sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 22.

      - Ana? - Zapytała cicho, wstydziła się do niej dzwonić. Nie odzywała się od paru miesięcy, nie dawała nawet najmniejszego znaku życia, a teraz jak gdyby nigdy nic do niej dzwoni.
      - Isabelle? Jezu, jak cieszę się, że cię słyszę, martwiliśmy się o ciebie.
      - Wiem, przepraszam... - Przełknęła wielką gulę w gardle, która nie pozwalała jej kontynuować. To wszystko było dla niej trudne, a łzy, które pchały się na jej policzki nie pomagały jej w tym. - Ale nie po to dzwonie. Bo słuchaj... Jest sprawa. - Ucichła. - To ty...?
     - Co Ja? - Zapytała lekko poddenerwowana.
     - Neymar, policja, dopalacze, mówi Ci to coś...?
     - Widziałaś?
     - Skoro pytam, to sama sobie odpowiedz.
     - Tak. - Wyszeptała pełna złości. - Mówiłam, że zapłaci i to zrobił. Skrzywdził ciebie, a ja nikomu nie pozwolę tego zrobić, a już na pewno nie jemu. Zrozum to było dla ciebie.
      - Skąd wiedziałaś? - cicho pisnęła.
      - Przyłapałam go kiedyś, obiecał mi, że już więcej tego nie zrobi jeśli Ci nie powiem. Ja swojej przysięgi dotrzymałam, ale on już nie.
      - Co!? - Słona ciecz wpłynęła z jej oczu, a ona sama nie potrafiła przez to na chwilę złapać tchu. - Tego dnia, on...
      - Tak, tego dnia też brał, przecież na trzeźwo nigdy by cie nie zdradził, a co dopiero z Bruną. Dani mówi, że ciągle powtarza, że cię nadal kocha...
      - Gdyby mnie kochał nawet pod wpływem tego gówna nie wszedł by tej suce do łóżka! - Jej pięści się zacisnęły.
      - Is przyjedz do nas. - Zmieniła szybko temat, by jej siostra mogła się uspokoić. - Proszę. Brakuje tu ciebie. Nigdy na tyle się nie rozstawałyśmy.
To prawda. Zawsze były blisko siebie, jeśli gdzieś jeździły, to razem. Zdarzało się, że na parę dni jedna z nich wyjeżdżała sama, na przykład Anastasia z Marciem, ale takie sytuacje zdarzały się raz, na wiele miesięcy. - Halo, Isabelle. - Dziewczyna ucichła, sama dokładnie nie wiedziała co ma robić. Wrócić do Barcelony i być ze swoimi przyjaciółmi, ale widzieć twarz człowieka, który niemal doprowadził do jej śmierci czy zostać w Argentynie i nie mieć tu nikogo, oprócz mamy.
     - Okej.
     - Co?
     - Dobra, wrócę. - Uśmiechnęła się lekko do słuchawki, kiedy usłyszała śmiech siostry. Sama również nie wytrzymywała bez jej oparcia jakim była Ana. Wiedziała też, że nie może uciekać, że musi wytrzymać i zapomnieć o złych zdarzeniach, które przytrafiły się w Barcelonie.
      - Anastasia Mariia Mendoza proszona na salę. - Zabrzmiał męski głos, który zdziwił Isabelle.
      - Ty jesteś na tej rozprawie? Ann?
      - Tak jestem, zadzwonię później, kocham cie siostrzyczko. - Wypowiedziała rozłączając się.

*Parę tygodni później.*

Wszystko wreszcie zeszło na właściwy tor, mogło być lepiej, ale przecież nie wolno żądać za wiele.
Okazało się, że Anastasia również zaszła w ciążę i już za pięć miesięcy będzie mogła bawić swoją pociechę. Antonelli i Isabel został jeszcze miesiąc zmagania się z brzuszkiem, który swoją drogą trochę im pasował, sam Pique powiedział, że lubi patrzeć na swoją ukochaną w za dużych ciuchach, nawet te humorki mu nie przeszkadzały, przecież już się przyzwyczaił. Leo również nie przeszkadzało to, że jego ukochana miała multum kaprysów. Starał się spełniać ich jak najwięcej. No i w taki oto sposób sam, powtarzam SAM, zrobił oddzielny pokój dla ich synka, tak to już było pewne, że kolejnym potomkiem Messiego będzie synek, kto wie, może zastępca. Kupił psa, rasy Husky. Chodził o trzeciej nad ranem do sklepu po owoce i bitą śmietanę, jakie szczęście, że w Barcelonie funkcjonuje sklep całodobowy. Caroline czując pustkę w Brazylii postanowiła przeprowadzić się do Barcelony. Jako, że Anastasia przeprowadziła się do Marca, Isabelle miała cały dom dla siebie. Postanowiła więc zaproponować jej współlokatorstwo, na co Brazylijka od razu się zgodziła, tak samo jak mały Davi. Co do Neymara... Postanowił przeprowadzić się i grać w Anglii, nie brakowało mu różnych propozycji. Przyjął tę od Manchesteru i jak najszybciej się wyprowadził, ku uciesze Isabelle i innych. Kto by pomyślał, że trio MSN tak szybko się rozpadnie i stanie się już tylko duetem Suareza i Messiego? Nie podobało się to kibicom, mieli za złe Brazylijczykowi, przez co mógł być pewny, że jeśli pojawi się kiedyś na Camp Nou, od razu zostanie wygwizdany.
A Isabelle, no cóż. Pogodziła się z tym, że mężczyźni w jej życiu przychodzą i po pewnym czasie odchodzą. Zrozumiała, że coś takiego jak prawdziwa miłość nie istnieje, chodź miała wokół siebie tyle przykładów tej najprawdziwszej miłości. Zapisała się do psychologa. Sama, z własnej woli. Zaczęła dwa razy w tygodniu chodzić na spotkania. Stwierdziła też, że zacznie pisać bloga, w którym będzie opowiadała historię ze swojego życia i pomagała kobietom, które przeszły to co ona, by mogły tak samo się podnieść mimo wielu upadków.
Była z siebie dumna. Mimo tego, że tak ciężko było się jej pożegnać i powiedzieć "żegnaj" staremu życiu, zrobiła to i mogła zacząć je od nowa.


*
Ehh, dno i tyle, :/
Wiem dobrze co mówię.
No niestety miał ten rozdział wyglądać zupełnie inaczej,
miałam pomysł w głowie,
przyszła nagle choroba i wszystko wyparowało.
Tyle jestem w stanie napisać.
No.. Jak możecie się spodziewać
jest to już ostatni rozdział na tym blogu.
Jeszcze prolog i tak naprawdę będziemy musieli pożegnać
się z historią o Isabelle i Neymarze.
Cóż, koniec wygląda nie tak jak miał, ale mam nadzieję,
że choć w tym najmniejszym stopniu się wam podoba.
To chyba tyle... To do prologu :')

6 komentarzy:

  1. Troszkę smutno się zrobiło, że Isabelle i Ney się nie zeszli... Czekam na następny wpis. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, mam tendencję do zakanczania nieszczęśliwie moich opowiadań, w sumie na początku, jak zaczęłam pisać te opowiadanie, napisałam już prolog i uwierz był on o wiele smutniejszy, koniec był wręcz tragiczny :D trochę się cieszę, że go nie dałam, bo ten nie kończy się aż tak źle.

      Usuń
  2. Nie wierze poprostu ,nie wierze w to zakonczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam poprzednich rozdziałów, ale tak mnie zaciekawił ten, ze zaraz biore sie za czytanie od poczatku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatni? Kurczę szkoda, że tak szybko kończy się ta historia.. Czekam na epilog ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety ostatni, ja również nie cieszę się z tego, ale prowadzę jeszcze dwa inne opowiadania i w zanadrzu mam jeszcze parę, więc szybko o mnie nie zapomnicie, no chyba, że znudzi wam się czytanie moich wypocin ;D

      Usuń