- No wiem. - uśmiechnęła się i poczekała jeszcze chwilę, aż Isabelle wypuści ją z uścisku. - Brzydkiego bym nie kupiła. - puściła jej oczko, zaraz co? Kupiła? Stojąca w oddali jednak na tyle by usłyszeć Anastasia nie wierzyła co przed chwilą usłyszała, umówiły się, że Roccuzzo pomoże tylko znaleźć im jakieś mieszkanie i to wszystko. Zresztą sami byliście tego świadkami.
- Ale jak to kupiłaś? Inaczej się umówiłyśmy. - podeszła do nich Mariia Mendoza, która jeszcze przed chwilą chodziła po willi. Tak, willi. Bo inaczej nie można było tego nazwać.
- To taki mały prezencik ode mnie i Leośka.
- Ale zaraz, zaraz. Za co? - Ana dalej niczego nie pojmowała.
- Oj no za to, że jesteście tu z nami. - przytuliła je, po czym złapała za ręcę, aby pokazać im cały budynek. Najpierw zaczęły od kuchni, z której łatwo można było przejść do salonu.
Miejsce, w którym miały gotować i spożywać, było w ciemnych kolorystykach z małymi dodatkami w kolorze żółtym przez co wszystko nie wydawało się szare i smutne. W salonie, o którym już wspominałam były już po paru minutach, był on w podobnych kolorystykach, a żebym nie musiała mówić ciągle tego samego to każde pomieszczenie takie było. Ale za to zamiast żółtych w salonie były białe dodatki.
- Dobra, a teraz miejsce, w którym Isa będzie spędzała całe popołudnia. - zaśmiała się głośno. Udały się po schodach, ominęły parę pokoi, a dokładniej dwa, ponieważ Anto powiedziała, że to na końcu. Ciekawość nie dawała im spokoju, kobieta powiedziała, że na pewno będą wniebowziete kiedy je zobaczą, to trochę polepszało sprawę. Anastasia otworzyła drzwi, otworzyła szeroko oczy i odwróciła się do jeszcze szczęśliwszej siostry. Była to łazienka, teraz pewnie śmiejecie sie z nich bo cieszą się ze zwykłej łazienki, otóż dla nich to było miejsce święte i, w którym spędzają 1/4 swojego życia. A czemu Isa będzie tam spędzać popołudnia? Ponieważ ona kocha długie kąpiele, a w takim pomieszczeniu Anto wiedziała, ze będą one jeszcze dłuższe.
- Jak ty mnie dobrze znasz. - pokazała rządek śnieżno białych zębów. - No, także wychodźcie. - zaśmiała się głośno na znak, że żartuje.
- No dobraa, ale zostały jeszcze dwa. - Ant uśmiechnęła się szeroko wskazując na drzwi stojące niedaleko nich. A ta od razu się poderwała i stała już przed drzwiami jednego z dwóch wspomnianych pokoi. Kiedy ich przyjaciółka otworzyła drzwi, Alehandra Mendoza stała jak wryta, z otwartą buzią. Co zobaczyła? Dokładnie odzwierciedlony pokój, z jej domu w Argentynie. Noo z małymi zmianami, ponieważ wyglądał on teraz bardziej dorośle (?). No chodzi mi o to, że jeśli ktoś do niego wejdzie nie będzie miał wątpliwości, że mieszka tam kobieta. Skoczyła na dziewczynę i zaczęła jej dziękować.
- Dobra to teraz twój. - popatrzyła na Anastasię i odwróciły się do pokoju naprzeciwko Isy. Otwierała drzwi droczac się z nową właścicielką tego pomieszczenia, dlatego specjalnie robila to powoli, aby zdenerwować Ane, ta nie wytrzymała i wepchnęła się do miejsca, które zapewne stanie się jej świątynią.
- O japier... - przerwała, ponieważ wiedziała, ze będzie to niestosowne. Pokój był pawie, że identyczny do pokoju jej siostry, ale z jednym wyjątkiem, wszystko było z Arsenalu, czyli tego co było dla niej najważniejsze, nie licząc rodziny i przyjaciół. To co najbardziej ją ucieszyło i odebrało mowę to wielki plakat z Alexisem Sanchezem - jej idolem. Dziewczyna zaczęła piszczeć i rzuciła się na swoje łóżko. Przyjaciółki stały tylko i śmiały się z jej reakcji.
- No to Leo przegrał zakład. - zaczęła zwijać się ze śmiechu narzeczona wielkiego piłkarza Barcy. A Ana i Isa patrzyły tylko na nią pytająco unosząc swoje brwi. - No to może pójdziemy do kuchni, usiądziemy, napijemy się kawy, a ja wam powiem. - patrzyła na nie z szerokim bananem na ustach.
- Ale dopiero trzeba pójść na zakupy, przecież nic nie mamy. - Ana spojrzała na nią i zobaczyła, że uśmiech na twarzy Argentynki i tak nadal został taki sam.
- Tym to się zajęła wczoraj Isabel. - one popatrzyły na siebie nic nie rozumiejąc.
- Ja? - zdziwiła się młodsza Mendoza.
- Niee, haha. Shakira.
- Aaaa. - odrzekły w tym samym momencie. - To co? Czyli kawa? - zaśmiała się Alehandra po czym udały się razem do ich nowej kuchni.
- No to powiesz jaki to był zakład. - uśmiechnęła się Ana podając przyjaciółce kubek z kawą rozpuszczalną i przed chwilą na szybko upieczone przez Ise ciasto marchewkowe.
- No bo to było tak. - upiła łyk napoju kofeinowego. - Kiedy przyszliśmy tu wczoraj, aby sprawdzić czy wszystko jest...
- Wtedy kiedy niby szliście pilnować dzieci Gerarda i Shakiry? - przerwała jej starsza siostra.
- Tak, dokładnie wtedy. - spojrzała na nią uśmiechnięta. - ...gotowe. - dokończyła. - Sprawdziliśmy jeszcze wasze pokoje. - kontynuowała. - No bo wiecie chcieliśmy żeby wszystko było idealne, nawet cztery sprzątaczki zamówiliśmy, żeby każda wszystko dokładnie wysprzątała. - dziewczyną jak na zawołanie po policzkach poleciały łzy, Anto widząc to jeszcze bardziej się uśmiechnęła. - No i jak sobie tak staliśmy w pokoju Any to myśleliśmy kto się bardziej ucieszy. Leoś stawiał na Isabelle, bo jesteś zagorzałą Cules no i do tego sam fakt, że sprowadzalismy te meble z Argentyny- skierowała wzrok na wspomnianą jedną z sióstr. Te słowa bardzo zaskoczyły Ise, nie miała pojęcia, że sciagali je z Rosario. - A ja, że Ana, ponieważ dobrze wiem jakie masz wybuchy szczęścia. - na te słowa dziewczyna zareagowała śmiechem.
- To wygrałaś. - Is wstała i nałożyła dziewczynom kolejne kawałki cista, o którym już wspominałam, ponieważ w trakcie rozmowy zdążyły zjeść swoje porcje. I tak siedziały rozmawiając i śmiejąc się. Pewnie myślicie gdzie w tym wszystkim był Leo, prawda? A tak się składa, że na wieczorze kawalerskim. A teraz pewnie kolejne narzucajace się wam pytanie to kogo jest rzeczony wieczór i kto ma zamiar związać się węzłem małżeńskim, który (podobno) ma wiązać dwoje ludzi w nieprzemijajacej miłości trwającej aż do śmierci? W chu** dobra obiecałam sobie, że jako idealny narrator nie będę przeklinac, wracając... was zaszkocze bo otóż to wszystko za niedługo przyrzekać przed ołtarzem przy księdzu i Bogu będzie Dani Alves, ponieważ wspomniany bierze ślub z niejaką Joaną. A dzisiaj odbył się wieczór kawalerski, nie chce wiedzieć co tam się działo, zresztą sama Antonella, kiedy to Leo dzwonil do kobiety, aby opowiedzieć jej co się stało (podobno miała zwijać się ze śmiechu) mówiła dokładnie tak samo. Wiedziała, że jej miłość już dawno wypila pół barku w domu jego najlepszego przyjaciela. Ale za to wieczór panieński Jo miał odbyć się dopiero za tydzień. Tak na prawdę to nawet nie wiedziała kogo zaprosić. Nikogo z WAGs nie znała. No oprócz Anto, ale nie można było nazwać tego większa znajomością, ich relacje zatrzymywały się na powiedzeniu sobie "cześć" na ulicy gdy się mijają, ponieważ widziały się tylko z raz czy dwa razy. Było to bodajże na jednym z meczy, a później u jej narzeczonego, a za miesiąc już męża.
- Za tydzień jest trening przygotowujący chłopaków do jakiegoś meczu i Leo mówił, że chce abyście przyszły. - puściła im oczko. - Wiecie, dawno nie byłyście, a wszyscy tak strasznie się za wami stęsknili. - na te słowa kobietom mimowolnie wkradł się na usta uśmiech.
- No dobraa, ale zostały jeszcze dwa. - Ant uśmiechnęła się szeroko wskazując na drzwi stojące niedaleko nich. A ta od razu się poderwała i stała już przed drzwiami jednego z dwóch wspomnianych pokoi. Kiedy ich przyjaciółka otworzyła drzwi, Alehandra Mendoza stała jak wryta, z otwartą buzią. Co zobaczyła? Dokładnie odzwierciedlony pokój, z jej domu w Argentynie. Noo z małymi zmianami, ponieważ wyglądał on teraz bardziej dorośle (?). No chodzi mi o to, że jeśli ktoś do niego wejdzie nie będzie miał wątpliwości, że mieszka tam kobieta. Skoczyła na dziewczynę i zaczęła jej dziękować.
- Dobra to teraz twój. - popatrzyła na Anastasię i odwróciły się do pokoju naprzeciwko Isy. Otwierała drzwi droczac się z nową właścicielką tego pomieszczenia, dlatego specjalnie robila to powoli, aby zdenerwować Ane, ta nie wytrzymała i wepchnęła się do miejsca, które zapewne stanie się jej świątynią.
- O japier... - przerwała, ponieważ wiedziała, ze będzie to niestosowne. Pokój był pawie, że identyczny do pokoju jej siostry, ale z jednym wyjątkiem, wszystko było z Arsenalu, czyli tego co było dla niej najważniejsze, nie licząc rodziny i przyjaciół. To co najbardziej ją ucieszyło i odebrało mowę to wielki plakat z Alexisem Sanchezem - jej idolem. Dziewczyna zaczęła piszczeć i rzuciła się na swoje łóżko. Przyjaciółki stały tylko i śmiały się z jej reakcji.
- No to Leo przegrał zakład. - zaczęła zwijać się ze śmiechu narzeczona wielkiego piłkarza Barcy. A Ana i Isa patrzyły tylko na nią pytająco unosząc swoje brwi. - No to może pójdziemy do kuchni, usiądziemy, napijemy się kawy, a ja wam powiem. - patrzyła na nie z szerokim bananem na ustach.
- Ale dopiero trzeba pójść na zakupy, przecież nic nie mamy. - Ana spojrzała na nią i zobaczyła, że uśmiech na twarzy Argentynki i tak nadal został taki sam.
- Tym to się zajęła wczoraj Isabel. - one popatrzyły na siebie nic nie rozumiejąc.
- Ja? - zdziwiła się młodsza Mendoza.
- Niee, haha. Shakira.
- Aaaa. - odrzekły w tym samym momencie. - To co? Czyli kawa? - zaśmiała się Alehandra po czym udały się razem do ich nowej kuchni.
*
- No to powiesz jaki to był zakład. - uśmiechnęła się Ana podając przyjaciółce kubek z kawą rozpuszczalną i przed chwilą na szybko upieczone przez Ise ciasto marchewkowe.
- No bo to było tak. - upiła łyk napoju kofeinowego. - Kiedy przyszliśmy tu wczoraj, aby sprawdzić czy wszystko jest...
- Wtedy kiedy niby szliście pilnować dzieci Gerarda i Shakiry? - przerwała jej starsza siostra.
- Tak, dokładnie wtedy. - spojrzała na nią uśmiechnięta. - ...gotowe. - dokończyła. - Sprawdziliśmy jeszcze wasze pokoje. - kontynuowała. - No bo wiecie chcieliśmy żeby wszystko było idealne, nawet cztery sprzątaczki zamówiliśmy, żeby każda wszystko dokładnie wysprzątała. - dziewczyną jak na zawołanie po policzkach poleciały łzy, Anto widząc to jeszcze bardziej się uśmiechnęła. - No i jak sobie tak staliśmy w pokoju Any to myśleliśmy kto się bardziej ucieszy. Leoś stawiał na Isabelle, bo jesteś zagorzałą Cules no i do tego sam fakt, że sprowadzalismy te meble z Argentyny- skierowała wzrok na wspomnianą jedną z sióstr. Te słowa bardzo zaskoczyły Ise, nie miała pojęcia, że sciagali je z Rosario. - A ja, że Ana, ponieważ dobrze wiem jakie masz wybuchy szczęścia. - na te słowa dziewczyna zareagowała śmiechem.
- To wygrałaś. - Is wstała i nałożyła dziewczynom kolejne kawałki cista, o którym już wspominałam, ponieważ w trakcie rozmowy zdążyły zjeść swoje porcje. I tak siedziały rozmawiając i śmiejąc się. Pewnie myślicie gdzie w tym wszystkim był Leo, prawda? A tak się składa, że na wieczorze kawalerskim. A teraz pewnie kolejne narzucajace się wam pytanie to kogo jest rzeczony wieczór i kto ma zamiar związać się węzłem małżeńskim, który (podobno) ma wiązać dwoje ludzi w nieprzemijajacej miłości trwającej aż do śmierci? W chu** dobra obiecałam sobie, że jako idealny narrator nie będę przeklinac, wracając... was zaszkocze bo otóż to wszystko za niedługo przyrzekać przed ołtarzem przy księdzu i Bogu będzie Dani Alves, ponieważ wspomniany bierze ślub z niejaką Joaną. A dzisiaj odbył się wieczór kawalerski, nie chce wiedzieć co tam się działo, zresztą sama Antonella, kiedy to Leo dzwonil do kobiety, aby opowiedzieć jej co się stało (podobno miała zwijać się ze śmiechu) mówiła dokładnie tak samo. Wiedziała, że jej miłość już dawno wypila pół barku w domu jego najlepszego przyjaciela. Ale za to wieczór panieński Jo miał odbyć się dopiero za tydzień. Tak na prawdę to nawet nie wiedziała kogo zaprosić. Nikogo z WAGs nie znała. No oprócz Anto, ale nie można było nazwać tego większa znajomością, ich relacje zatrzymywały się na powiedzeniu sobie "cześć" na ulicy gdy się mijają, ponieważ widziały się tylko z raz czy dwa razy. Było to bodajże na jednym z meczy, a później u jej narzeczonego, a za miesiąc już męża.
- Za tydzień jest trening przygotowujący chłopaków do jakiegoś meczu i Leo mówił, że chce abyście przyszły. - puściła im oczko. - Wiecie, dawno nie byłyście, a wszyscy tak strasznie się za wami stęsknili. - na te słowa kobietom mimowolnie wkradł się na usta uśmiech.
*
No to mamy nowy rozdział.
Pierwsza część mi się nie za bardzo podoba,
ale opinia należy do was.
Oczekujcie kolejnego,
ale opinia należy do was.
Oczekujcie kolejnego,
w którym zacznie się powoli dziać. ;D
Zachęcam wszystkich,
Zachęcam wszystkich,
którzy czytają do komentowania,
nawet tych z anonima. ;)
nawet tych z anonima. ;)
Do nexta. :D



Ciekawie masz pomysły:)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńpiękne mieszkanie wybrałaś!
OdpowiedzUsuńczekam na następny rozdział :)
fajny rozdział! czekam na nexta
OdpowiedzUsuńFajny, czekam na kolejny ;3 /Zuza
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny ;D
OdpowiedzUsuń