poniedziałek, 5 października 2015

Rozdział 9.

      - Przyjechał! Przyjechał! - krzyczał Davi kiedy po czterogodzinnym czekaniu pod bramę domu Mendoz nadjechał samochód.
      - Widzę, nie musisz krzyczeć. - zaśmiała się Isabelle. Kazała chłopczykowi zaczekać na fotelu i oglądać bajki, a sama poszła do drzwi aby otworzyć jego tacie. Wypuściła głośno powietrze z ust i chwyciła za klamkę po usłyszeniu dzwonka. Zawahała się, jednak słysząc cichy szept otuchy ze strony Luccy z salonu zrozumiała, że robi to jedynie po to aby pomóc Daviemu, bo tylko dzięki temu chłopczyk będzie chciał pojechać z nią do szpitala. Pociągnęła i przed jej twarzą pojawiła się twarz jej miłości. Stali tak wpatrzeni się w siebie nic nie mówiąc.
      - Yhmm, wejdź. - przerwała tą ciszę po czym przeczesała ręką włosy kiedy Neymar wyminął ją aby zrobić to co mu powiedziała.
      - Taaaatuś! - krzyknął Davi podbiegając do swojego taty, Isabelle patrzyła z otwartą buzią na chłopczyka. Kiedy ten spojrzał na swoją nogę od razu skarcił się w myślach i upadł z hukiem na podłogę poprzedzając to donośnym krzykiem. Oni podeszli do niego z założonymi rękami i patrzyli podejrzliwie w jego stronę.
      - Ałaa, no pomóżcie. - popatrzył na nich bolącym wzrokiem. Ci podeszli, a Lucca podłożył nogę Isabelli tak, aby ta spadła na jego tatę. I tak oto teraz oni leżeli, a pierworodny Neymara stał nad nimi z tym wielkim uśmiechem.
      - Nic się nie stało - wyszeptała mu cicho do ucha widząc zakłopotanie na twarzy Da Silvy.
      - Oj no całujcie się już! - razem w tym samym momencie popatrzyli się do góry, a widząc spontaniczne gesty chłopaka zaśmiali się i mieli już złączyć swoje usta... - Ej czekajcie!
      - No co?! - udawał oburzonego Brazylijczyk.
      - Zróbcie to, aaale muszę się odwrócić, więc jak skończycie to mi powiedzcie. - Isabelle zwijała się ze śmiechu na piłkarzu, ten ją uspokoił łapiąc za podbródek i czule całując, wreszcie przypomnieli sobie jakie to było wspaniałe uczucie, nareszcie mogli poczuć się jak kiedyś, poczuć się kochanym.. - Juuuuż?! - krzyczał odwrócony do nich z rękami na twarzy, para (bo chyba mogę tak już o nich mówić, a raczej wreszcie) już dawno skończyła, czekali tylko na to żeby się odwrócił, a oni mogli kontynuować na jego oczach. - No e...  - w tym momencie odwrócił wzrok na nich. - Fuuu!! To było specjalnie! - rzucił się na nich łaskocząc  raz jego tatę, a raz Isabelle.

*

Wszyscy razem (czyli Isabelle, Neymar i Davi) siedzieli na kanapie w salonie i oglądali telewizję, a dokładniej bajki, bo oczywiste było, ze tym kto wygra pilota będzie pierworodny Da Silvy. No bo kto inny?
      - Ej. - wstał mały chłopczyk i stanął dokładnie na przeciwko wtulonej do siebie pary. - Przyznajcie, genialnie to zaplanowałem. - wyszczerzył się widząc ich uśmiechnięte miny.
      - Tak, tak Davi, genialnie. -  przyznała rację dziecku Argentynka.
      - A ty tato nic nie powiesz? Za to wszystko powinieniem dostać trzy gałki lodów!
      - A to niby czemu? - zapytał ze zdziwieniem Brazylijczyk.
      - A to temu, ze gdyby nie ja to wy byście się nigdy nie pogodzili, powinieneś się ode mnie uczyć! - słysząc to Isabelle nie mogąc się powstrzymać wybuchła śmiechem, była strasznie szczęśliwa, wreszcie miała u boku swojego ukochanego, przecież powinno dawać się drugą szansę i taką właśnie otrzymał Brazylijczyk, miejmy nadzieję, że szybko jej nie zaprzepaści i tym sposobem nie straci jej po raz kolejny i kto wie czy nie ostatni? Syn Ney'a ponownie usiadł obok nich i dalej zaczęli gapić się w ekran telewizora. I w tym oto momencie jak burza wpadła do domu Anastasia. Widząc przutuloną do Brazylijczyka siostrę ze zdumienia przetarła oczy rękami, aby upewnić się czy czasem jedna lampka wina nie przyprawiła ją o zwidy.
      - Że co? Że wy? Ale, że tak razem? Tutaj? Jak to?! - stała przed nimi z otwartą buzią, a sprawcy takiego zdziwienia Marii śmiali się nie mogąc złapać tchu. - No odpowie mi ktoś wreszcie? - stała z założonymi rękami dalej nie wierząc i co kilka sekund przecierając oczy, co jeszcze bardziej rozśmieszyło parę.
      - Dobra, to może ja wytłumaczę. - z szerokim bananem na ustach zabrał głos mały chłopak wychodząc przed wszystkich. - Więc, dawno, dawno temu... - i tak oto wszyscy musieli słuchać długiej i wyczerpującej opowieści Luccy zaczynającej się od momentu kiedy wpadł na ten, jak to sam cały czas powtarzał, genialny pomysł, a kończącej się w momencie kiedy nieoczekiwanie do domu przyszła Anastasia. Dziękujcie mi, że oszczędziłam wam tej męczarni, bo uwierzcie, że trochę mu to zajęło.
      - A tak w ogóle to co się stało, że tak nagle wróciłaś? - spytała Isabelle swoją siostrę, kiedy zmęczony opowieścią Davi poszedł spać, a co do opowieści to musicie wiedzieć, zawierała nawet dialogi! No.. może nie były aż tak dokładnie opisane słowo w słowo, ale jednak były!
     - Aaa... - machnęła ręką dziewczyna - nawet mi nie przypominaj.
     - Pokłóciliście się z Marciem? - spytał z zaciekawioną miną piłkarz wywołując śmiech ze strony jego dziewczyny. - No co? Tylko pytam. - skulił głowę na dół i udawał, a może i nie no bo kto go tam wie, obrażonego. 
      - Oj kotek, przecież nic nie mówię. - pocałowała go w policzek, na co od razu piłkarzynie poprawił się humor.
      - Będę musiała się do tego przyzwyczaić. - zaśmiała się Anastasia.
      - Dobra, wracając. Serio się pokłóciliście? - zapytała Isabelle.
      - Niee. - zaprzeczyła.
      - Tyy. - zwrócił się do swojej dziewczyny - A może ona jest w ciąży! Alboo... - pstryknął palcem. - Albo on sie jej oświadczył! 
      - Ty to masz wyobraźnię. - stwierdziła Anastasia i uderzyła się w twarz robiąc tak zwanego "Face Palma".
      - No to mów, bo zaraz skończy się na tym, ze wyprowadzi was na Antarktyde i zrobi wam trojaczki. - zaśmiała się. - Albo lepiej! - klasnęła w ręce. - Pięcioraczki!
      - No bo on chce żebym ja jechała razem z nim do jego rodziny! - pisnęła przestraszona.
      - Na prawdę? - siedział ze skrzywioną miną Brazylijczyk - To wszystko? To cię tak martwi? To przez to wparowałaś do domu co najmniej jakby Marc powiedział ci, że... Że wyprowadza się do Iranu! - złapał się za głowę mężczyzna.
      - Widzisz? Mówiłam, że zaraz was gdzieś przeprowadzi. - pokiwała ze zrezygnowaniem głową kobieta. - Ale noo trochę się z nim zgadzam. To dlatego aż tak się boisz?
     - Już nie pamiętasz waszej sytuacji? To znaczyy... Jestem pewna, że Marc mnie kocha, ale co jeśli jego rodzice są podobni do Twoich? - tu skierowała wzrok na Juniora. Ten tylko bezradnie poruszył ramionami. 
     - Chyba lepiej jest być dobrej myśli, prawda? - poklepała po plecach swoją siostrę.
     - No prawda. - uśmiechnęła się Anastasia i przutulila się do swojej siostry. - To idę się pakować, bo jutro wieczorem wyjeżdżamy. - powiedziała po czym poszła na górę zostawiając parę samą.
      - Too... - zaśmiał się Neymar, miał już pocałować swoją dziewczynę, ale do tej zadzwonił telefon.
      - Wybacz. - pocałowała go w policzek, a potem spoglądnęła na ekran telefonu. - Leo, ciekawe co chce. - przeciagnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha. - Halo...






*
Powracam z nowym rozdziałem!
Nareszcie!
Miesiąc pisałam ten rozdział, 
po prostu masakra!
Tak się zajęłam nowym opo, 
że potem już kompletnie straciłam wenę do pisania tego.
Ale jestem i mam nadzieję, ze nie zawiodłam ;3 
Czytasz? To skomentuj! 
Przyda mi się trochę motywacji, 
szczególnie teraz,
 bo z weną słabiutko jakoś ostatnio.



10 komentarzy:

  1. Rozdział super jeju ja kocham Neymara :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie razem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Haha no, jeszcze nie raz zobaczymy na co go stać :D

      Usuń
  4. A to geniusz :P Świetne! ostatnio zaczełam czytać i bardzo mnie to wciągnęło

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam tez zajrzec tu http://myaloveshair.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam http://te-quiero-leo-messi-y-neymar.blogspot.com/2015/10/rozdzia-1.html wiem że miał być 2 tyg temu ale mam mnóstwo spr więc ciężko było :/

    OdpowiedzUsuń