Neymar stał przed lustrem i poprawiał jeszcze swoją fryzurę. O dziwo zajęło mu to naprawdę mało czasu, patrząc na to ile poświęca go na to codziennie. Miał zamiar zrobić niespodziankę swojej ukochanej i zajechać po nią, by razem mogli udać się już prosto pod dom cracka i jego partnerki. Założył czarne buty, poprawił jeszcze garnitur, złapał za kluczyki do swojego Lamborghini i wyszedł przez przejście w swoim domu do garażu, wsiadł i ruszył w stronę domu jego ukochanej, ta nie wiedziała o tym, że ma zamiar ją odwiedzić.
Kiedy był już na miejscu podszedł do drzwi, zadzwonił i z szerokim uśmiechem czekał, aż ktoś mu otworzy, po niecałych dwóch minutach usłyszał otwierający się zamek, a chwilę później ujrzał Alehandre Mendoze stojącą przed nim jeszcze z mokrymi włosami i w dresach.
- Co ty tu robisz, nie umawialiśmy się chyba, że przyjedziesz, prawda? - uniosła do góry prawą brew wymawiając ostatnie słowo.
- Taka niespodzianka, wieesz.. - podrapał się po głowie. - Wpuścisz mnie? - spytał z uwagi na to, że dalej stali w progu. Dziewczyna ruchem ręki wskazała aby jej chłopak wszedł i nakazała mu usiąść na fotelu w salonie.
- Czemu nie jesteś jeszcze gotowa, przecież za dwadzieścia minut mamy być u nich. - rzekł ze zdziwieniem Brazylijczyk.
- Jak to? A która jest?
- Noo 18:40. - odpowiedział uruchamiając telefon i patrząc na zegarek.
- A my mamy być u nich za godzinę i dwadzieścia minut, durniu. - zaśmiała się i pocałowała mężczyznę w policzek po czym kazała mu sobie coś puścić w telewizji, a sama poszła wysuszyć włosy i ogólnie się przygotować.
Tego wieczora kobieta postawiła na czerwień, ubrała się w piękną u góry koronkową czerwoną sukienkę z kołnierzykiem, buty na obcasach (co było naprawdę czymś wyjątkowym u Isabelle), które były czarne, na oczach zawitał jedynie tusz i rozjaśniacz, a usta, które miały odgrywać tu najważniejszą rolę podkreśliła czerwoną szminką, włosy lekko podkręciła i po niecałej godzinie gotowa zeszła do swojego partnera.
- Oj warto było tyle czekać. - uśmiechnął się kokieteryjnie i wstał, złapał ją za biodra i zwinnym ruchem pociągnął do siebie, by zaraz po tym namiętnie wpić się w jej idealnie czerwone usta, ryzykował zabarwieniem swoich, ale jakoś go w tym momencie to interesowało, ważna była Isabelle, ta Isabelle, o której jeszcze niedawno śnił, a teraz miał ją dla siebie i nikogo więcej, była jego oczkiem w głowie, jego miłością, jego całym światem. Sam ciągle zastanawiał się jak on mógł wytrzymać tyle czasu bez jej pięknego głosu, oczu, zapachu, wszystkiego...
Gdy już zabrakło im tchu oderwali się od siebie, a Is widząca całe czerwone usta Neymara zachichotała cicho po czym sięgnęła po mokre chusteczki i dokładnie wytarła mu twarz.
- Jedziemy?
- No właaśnie, miałam raczej inny pomysł. - uśmiechnęła się szeroko. Neymar nic nie powiedział tylko podniósł pytająco brew nie bardzo rozumiejąc o co może jej chodzić.
Kiedy był już na miejscu podszedł do drzwi, zadzwonił i z szerokim uśmiechem czekał, aż ktoś mu otworzy, po niecałych dwóch minutach usłyszał otwierający się zamek, a chwilę później ujrzał Alehandre Mendoze stojącą przed nim jeszcze z mokrymi włosami i w dresach.
- Co ty tu robisz, nie umawialiśmy się chyba, że przyjedziesz, prawda? - uniosła do góry prawą brew wymawiając ostatnie słowo.
- Taka niespodzianka, wieesz.. - podrapał się po głowie. - Wpuścisz mnie? - spytał z uwagi na to, że dalej stali w progu. Dziewczyna ruchem ręki wskazała aby jej chłopak wszedł i nakazała mu usiąść na fotelu w salonie.
- Czemu nie jesteś jeszcze gotowa, przecież za dwadzieścia minut mamy być u nich. - rzekł ze zdziwieniem Brazylijczyk.
- Jak to? A która jest?
- Noo 18:40. - odpowiedział uruchamiając telefon i patrząc na zegarek.
- A my mamy być u nich za godzinę i dwadzieścia minut, durniu. - zaśmiała się i pocałowała mężczyznę w policzek po czym kazała mu sobie coś puścić w telewizji, a sama poszła wysuszyć włosy i ogólnie się przygotować.
Tego wieczora kobieta postawiła na czerwień, ubrała się w piękną u góry koronkową czerwoną sukienkę z kołnierzykiem, buty na obcasach (co było naprawdę czymś wyjątkowym u Isabelle), które były czarne, na oczach zawitał jedynie tusz i rozjaśniacz, a usta, które miały odgrywać tu najważniejszą rolę podkreśliła czerwoną szminką, włosy lekko podkręciła i po niecałej godzinie gotowa zeszła do swojego partnera.
- Oj warto było tyle czekać. - uśmiechnął się kokieteryjnie i wstał, złapał ją za biodra i zwinnym ruchem pociągnął do siebie, by zaraz po tym namiętnie wpić się w jej idealnie czerwone usta, ryzykował zabarwieniem swoich, ale jakoś go w tym momencie to interesowało, ważna była Isabelle, ta Isabelle, o której jeszcze niedawno śnił, a teraz miał ją dla siebie i nikogo więcej, była jego oczkiem w głowie, jego miłością, jego całym światem. Sam ciągle zastanawiał się jak on mógł wytrzymać tyle czasu bez jej pięknego głosu, oczu, zapachu, wszystkiego...
Gdy już zabrakło im tchu oderwali się od siebie, a Is widząca całe czerwone usta Neymara zachichotała cicho po czym sięgnęła po mokre chusteczki i dokładnie wytarła mu twarz.
- Jedziemy?
- No właaśnie, miałam raczej inny pomysł. - uśmiechnęła się szeroko. Neymar nic nie powiedział tylko podniósł pytająco brew nie bardzo rozumiejąc o co może jej chodzić.
- Bo wieesz.. w sumie to jeszcze nikt nie wie, że się spotykamy, to dobry pomysł aby ich jakoś wkręcić.
- Kontynuuj. - zaśmiał się uroczo Brazylijczyk, po czym zaczął słuchać jak będzie po kolei przebiegał ich plan.
*
- Kogo brakuje? - zapytała Antonelle Mebarak stojąca w kuchni i pomagająca jej zaparzyć herbatę dla Daviego, Thiago i Milana.
- Yy.. - wychyliła głowę w stronę salonu, aby lepiej widzieć siedzących gości. - Dokładnie Isabelle i Neymara. - zdziwiła się lekko.
- Jeszcze zaraz przyjdą tu przytuleni do siebie i oznajmią nam, ze są razem. - zaśmiała się głośno partnerka Pique, a jej przyjaciółka zaczęła jej wtórować, przecież dla tych kobiet ostatnią realną rzeczą jaką mogłaby się zdarzyć to Isabelle wybaczająca "Barcelonskiej 11". Te chwile śmiechu przerwał im dzwonek do drzwi, gospodyni domu poprosiła przyjaciółkę o zajęcie miejsca przy stole, a sama poszła otworzyć. Jej oczom ukazał się promienny uśmiech Jej przyjaciółki z Argentyny.
- No wreszcie jesteś. - przytuliła ją. - Widziałaś może Neymara jak tu szedł? Jeszcze go niema.
- Nie. - powiedziała z jeszcze szerszym uśmiechem i za prośbą Anto zasiadła do reszty przyjaciół. Zachowanie Isabelle wydawało się jej niemało dziwne, ale nie miała czasu na dłuższe namysły, ponieważ kobieta jeszcze nie zdążyła odejść od drzwi, a ponownie rozległ się dźwięk dzwonka, teraz był to już ostatni wyczekiwany i spóźnialski Junior. Przywitał się i pewnie poszedł w stronę stołu, widząc, że obok jego partnerki siedzi Marc, Anastasia i Claudio, a jedyne wolne miejsce jest na końcu poprosił ostatnio wymienionego o zamianę miejscami, ten lekko zdziwiony całą sytuacją oczywiście się przesiadł, a zadowolony Brazylijczyk usiadł obok ukochanej i czule pocałował ją w usta. Każdy gość jak i gospodarze siedzieli z otwartymi ustami nie wiedząc co się dzieje, oczywiście oprócz Bartry, siostry Alehandry i małego Daviego, który pierwszy raz w życiu nie zasłaniał oczu, gdy widział jak się całowali, ale robił to po prostu dlatego żeby mieć ubaw ze wszystkich zebranych.
- No co się patrzycie? Już własny chłopak nie może mnie pocałować? - po tych słowach sami zainteresowani zaczęli się głośno śmiać.
- Czekaj, możesz powtórzyć? Chłopak? - nie dowierzał Dani.
- No chłopak, coś nie tak? - próbowała nie wybuchnąć śmiechem.
- Od kiedy? - tym razem do ich konwersacji dołączył się Pique.
- Wczoraj! To dzięki mnie! - wyrwał się z miejsca pierworodny Neya. - To jest właśnie ta chwila, kiedy macie mi gratulować i ogólnie mówić jaki to jestem genialny. - wyszczerzył się, a cała reszta zaczęła się śmiać. Kiedy już każdy ochłonął gospodyni domu przyniosła długo wyczekiwany przez jej syna i Leo posiłek.
- No dobra, no to chyba czas wyjaśnić po co was tu wszystkich zaprosiliśmy. - wstał Lionel, gdy już wszyscy skończyli raczyć się pysznościami i złapał za rękę swoją ukochaną, aby mogła stanąć obok niego.
- Chcieliśmy Wam powiedzieć, że...
- Od kiedy? - tym razem do ich konwersacji dołączył się Pique.
- Wczoraj! To dzięki mnie! - wyrwał się z miejsca pierworodny Neya. - To jest właśnie ta chwila, kiedy macie mi gratulować i ogólnie mówić jaki to jestem genialny. - wyszczerzył się, a cała reszta zaczęła się śmiać. Kiedy już każdy ochłonął gospodyni domu przyniosła długo wyczekiwany przez jej syna i Leo posiłek.
- No dobra, no to chyba czas wyjaśnić po co was tu wszystkich zaprosiliśmy. - wstał Lionel, gdy już wszyscy skończyli raczyć się pysznościami i złapał za rękę swoją ukochaną, aby mogła stanąć obok niego.
- Chcieliśmy Wam powiedzieć, że...
*
I Buuja!
Tak, jestem okropna :D
Po prostu lubię robić innym na złość
i dlatego nie wyjawiłam Wam powodu kolacji :D
Oczywiście uwagi, wrażenia itp
obowiązkowo zostawcie w komentarzach.
Ooo właśnie,
chciałabym Wam meega mocno
podziękować za tą aktywność pod każdym rozdziałem,
jesteście naprawdę wielcy <3
Teraz już nie pozostaje mi nic innego
jak tylko napisać:
"Do następnego" ;)
I Buuja!
Tak, jestem okropna :D
Po prostu lubię robić innym na złość
i dlatego nie wyjawiłam Wam powodu kolacji :D
Oczywiście uwagi, wrażenia itp
obowiązkowo zostawcie w komentarzach.
Ooo właśnie,
chciałabym Wam meega mocno
podziękować za tą aktywność pod każdym rozdziałem,
jesteście naprawdę wielcy <3
Teraz już nie pozostaje mi nic innego
jak tylko napisać:
"Do następnego" ;)

No to teraz już jestem na 99,9% pewna, co Lio powie. :p Czekam na next ;)
OdpowiedzUsuńAle jest 0,1% niepewności ;) :D Dowiecie się niedługo, bo pół rozdziału już napisane ;)
UsuńNo w takim momencie przerywać... Czekam na next ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na next !:>
OdpowiedzUsuńPierwszy tydzień z Mel B już za mną !
Zapraszam na mojego bloga !
Zobacz, że już po tygodniu widać efekty i podejmij razem ze mną 30 dniowe wyzwanie z Mel B ! :)
http://nononomx.blogspot.com/2015/10/pierwszy-tydzien-z-mel-b.html
Świetne
OdpowiedzUsuńŚwietny ;) czekam na next ;)
OdpowiedzUsuńCudeńko, czekam na kolejny ;*/Zuza
OdpowiedzUsuń