piątek, 18 września 2015

Rozdział 7.

Kto tego nie uwielbia? Długi spacer, świeże powietrze, zapachy kwiatów... Mogłabym tak wymieniać godzinami. Tak samo jak Isabelle. Po tym incydencie sprzed chyba miesiąca  jeśli mnie oczywiście pamięć nie myli, nasza bohaterka codziennie wybierała się na takie spacery, no wiecie żeby sobie przemyśleć to i owo. Zaczęła też biegać, nie robiła tego dla figury, którą zresztą już posiadała, tylko po to aby nie mieć czasu na myślenie o tej przeklętej nocy. Wyłączyła telefon, ponieważ Neymar nie dawał jej spokoju, nie wiedziała skąd i jak posiadał jej numer, ale nie miała zamiaru z nim gadać. Przecież chciała zapomnieć! Strasznie schudła i do tego w ogóle z nikim nie kontaktowala. Była po prostu zamknięta w swoim świecie. Anastasia bardzo martwiła się o swoją siostrę, próbowała też jej pomóc, jednak ona sobie na to nie pozwalała. Antonella i Leo chcieli zapisać ją na jakąś terapię jednak na to też się nie zgodziła. Tego dnia nasza bohaterka wybrała się na jogging. Nałożyła na siebie parę ulubionych butów sportowych, słuchawki i wybiegła z domu tak gwałtowne jakby się palił. Przebiegła obok placu zabaw przy którym się na chwilę zatrzymała, popatrzyła na te małe szkraby, były takie szczęśliwe. Pierwszy raz od miesiąca szczerze się uśmiechnęła. Po tej krótkiej chwili zapomnienia ruszyła w dalszą drogę. Nagle poczuła jak w coś uderza, a potem usłyszała cichy szloch dziecka. Wlasnie zrozumiała, że wpadła na małego chłopczyka.
      - Jejku, przepraszam. Strasznie mi przykro, zamyśliłam się. - przestraszona podniosła dziecko i spojrzała mu w oczy, zdziwiła się strasznie tym kogo właśnie "poturbowała".
      - Isa! - uradowany chłopczyk przytulił kobietę.
      - Davi? Kochanie co ty tu robisz? - zdziwiona przytuliła go jeszcze mocniej.
      - Przyjechałem do tatusia. Dlaczego nie było cię w domu? - poczuła, że musi się wypłakać ten mały znowu przypomniał jej o jego ojcu.
      - N-nie ważne...
      - Iska nie płacz. - pocałował ją w policzek. Może i był mały, ale dużo rozumiał. Wiedział, że jego Tata i Is nie byli już razem. Ale... On miał już plan.
      - Lucca co ci mówiłem? Miałeś nie rozmawiać z niezna... - przyszedł też i tatuś.
      - Cze...cześć - Neymar ostatni raz widział ją miesiąc temu. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Była blada, wychudzona i miała opuchnięte od paro tygodniowego płaczu oczy. Isabelle nie odpowiadając szybko wstała otrzepała lekko przez nią zdarte kolana malca, pocałowała go w policzek, przeprosiła, popatrzyła na Neya uroniła parę łez i pobiegła w stronę domu. Teraz to pewnie w ogóle nie będzie z niego chyba wychodziła...
 *
      - Tatoo? - podbiegł do niego mały blondynek, jego oczko w głowie.
      - Co się stało? - wziął go pod swoje ramię popijając przy tym sok.
      - Dlaczego jesteś smutny? I dlaczego Iska też była wczoraj smutna? - Oj on już dobrze wiedział czemu, chciał tylko porozmawiać. Od tamtej nocy Ney malo z kimś rozmawiał. Mały Brazylijczyk chciał to wreszcie zmienić.
      - Wiesz mały... Czasami coś robiąc nie jesteśmy świadomi tego, że wyrządzamy komuś wielką krzyw...
      - Zrobiłeś jej krzywdę? - przerwał mu chłopczyk. - Uderzyłeś ją?! - otworzył buzię w kształcie wielkiego "O".
      - Ni... - znowu nie mógł dokończyć.
      - Przeproś! Ja zawsze jak uderzyłem Milana albo Thiago to od razu przepraszałem i wszystko było dobrze!
      - Ahh mały... Gdybym to tylko raz ją przeprosił...
      - To-to... Wiem! Ja jej powiem, że żałujesz! Wtedy uwierzy!
      - Wiesz, lepiej nie. - pogłaskał po głowie synka.
      - Dlaczego? Ona musi być z nami! - spierał się chłopczyk.
      - To raczej niemożliwe... - miał się podnieść w celu odniesienia szklanki po soku.
      - Jak tak możesz?! Ja chcę Ise! - rozpłakał się i pobiegł na górę do pokoju. Ta rozmowa dała małemu do zrozumienia, że musi działać sam. Ney wiedział, że chłopczyk bardzo ją kocha tak samo jak on. W międzyczasie przypomniało mu się, że za niedługo będzie musiał lecieć do Francji na mecz, a kompletnie nie ma co robić z synkiem. Udał się po cichu do pokoju jego pociechy, zapukał lekko nie słysząc odpowiedzi wszedł do środka.
      - Idź sobie! - malec rzucił w jego stronę poduszką. Ale nie byle jaką. Dostali ją od Isabelli. Miało ich zdjęcie na wycieczce w Disneylandzie. Neymar miał taką samą. - Nie słyszałeś? - zapytał pisząc coś na kartce.
     - Co tam masz? - zapytał gdy ujrzał, że malec coś pisze.
     - Coś.
     - Davi nie rób tak. Gdyby to ode mnie zależało Iska dawno by u nas była. - Nie słysząc nic z jego strony podszedł bliżej - Mamy mały problem wiesz...? - usiadł niepewnie obok synka.
      - Jaki? - pytał nadąsany.
      - Pojutrze jadę na mecz... - Ney zobaczył jak twarz chłopca pojaśniała, miał chyba nadzieję, że tata zabierze go ze sobą. - ...i będziesz musiał nocować u babci. - dokończył.
      - Nieee... - rzucił się teatralnie na łóżko. - Wiem! - jak szybko znalazł się na łóżku tak był już obok taty. Junior spodziewał się co zaraz usłyszy. - Mogę iść do Iskiii?? Prooooosze. - od słowa do słowa i Ney stał już w kuchni czekając aż Argentynka odbierze. Jednak na próżno. Jak przez ten ostatni miesiąc nie dawała znaku życia tak i teraz w ogóle nie dało się do niej dodzwonić. Kiedy próbował wytłumaczyć małemu chłopakowi, że nikt nie odbiera ten nie dawał mu spokoju i kazał dzwonić do Anastasii.
      - Ana?
      - Tak, co chcesz? -spytała zdziwiona. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów zadzwonił do niej Ney.
      - Słuchaj... Dasz mi Isabelle? - nastała chwila ciszy. - Halo... - miał już się rozłączyć.
      - Czekaj. - wreszcie się odezwała. - Daj mi chwilę. Ale nic nie obiecuje.
      - Mówiłem ci już, że jesteś kochana? -zaśmiał się Ney.
      - Nie słodź, nie słodź.
      - Jeszce jedno, jeśli nie będzie chciała to powiedz, że chodzi o Daviego. Czekał jakieś parę minut.
      - Halo. O co chodzi? - spytała.
      - Posłuchaj. Mamy problem. W sensie ja i Davi. - nie słysząc nic z jej strony postanowił kontynuować. - Pojutrze jadę do Francji, a Lucca nie chce spać u babci, więc poprosił mnie żebym do ciebie zadzwonił i spytał się czy mógłby nocować u ciebie...
      - Ok. - powiedziała bez żadnych emocji do słuchawki.
      - To na pewno nie będzie żaden problem? - wolał upewnić się gracz Dumy Katalonii.
      - Na pewno. O której masz wylot, czy coś? - mówiła wciąż zachowując spokój. Robiła tak, ponieważ najzwyczajniej w świecie próbowała się nie rozkleić. Zawsze kiedy widziała go w telewizorze, gazecie albo internecie starała się nie płakać. Cały czas miała przed oczami moment, w którym mieli się pocałować, a ona bez żadnego słowa uciekła. Była dumna z tego, że się przy nim nie ugięła, ale za razem karciła się w myślach, że straciła okazję aby kolejny raz poczuć ciepło jego ust. Nienawiść jak i miłość były na równi trzeba było tylko czekać i zobaczyć, które z nich wygra.
      - O 19. Podrzucę go o 17, jeśli oczywiście ci pasuje. - czekał ze wściekle bijącym sercem Brazylijczyk.
      - Oczywiście, że pasuje.
      - To... Dobranoc. - miał już się rozłączyć.
      - Yyy Ney! - szybko krzyknęła Argentynka, aby zdążyć coś mu jeszcze powiedzieć.
      - Tak? - spytał z nadzieją w głosie.
      - Powiedz Daviemu, że go kocham. - powiedziała szybko po czym się rozłączyła. Jego nadzieję znikły. Czego on się spodziewał, że będzie chciała się z nim umówić, albo że nagle powie mu, że go kocha? Niedoczekanie...

10 komentarzy:

  1. ale ona go kocha no xd davi wszystko tam załatwi haha =D wspaniały rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja uwielbiam takie akcje :D Czekam na next i zapraszam do mnie ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Davi mały kombinator ;D haha, podoba mi się ten pomysł i chęć połączenia tej dwójki przez malca ;D
    Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Daviś swatka hahha ^^
    Bardzo fajny rozdział! <3 /Zuza

    OdpowiedzUsuń
  5. hahaha świetny :D
    czekam Dominiko na nexta :#

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń