningu, no ale to był mecz! Heloł! I to do tego gdzie? Na samym Camp Nou! Anastasia nie była, aż tak wniebowzięta jak Isa, ale równie jak siostra cieszyła się na ten mecz. Jeszcze przed śniadaniem nasza główna bohaterka wpadła do pokoju pierworodnego jej przyjaciół. Troszkę się z nim pobawiła i zeszła na dół do reszty. Już po drodze czuła piękny zapach czekolady truskawkowej. Skąd rozpoznała ten zapach? Kiedy wszyscy byli jeszcze mali Pani Roccuzzo, zawsze gdy zapraszała Ise, Leo i Ane na śniadanie robiła owoce w truskawkowej czekoladzie. Aż przypomniały się jej dziecięce lata, mimowolnie wkradł się jej uśmiech na usta.
      - Mmm, cóż tak pięknie pachnie. - uśmiechnęła się szeroko do przyjaciół.
      - Oj ty już Isabello Alehandro Mendozo wiesz, co tak pachnie? - Antonella podała jej talerz pełen dobroci, o których już wyżej wspominałam.
      - Leoooś! - krzyknęła żartobliwie Isa, do Lio, który zajadał się śniadaniem przed telewizorem, ponieważ oglądał mecz pomiędzy Realem Madryt i Chelsea chciał dowiedzieć się z kim będą grali za dwa tygodnie.
      - Tak?! - wydarł się na całe mieszkanie.
      - Chodź tu! - jak powiedziała, tak zrobił, od razu przypędził do dziewczyny nie zważając na to, ze przegapił akurat w tym momencie padnięty gol dla drużyny Królewskich.
      - Co? - oparł się o stół na którym razem z Antonellą i Anastasią jadły śniadanie.
      - Kiedy i o której mecz? - wyszczerzyła się w jego stronę, biorąc jeden owoc do ręki i zjadając go.
      - Oh... Jutro, o osiemnastej, już? - spytał patrząc na nią z wyrzutem, że tylko po to przerwała mu tak ważny mecz.
      - Tak, też cie kocham, braciszku. - zaśmiała się głośno w jego stronę, a reszta dziewczyn zaczęła jej wtórować. - A, Leoś! - zawróciła go, gdy miał już wychodzić z kuchni. Kiedy się obrócił, uśmiechnęła się do niego żartobliwie. - Już po meczu. - wpadła w niepohamowany napad śmiechu.
      - Dzięki wiesz. - popatrzył na nią ze smutną minką.
      - Real wygrał. - podeszła do niego Antonella odnosząc swój talerz do zmywarki po tej czynności pocałowała go w policzek. - Także, powodzenia za tydzień. - uśmiechnęła się, aby jeszcze bardziej dać mu do zrozumienia, ze wygrały.
      - Boże, to dopiero pierwszy dzień... - stwierdził załamany Lio, biorą jeden owoc z talerza Alehandry Mendozy.
      - A i żeby nie było... - podeszła do niego. - Wiedziałam kiedy jest mecz, przecież pisze na biletach, głupku. - pocałowała go w policzek.
      - Co ja ci zrobiłem? - pokazał jej język.
      - Oj, kochany. Obudziłeś mnie. - a reszta dziewczyn na te słowa podeszła do piłkarzyny i zaczęła się głośno śmiać.
                           *
     
      - Dobra...To która? - spytała najpiękniejszej Argentynki na świecie Isabelle.
      - Po co ci aż tyle? - popatrzyła ze zdziwieniem na jej kolekcję koszulek FC Barcelony.
      - Nie zrozumiesz. Hahah. - no tak Antonella była Cules, ale Isabelle przebiła ją w kibicowaniu. Gdybyście tylko zobaczyli jej pokój w Argentynie. Ich tata sporo się naszukał, ale nie żałował gdy zobaczył wielkie szczęście jego córki.
      - To co? Jaką? - Isa popatrzyła uśmiechając się szeroko na jej przyjaciółkę.
      - Ta... - wskazała na jej nowy nabytek. Mało za nią nie dała. Była to najnowsza koszulka ze zbliżającego się sezonu. Nie żal jej było, co jak co, ale na te bluzki nigdy nie będzie żałować pieniędzy. Założyła tą, którą poleciła jej przyjaciółka. Do tego (jako, że na dworze było ciepło) krótkie spodenki z motywem flaki USA, czerwone trampki, oraz na pewno potrzebne okulary przeciwsłoneczne. Była gotowa do wyjścia, jednak musiała poczekać jeszcze na przyjaciółki. Tak, wiem, że Anastasia była jej siostrą, ale to były również najlepsze przyjaciółki, więc czemu nie mówić tak o nich? Ja nie widzę w tym najmniejszego problemu.
     - Dziewczynyyy - krzyczała Isabelle do Antonelli i Anastasii, ponieważ te jeszcze się malowały, nie rozumiała tego, dla niej na meczach ważne jest kibicowanie, a jeśli chodzi o ubiór to zawsze stawia na wygodę i na nic więcej. One były innego zdania, tak na prawdę Ana szła tylko żeby obejrzeć dobry mecz, bo jej serce należało tylko i wyłącznie do Arsenalu. A Anto zawsze musi dobrze wyglądać, no bo wiecie paparazzi i te sprawy. Po pół godzinie nareszcie były gotowe do wyjścia.

  *

     - A może pójdziemy na zakupy? - zapytała Anto podchodząc do dziewczyn, które oglądały jakiś film w telewizji popijając przy tym sok pomarańczowy. Leo był na treningu, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby wybrać się na shopping. Zresztą już od trzech dni nie robiły nic innego oprócz siedzenia w domu, nie licząc ostatniego meczu Barcy, który oczywiście wygrali. Teraz Lio szykował się na mecz, który mieli grać z Realem.
     - Dobra, ale jeśli później pomożesz znaleźć nam mieszkanie. - uśmiechnęła się starsza siostra wstając z jakże wygodnego fotela i odkładając szklankę na stolik do kawy. Anto przystała na ten pomysł. Niańka dla małego Thiago, kluczyki, torebka, pieniądze i były już gotowe, Kobiety zeszły na dół do podziemnej piwnicy, wzięły auto Roccuzzo i ruszyły do serca wielkiej Barcelony na zakupy do najlepszego centrum handlowego jaki był w Hiszpanii. Bez żadnego problemu oddały się w wir zakupów, ani się nie obejrzały jak już po godzinie każda posiadała trzy torby z ubraniami, kosmetykami i różnymi pierdołami bez których nie można byłoby nazwać tego shoppingiem, jednak dla naszych dziewczyn było to jeszcze za mało. Podeszły do mapy centrum handlowego i zaczęły szukać co raz to droższych sklepów. No tak, zapomniałam dodać, że naszym dziewczynom towarzyszyli jeszcze ci idiotyczni paparazzi, po drodze spotykały również wielu dziennikarzy, wypytywali o wszystko i robili im dużo zdjęć, Antonelli w ogóle to nie przeszkadzało, przyzwyczaiła się bowiem do takich sytuacji, zupełnie przeciwnie do sióstr. Po odgonieniu wielkiego tłumu, nadal oszołomione fleszami usiadły na jednej z wielu ławek.
     - Chyba nigdy się nie przyzwyczaję. - powiedziała wypuszczając powietrze Isabelle.
     - Myślałam, że już ci to nie przeszkadza, w końcu byłaś z jednym z piłkarzy. - dziewczyna popatrzyła na Antonelle z wyrzutem, a ta od razu zasłoniła twarz rozumiejąc co właśnie zrobiła. Isie od razu przypomniało się wszystko ze wspomnianych kiedyś przeze mnie wakacji w Barcelonie. Może opowiem wam to kiedyś indziej, teraz wróćmy do naszych dziewczyn. Kiedyś one też wam trochę zdradzą.
     - Błagam cię nie przypominaj mi o tym dupku. - przytuliła Argentynkę. Nadal czuła coś do tego, jak sama przed chwilą powiedziała, "dupka".
     - Przepraszam, zapomniałam. - Isie po policzku poleciała pojedyncza łza , która zaraz po ześlizgnięciu się z jej podbródka opadła na ziemię zostawiając na niej malutką, prawie że niewidoczną kropkę. Nadal pamiętała jak niszczyło ją to od środka, jak i od zewnątrz, kiedy zadawała sobie pytanie dlaczego tak podle ją wykorzystał. Dobra, może przestane bo tylko wzbudzam w was większą ciekawość co nie? A nie o to chodzi. Antonella, w ramach przeprosin zabrała ją oraz Ane na mrożoną kawę. Takie dobroci zawsze dobrze działały na Isabelle, a narzeczona wielkiej dziesiątki Barcelony dobrze o tym wiedziała.




*


Kolejny rozdział za nami ^^
Domyślacie się kim był mężczyzna,
który skrzywdził Isabelle?
Następny rozdział
będzie jeszcze taki bardziej zapoznawczy,
ale w 4 będzie już się wszystko rozkręcało, obiecuje ;)
Zachęcam wszystkich do komentowania,
 bo to na prawdę bardzo motywuje
No to do nn ;) <3

niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział 1.

      - Kochanie! Patrz kogo przyprowadziłam! - wykrzyczała na całe mieszkanie Antonella. Pociągnęła za sobą dziewczyny nie zważając na to, że w rękach miały dosyć ciężkie walizki. Była zbyt podekscytowana tym, że w końcu mogła zobaczyć swoje "siostry" i cieszyła się świadomością, że będą razem z nią jak i jej rodziną na stałe, bo tak przecież jej mówiły. Leo właśnie się kąpał jedyne co usłyszał to słowo "kochanie", pomyślał więc, że kobieta po prostu wróciła do domu i jak zwykle krzyknęła w jego stronę "kochanie wróciłam!". Mężczyzna nie wiedział o tym, że Is i Ana przyleciały do Hiszpanii, Isabelle zaraz przed wystartowaniem samolotu napisała sms'a o tym, że mają zamiar zamieszkać w Barcelonie i żeby odebrała je z lotniska. Wspomniała też, aby nic nie mówiła Argentyńczykowi, tak też zrobiła. Siedziała dosłownie cicho jak myszka. Dzięsiątka blaugrany domyślała się, że coś jest nie tak. Anto promieniała i chodziła z szerokim uśmiechem na twarzy, aż wydawało sie to dosyć dziwne piłkarzowi, jednak nie pytał dziewczyny o co chodzi. Dalej nie świadom tego kto zagościł w ich domu Leo siedział w wannie pełnej piany i bawił się maleńką, żółtą kaczuszką przeznaczoną do zabawy dla dzieci, nikt nie zdziwiły się, gdyby była to zabawka Thiago. Dosłownie jak małe dziecko... W końcu w każdym piłkarzu jest coś z dziecka. - Dziwne, nie ma go w domu? - stwierdziła z nie małym zdziwieniem kobieta. Była przekonana, że Lio znajdował się w ich mieszkaniu. Dziewczyny rozglądały się po całym pomieszczeniu z nadzieją wypatrzenia mężczyzny, tym razem Isa postanowiła jeszcze raz zawołać piłkarza co było dobrym ruchem z jej strony,
     - Leo! Chodź tu natychmiast! - dlaczego było to dobrym pomysłem? A to dlatego, że piłkarz słysząc to od razu rozpoznał głos jego najlepszej przyjaciółki, z którą spędził całe swoje dzieciństwo oczywiście razem z Antonellą oraz Anastasią. Od razu podskoczył do góry, na tyle szybko i mocno, że pół wody wylało się z wanny, nie przejmował się tym, ważne było dla niego, aby jak najszybciej przekonać się czy czasem słuch go nie zmylił. Było to dla niego niemało dziwne. Pewnie myślicie dlaczego, nieprawdaż? No na przykład dlatego, że był środek roku szkolnego, nie było wakacji, Wam nie wydawałoby się to podejrzane? Nie mielibyście wątpliwości tak jak piłkarz? No ja bym w stu procentach miała. Lio zaraz po przebraniu się, nawet zbyt się nie przetarł przez co ubrania były trochę wilgotne, pobiegł szybko po schodach. Gdy uniósł wzrok ku górze, ponieważ musicie wiedzieć, że Messi od małego gdy biegnie nie licząc z piłką patrzy się w dół, tak na prawdę dziewczyny nigdy nie wiedziały dlaczego tak jest i dlaczego tak zawsze było. No wydawało się to niemało dziwne, że bez, a z piłką biegnie zupełnie inaczej, zobaczył rozglądające się po mieszkaniu kobiety. Od razu je rozpoznał i nie ukrywał szczęścia widząc te cudowne twarzyczki nie tylko na zdjęciach, ale na żywo.
      - Isabelle! Anastasia! To wy?! - krzyknął uradowany w stronę Argentynek. Nie czekając nawet na odpowiedź, może też dlatego, iż wiedział, że to one, podbiegł do nich rzucając się im w ramiona nie dowierzając temu, że wreszcie je zobaczył. Nie liczyło się nawet to, że były tu jeszcze parę lat temu na wakacjach, nie było dnia, w którym razem z ukochaną nie wspominaliby o młodzieńczych latach i Is oraz Anie.
      - Tak Lio, to my! - krzyknęła uśmiechnięta Anastasia, przytulając go jeszcze mocniej.
      - Jak ja się za wami stęskniłem. - dopowiedział po mocniejszym uścisku jego przyjaciółki. Po uspokojeniu się usiedli w salonie i zaczęli opowiadać sobie wszystko od kiedy się nie widzieli. Aż w końcu zeszło na temat dzieci. Hmm, zresztą bardzo interesujący temat nie prawdaż?
      - No wlasnie, pokazuj mi tu natychmiast młodego Messiego! Widziałam go tylko w telewizji! - krzyknęła rozbawiona Isabelle. Mówiła jednak na poważnie. Nie widziała go jeszcze na żywo, a przecież jest tak jakby jego ciocią.
      - No to chodź. - powiedziała uśmiechnięta mama.
      - Śpi. - dodał tatusiek, który z wielkim bananem na twarzy szedł w stronę pokoju Thiago.
      - No nie wiem, czy po tych naszych wrzaskach dalej śpi. - powiedziała przez chwilę milcząca Ana. Leo delikatnie i powoli otworzył drzwi, a naszym bohaterom ukazał się cudowny widok małego Thiago bawiącego się piłką. Ana miała rację, nie spał i można było się domyśleć czemu. Dumny tatuś jeszcze bardziej poszerzył banana, który jak już mówiłam nie schodził mu z twarzy. Antonella podeszła bliżej, wzięła malca na ręce i skierowała się w stronę cioć.
      - No Thiaguś, o to twoje ciocie. - dziewczyny uśmiechnęły się do siebie, a Anastasia wzięła maluszka w swoje ramiona. Nie mogła uwierzyć, że wreszcie mogła go zobaczyć. Mały Pan Messi uśmiechał się na widok Argentynki. Zresztą, ona zawsze miała dobre podejście do dzieci, każde uwielbiało przebywać w jej towarzystwie. Słodkie, prawda?
      - Ghyyym... - odchrząknęła dosyć głośno. Kto? Is, ponieważ również chciała wziąć malca do swoich rąk. - Może teraz dasz go drugiej cioci? - wszyscy momentalnie popadli w niepochamowany śmiech, nawet Thiago, który nie za bardzo rozumiał o co chodzi zaczął się głośno śmiać.
      - Oj no masz, siostrzyczko. - popatrzyła na nią uradowana, dalej nie mogła pojąć tego, że są w Hiszpanii razem z tymi, którymi dorastała to było dla niej niesamowite uczucie, cały czas chodziła przeszczęśliwa. Dało się to zauważyć od początku kiedy przekroczyła próg mieszkania. Dokładnie było tak samo z naszą bohaterką. Isabelle zawsze uwielbiała przebywać w wolnym czasie z przyjaciółmi, ale po wyjeździe Messiego, a później Antonelli miały tylko siebie i nikogo więcej, noo... byli rodzice, znajomi z uczelni, ale to nie to samo. A zresztą nawet nie rodzice, po ich rozstaniu, dziewczyny mogły wybrać z kim będą mieszkać, ich zdania były podzielne, Anastasia chciała mieszkać z ojcem, a Isabelle z mamą. Stwierdziły, że jak Ana będzie miała osiemnaście lat wynajmie mieszkanie i razem z nią zamieszka Isa i tak zrobiły, mieszkały same pięć lat, teraz wyjechały do Barcelony po to aby nie być już same. Zresztą to już wiecie.
      - Jezu, jaki on jest śliczny, urodę ma po mamie, no bo na pewno nie po tacie, haha. - zaśmiała się głośno Is, która była z niego bardzo dobrze znana.
      - Ej! - w odpowiedzi na docinkę, Leo wbił palce w jej żebra, zrobił to jednak delikatnie, ponieważ Mendoza miała na rekach jego największy skarb nie licząc Antonelli. Po jeszcze chwilowym zabawianiu małego Messiego, Antonella ułożyła go do spania i dołączyła do przyjaciół, którzy siedzieli przy basenie.
      - Yh słuchajcie, mamy prośbę -  odezwała się Isabelle przerywając długą i emocjonującą rozmowę Anastasii i Lio o spalonym w ich ostatnim meczu towarzyskim, Ana kibicowała Arsenalowi, więc teraz wiecie o co był cały spór. Kobieta od urodzenia była za tym klubem, odmieniała się od innych, ponieważ reszta ich paczki" była oczywiście za drużyną granatowo-bordowych. Nie przeszkadzało im to jednak w przyjaźni, w końcu klub niczego nie zmieniał.
      - No mów. - uśmiechnęła się Anto.
      - Mogłybyśmy zostać tu u was na parę dni dopóki nie znajdziemy jakiegoś mieszkania? - zapytała z niemałą niepewnością. Na te słowa Lio i Roccuzzo zareagowali głośnym śmiechem.
      - Kochana, my was przez najbliższy tydzień z tego domu nie wypuścimy. - uśmiechnęła się Argentynka. Na co Is zareagowała mocnym usciskiem Ant.




*
No i mamy 1 rozdział!
Jak wam się podoba?
Na razie może być trochę nudno,
ponieważ dziewczyny 
muszą się trochę zaklimatyzowac
w Barcelonie.
No to pozostawiam wam go do oceny
i do następnego ;) :*

czwartek, 20 sierpnia 2015

Prolog

      - Isabelle, Anastasia! - dziewczyna podbiegła do Isabelle, czyli naszej bohaterki i jej siostry, uściskała je najmocniej jak potrafiła, gdy w końcu wypuściła je z jakże mocnego i dosyć długiego uścisku zaczęła się długa pogawędka, nie zwracały uwagi na to, że nadal były na lotnisku.
      - Nie wierzę, że cię widzę! - pisnęła podekscytowana Anastasia do.. No właśnie do kogo? Bo tego dziewczyny wam nie zdradziły. No.. więc ja muszę to zrobić. Była to Antonella, narzeczona niejakiego Lionela Messiego. Lecz skąd one znały, że się tak wyrażę wysoko postawioną osobę? To proste. Dziewczyny pochodzą z Argentyny, a dokładniej z Rosario. Czyli z tego samego miejsca co Lio i Ant. Znali się od małego szkraba, od kiedy biegały razem z nią po podwórku bawiąc się lalkami i kiedy mały Lio ciągle im przeszkadzał, bo chciał zwrócić na siebie uwagę, gdy kopał piłką w stronę Anto, ponieważ ta mu się już wtedy podobała. Zaraz, źle to ujęłam ona mu się nie podobała, on ją kochał, można śmiało stwierdzić, że mocniej niż nie jeden dorosły mężczyzna. Niestety... choroba Messiego ich rozłączyła, wyjechał z rozdartym sercem do Hiszpanii, musiał, ponieważ tylko dzięki temu mógł stać się tym kim jest teraz. Tak strasznie ją kochał. To takie piękne, że miłość może trwać tyle lat i pozostać nienaruszona. Antonella razem z dziewczynami została w Rosario. Jednak nie umiała wytrzymać i parę długich dla nich lat po wyjeździe jej miłości postanowiła do niego pojechać. Ciężko było rozstać się z jej najlepszymi przyjaciółkami, ale miłości się nie wybiera. Dziewczyny mimo, że miały siebie nie umiały wytrzymać bez, bo już tak można było ich nazwać, rodziny. No fakt. Widziały ich w telewizji, gazetach, internecie... Ale, przecież to nie to samo. Sami musicie przyznać, że tak się nie da. Wielu z was ma pewnie najlepszych przyjaciół z dzieciństwa i na pewno nie wyobrażacie sobie rozłąki na tyle lat. A no tak, zapomniałam powiedzieć, że parę lat temu pojechały do nich na wakacje, tam poznały wszystkich z drużyny blaugrany i spędziły czas z przyjaciółmi z podwórka, ale niestety wakacje nie trwają wiecznie i musiały wracać do domu. Tym razem jednak nie pojechały jedynie na dwa miesiące, lecz na stałe. 
      - Mamy wam tyle do opowiedzenia! - powiedziała z podekscytowaniem Roccuzzo przytulając po raz kolejny jedną z sióstr, chodzi mi tu o Isabelle, była ona najmłodszą z ich całej "paczki". Miała bowiem 22 lata. - Dobra, idziemy? - dodała łapiąc rękę Anastasii.
      - Jasne! - odpowiedziały w tym samym momencie biorąc przy tym torby i walizki do rąk. Posiadały tego sporo, ale skoro się przeprowadzały nie można było się dziwić tym faktem. Miało być tego jeszcze więcej, ale stwierdziły, że lepiej nie brać wszystkiego, bo było pewne, że jeszcze nie raz wrócą do rodzinnego Rosario.
                                   



*
Witam tych, którzy mnie nie znają z poprzedniego
opowiadania, jak i tych,
którzy właśnie z jego zakończenia zostali wysłani tutaj.
 Na końcu tym, którym go nie czytali oddam do niego linka.
Mam nadzieję, że prolog oraz
bohaterowie
wam się spodobają ;)
 Oczekujcie pierwszego rozdziału.
Do następnego wpisu ;)
sanchezbogiem.blogspot.com ← zakończone opowiadanie.