środa, 28 października 2015

Rozdział 12.

      - No dobra, no to chyba czas wyjaśnić po co was tu wszystkich zaprosiliśmy. - wstał Lionel, gdy już wszyscy skończyli raczyć się pysznościami i złapał za rękę swoją ukochaną, aby mogła stanąć obok niego.
      - Chcieliśmy Wam powiedzieć, że spodziewamy się dziecka! - krzyknęła uradowana Antonella.
      - Naprawdę? - zapytała z podekscytowaniem Anastasia, czyli ta, która wprost ubóstwa dzieci.
      - Tak! To już trzeci miesiąc!
      - No to gratulujemy kochani! - wykrzyknął Gerard.
      - Będę miał braciszka, będę miał braciszka...! - krzyczał cały czas zadowolony Thiago.
      - Albo siostrzyczke. - powiedziała Isabelle szeroko się uśmiechając i roztrzepujac malcowi włosy. I tak oto rozpoczęło się dwudziesto minutowe pochodzenie do pary i gratulowanie im drugiego potomka.
      - Mam coś jeszcze do powiedzenia. - stanął obok ukochanej Lio, ale nie trwało to długo, bo po niecałych paru sekundach klęczał przed Argentynką. - Jesteś ze mną od najmłodszych lat, pamiętam kiedy jako dzieci bawiliśmy się razem, już wtedy wiedziałem, że nie jesteś dla mnie zwykłą przyjaciółką, a teraz z każdą następną chwilą coraz bardziej rozumiem, że chcę być z Tobą już na zawsze. Jestem pewien, że to co do Ciebie czuję nie jest chwilowe, dowodem tego jest nasz cudowny synek Thiago i mój drugi jeszcze nienarodzony zastępca w reprezentacji i Barcelonie, bo oczywiste jest to, że będzie to chłopiec. - w tym momencie pogłaskał ją po brzuchu i lekko sie uśmiechnął. - To uczucie jest twarde jak niejednen diament i dlatego chciałbym, żeby ten był tego największym symbolem. - i po tych słowach wyciągnął diamentowy pierścionek zaręczynowy - Antonello Roccuzzo, czy uczynisz mnie najszczesliwszym piłkarzem na świecie i wyjdziesz za mnie?
Kobieta stała w osłupieniu i po chwili przetarła spływające po jej policzkach łzy, nie żałowała tego, że pojechała za nim do Barcelony, być może straciłaby szansę na ogromne szczęście u boku wspaniałego, romantycznego i jedynego w swoim rodzaju Argentyńczyka.
     - I ty się jeszcze pytasz? - pisnęła. - Tak, tak i jeszcze raz taak! - rzuciła się w jego ramiona, aby potem po krzykach gości: "gorzko, gorzko!", złączyć swoje usta w długim pocałunku. O dziwo po raz kolejny żadne z dzieci nie zakryło oczu.
      - Słuchajcie... - odezwała się Shaki. - Skoro zrobił się z dzisiejszego wieczoru dzień wyznań,  to ja też mam Wam coś do powiedzenia. - momentalnie każdy odwrócił wzrok w stronę Kolumbijki. - Ja-ja również spodziewam się dziecka! - krzyknęła szeroko się uśmiechając.
      - Co... Będę miał drugie dziecko! - krzyknął Gerard i nagle runął na ziemię, najwidoczniej Mebarak jeszcze nie zdążyła mu powiedzieć o ich drugim potomku. Każdy podszedł do biednego Pique, który po paru minutach się ocknął, długo zajęło mu zrozumienie, że jego żona spodziewa się dziecka. Biedna Isabel... Nie dość, że już ma w domu dwójkę dzieciaków,  to teraz kolejny, miejmy nadzieję, że ten z charakteru będzie podobny do matki.

                                     *

Było już naprawdę późno, jednak nikomu nie chciało się wracać do domu, wszyscy z niebywale dobrymi humorami siedzieli w salonie i rozmawiali ze sobą.
       - No dobra, a kiedy w końcu to ja będę ciocią? - Antonella spojrzała w stronę Neymara i Isabelle.
       - Ty to do mnie mówisz? - zdziwiła się.
       - No, a na kogo patrzę? - przewróciła śmiesznie oczami narzeczona Messiego.
       - Dopiero dwa dni jesteśmy razem, a ty juz rządasz dzieci. - zaśmiała się.
       - W sumie to Davi pewnie nie pogardziłby rodzeństwem. - wtrącił się Neymar.
       - Ty chyba za dużo wypiłeś. - wystawiła mu język Isabelle.
       - Może. - podrapał się po głowie.
       - Davi! Chcesz dzisiaj spać u mnie? - krzyknęła. Mały podbiegł do niej i energicznie pokiwał głową na znak, że chcę.
       - To bierz tatę i idziemy, bo zaczyna mi tu majaczyć. - po tych słowach zaczęła się głośno śmiać. Pierworodny Neya zrobił to co mu powiedziała i chwilę później stali już w drzwiach. Pożegnali się i spacerem ruszyli w stronę domu Mendoz, oczywiste było, że żadne z nich nie będzie mogło prowadzić.



*
Krótki i beznadziejny,
ale z 38 stopniową gorączką na nic lepszego mnie nie stać,  w sumie i bez niej powstałoby pewnie to samo.
Oczywiście każdy kto przeczytał niech skomentuje i oczekuję
 kolejnego rozdziału ;)
<KLIK>
Zapraszam na prolog jeśli ktoś jeszcze nie widział :)
                       
      

3 komentarze:

  1. Świetny rozdział i prawdziwy baby boom ;D
    Dobrze myślałam, że Lio poprosi o rękę Anto ;D mogę normalnie robić za wróżkę XD koniec żartów. Czekam na kolejny rozdział I liczę, że będzie niedługo. ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) Poprawiłaś mi humor. Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń